Polskie plecionkarstwo na liście UNESCO
Całkiem niedawno, bo w grudniu 2025 roku tradycja plecionkarstwa w Polsce została wpisana na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości UNESCO. Tym samym plecionkarstwo jako siódma polska tradycja dołączyło do poprzednich wpisanych na listę. Wcześniej wpisem wyróżnione zostały: szopkarstwo krakowskie (2018), kultura bartnicza (2020), sokolnictwo (2021), tradycja dywanów kwiatowych na procesje Bożego Ciała (2021), flisactwo (2022) i polonez - tradycyjny taniec polski (2023).
Swój wkład w podniesienie rangi plecionkarstwa miał między innymi Maciej Pawlak - bohater reportażu Darii Pacańskiej, który dziś pokazaliśmy w "halo tu polsat".
"Pan Plecionka" z Nowego Tomyśla
Sam siebie nazywa "panem Plecionką" i nikogo nie powinno to dziwić, bowiem właśnie plecionkarstwo stało się dla Macieja Pawlaka nie tylko pracą, ale i sposobem na życie, pasją i misją. W jego pracowni od wielu lat powstają nie tylko kosze, ale i biżuteria, a także duże formy architektoniczne. Wszystkie łączy jedno - wiklina.

Jak podkreśla Maciej Pawlak, plecionkarstwo w jego rodzinie ma długą tradycję - wyplataniem koszy zajmowali się jego dziadkowie, a potem rodzice.
"Pamiętam na przykład taką scenę, kiedy rodzice z innymi ludźmi siedzieli na podwórzu, tam gdzie mieszkaliśmy i wyplatali na butelkach po mleku wazony. I to było takie bardzo przyjemne doświadczenie. Myślę, że ono mogło mieć jakiś wpływ na to późniejsze kształtowanie" - wspomina.
"Wiklina ma mniej więcej 80 lat historii w naszej rodzinie" - opowiada. "Dlatego, że tuż po 1945 mój dziadek zaczął pracować w zakładach państwowych, tutaj, w Nowym Tomyślu. Moi rodzice się specjalizowali przede wszystkim w meblach" - wspomina, pokazując stare zdjęcia.
"To jest mój tata, dziadek Andrzej i babcia Aniela. To był 1984 albo 1985 rok. Firma się nazywała Art Wik. Już jej nie ma... Rodzice na emeryturze" - mówi.
Warto dodać, że Nowy Tomyśl, w którym Maciej Pawlak prowadzi swą pracownię, ma długą i bogatą tradycję plecionkarstwa.

Wiklinowe zagłębia
A plecionkarstwo to jedna z tych dziedzin rzemiosła, które - choć ciche i niepozorne - przez wieki kształtowały codzienność. Wyplatane kosze, pojemniki i naczynia towarzyszyły ludziom od zawsze: w królewskich folwarkach, wiejskich zagrodach i - dziś coraz częściej - w nowoczesnych wnętrzach. Dawniej było to zajęcie wykonywane "przy okazji", pomiędzy innymi pracami gospodarskimi. Z czasem jednak, zwłaszcza tam, gdzie ziemia nie była zbyt urodzajna, a przemysł rozwijał się wolniej, plecionkarstwo zaczęło stawać się zawodem z prawdziwego zdarzenia. I tak właśnie było m.in. w okolicach Nowego Tomyśla, gdzie od XVIII wieku rozwijano uprawę wikliny, tworząc podwaliny pod lokalną specjalizację. Warto tez dodać, że w 1878 roku w Rudniku nad Sanem powstała pierwsza w Polsce szkoła koszykarska - był to symboliczny moment, w którym rzemiosło zaczęło wchodzić na bardziej formalną ścieżkę.
Wróćmy jednak do Nowego Tomyśla, w którym mieszczą się warsztat i dom Macieja Pawlaka. Jak wspomina jego córka, Karolina Felchner, wiklina jest od zawsze wpleciona w jej życie.
"Mój pokój z dzieciństwa to były zawsze wyplatane meble, biurka" - wspomina. "Tata dbał o to, żeby ta sztuka była obecna".

Kolejne pokolenie wyplata
Dziś Maciej Pawlak uczy wyplatania koszy swoje wnuki. "To jest umiejętność, która przetrwała z ludzkością od ich zarania. Dowody archeologiczne wskazują na to, że plecionkarstwo jest najstarszą umiejętnością człowieka, starszą jeszcze niż umiejętność lepienia garnków" - mówi.
A jego córka podkreśla, że manualne umiejętności, jakich jej ojciec uczy najmłodsze pokolenie, mają wielkie znaczenie - również dla rozwoju pociech.
"Plecionkarstwo jest tak szerokie i tak dla dzieci rozwijające, bo jest tam i sensoryka, i obcowanie z naturą, dowiadywanie się o różnych rzeczach. Cieszymy się, że to gdzieś zostaje w rodzinie i nabiera takiego tempa, nowych barw, nowego wymiaru w tej rzeczywistości" - podkreśla Karolina Felchner.
Maciej Pawlak nie zatrzymuje się i szuka kolejnych wyzwań. Cieszy się też, że dzięki wysiłkom grupy ludzi, udało się wprowadzić plecionkarstwo na listę dziedzictwa UNESCO.
"Kiedy pojawił się w Nowym Tomyślu na festiwalu wikliny i plecionkarstwa profesor Ratajski, prezydent Polskiego Komitetu ds. UNESCO, powiedział, że widzi tu potencjał - wspomina nasz bohater. "Tata jeździł za swoje własne pieniądze po Polsce, przekonywał ludzi do tego, żeby weszli w projekt. I udało się".

Pierwsi na świecie
"Plecionkarstwo zostało wpisane na listę Krajową Dziedzictwa Niematerialnego. Później rozpoczął się proces wnioskowania o wpisanie na listę światową. No i w grudniu minionego roku w New Delhi zostało ogłoszone i nieoprotestowane przez żadne z państw" - podsumowuje.
Maciej Pawlak dodaje, że Polska była inicjatorem wpisania tej właśnie tradycji.
"Wpis na światową listę to jest naprawdę wielka rzecz, ponieważ Polska wprowadziła plecionkarstwo, tradycje plecionkarskie na listę UNESCO, jednocześnie otwierając drogę innym państwom, ale inne państwa muszą dopisać się do tej listy do naszego wpisu" - mówi i dodaje, że prywatnie sam stara się propagować rzemiosło, którym jego rodzina para się od pokoleń. Robi to, wykorzystując potencjał social mediów - na przykład wrzucając filmiki, na których pokazuje, jak pleść kosz albo naprawić ten zniszczony.
"Pozostawić tę wiedzę, którą otrzymałem od mistrzów"
Myślę też dużo o edukacji, o tym jak uczyć ludzi, jak przekazać tę wiedzę, którą otrzymałem od moich mistrzów, których już nie ma.
"Mam takie doświadczenie, że jest cała grupa ludzi, która się uczy z moich filmików, potem przesyła mi zdjęcia tego, co zrobili, a ja im osobiście udzielam jakiś porad, nad czym jeszcze mogą popracować, żeby to ulepszyć" - mówi.
I chyba nie ma lepszego podsumowania pięknej drogi - zarówno zawodowej, jak i życiowej - Macieja Pawlaka, jak słowa córki o jego pracy:
"Tata robi to, co kocha. To daje mu też wolność, kontakt z ludźmi, którzy doceniają jego pracę. Efekty jego pracy są wymierne i jego to cieszy. Ja też się cieszę wtedy".









