Sztuka ochrony przed mrozem według Mariusza Dziurlei. Dlaczego bawełna zimą to... najgorszy wybór?
Zima - w szczególności ta mroźna - bywa wyzwaniem nie tylko dla lubujących się w cieple, niezależnie od tego, czy celem podróży okazuje się narciarski stok, czy też miejsce nieco bardziej przyziemne. Niskie temperatury potrafią dać się we znaki, ale odpowiednie przygotowanie jest w stanie zamienić mroźne dni w czystą przyjemność. W studiu "halo tu polsat" gościł Mariusz Dziurleja - kierowca off-roadowy - który o wymagających warunkach wie niemal wszystko. Ekspert wyjaśnił, dlaczego bawełna zimą to... zły pomysł i jak nowoczesne technologie mogą uratować przed chłodem.

Wiele osób wciąż pamięta rady babć na temat ubierania się "na cebulkę" czy też wkładania gazet do butów. Choć metoda warstwowa jest jak najbardziej słuszna, kluczem do sukcesu okazuje się nie ilość, ale jakość i rodzaj materiałów.
Bawełna? Nie o tej porze roku
Dziurleja zwrócił uwagę na podstawowy błąd, który popełnia większość, a mianowicie na zakładanie bawełnianej koszulki jako pierwszej warstwy, bezpośrednio przy ciele. "Bawełna chłonie wodę. A w momencie, gdy chcemy się ogrzewać, musimy tę wilgoć odprowadzić", tłumaczył.
Nawet najdroższa kurtka nie spełni więc swojej funkcji, jeśli pod spodem kryć będzie się mokry, bawełniany podkoszulek - jest to jednocześnie prosta droga do szybkiego wychłodzenia organizmu. Rozwiązaniem jest bielizna termoaktywna, najlepiej wykonana z wełny merynosów (rasy owiec żyjących w wymagającym klimacie, dzięki czemu ich runo naturalnie izoluje przed chłodem i grzeje nawet po zamoczeniu) lub nowoczesnych syntetyków (nawet poliestru).
"Najważniejsza jest pierwsza warstwa, która ma oddzielić wilgoć od skóry", mówił dalej.
Kosmiczne technologie i "efekt cebulki"
Kiedy odpowiednia baza jest już gotowa, czas na warstwę, która zatrzyma ciepło. W tym przypadku Dziurleja wskazał na przewagę nowoczesnych rozwiązań nad tradycyjnym puchem. Prawdziwym hitem okazuje się PrimaLoft - syntetyczne włókno stworzone pierwotnie do zadań specjalnych; lekkie, kompresujące się do małych rozmiarów i - co najważniejsze - grzejące nawet wtedy, gdy jest wilgotne.
"Kiedyś popularne były wielkie kurtki z puchu gęsiego. [...] Problem polegał na tym, że taka kurtka była narażona na wilgoć", wyjaśniał Mariusz Dziurleja.
Dopełnieniem zimowego stroju powinna być warstwa zewnętrzna, chroniąca przed wiatrem i śniegiem, taka jak Gore-Tex. Działa ona jak jednostronny lejek - wypuszcza wilgoć na zewnątrz, ale nie pozwala jej dostać się do środka. Dzięki temu ciało chronione jest przed wiatrem, który to stanowi główną przyczynę odczuwania zimna. Warto też pamiętać o osłonie samej twarzy - w trudnych warunkach, szczególnie wysoko w górach, niezastąpiona może okazać się kominiarka.
O gadżetach dla marznących
W rozmowie nie zabrakło też porad dla rodziców - w przypadku najmłodszych najlepiej sprawdzają się jednoczęściowe kombinezony, które szczelnie izolują całe ciało. Ekspert przestrzegał jednak przed nadmiernym przegrzewaniem, które mogłoby prowadzić do niechcianych chorób.
Dla dorosłych pracujących na zewnątrz lub osób szczególnie wrażliwych na chłód Dziurleja polecił nowoczesne gadżety - wkładki do butów i rękawiczki z systemem grzewczym. Co ciekawe, niektóre z nich sterowane są za pomocą małego pilota.
"Naciskasz magiczny guzik, zapala się kontrolka i w tym momencie one zaczynają się lekko podgrzewać. Nie »gotować« dłoń, ale podgrzewać", opisywał.
Na koniec gość przypomniał też o ważnej zasadzie - o zimowej garderobie warto myśleć już jesienią, a profesjonalna odzież to inwestycja na lata, która sprawdzi się nie tylko na alpejskim stoku, ale też podczas codziennego odśnieżania podjazdu. Należy też pamiętać o "paliwie" - nawet najlepsza kurtka nie zapewni ciepła, gdy człowiek pozostaje... głodny.
Zobacz też:






