Osnowa istnienia. Magdalena Abakanowicz w paryskim Musée Bourdelle
Paryż od kilku wieków stanowi dla polskich twórców i twórczyń rodzaj "ziemi obiecanej", pozostając jednocześnie swoistym punktem odniesienia. Od Chopina i Mickiewicza, po współczesnych mistrzów - nadsekwańska stolica sztuki przyciąga, inspiruje i weryfikuje. Tym razem w jej sercu, pośród przestrzeni Musée Bourdelle, zagościła wystawa "La trame de l’existence" - monumentalna ekspozycja stanowiąca pierwszą pełnoskalową prezentację twórczości Magdaleny Abakanowicz na francuskiej ziemi.

Wejście do rzeczonego muzeum oznacza zetknięcie z dialogiem dwóch epok i dwóch materii. Surowe, ceglane wnętrza dawnej pracowni Antoine'a Bourdelle'a oraz betonowe ściany nowoczesnego skrzydła Portzamparc stały się tłem dla ponad osiemdziesięciu prac polskiej artystki. Z jednej strony mamy więc do czynienia z klasyczną rzeźbą w gipsie, z drugiej - z organicznymi, niemal "dusznymi" formami, które wyszły spod polskiej ręki.
Po niezwykłej ekspozycji widzów oraz widzki "halo tu polsat" oprowadziła Krystyna Mazurówna - tancerka i choreografka, postać-legenda, związana z Paryżem od sześciu dekad. Reportaż zrealizowała zaś Karolina Ciesielska.
Nowy wymiar rzeźby. O architekturze miękkości
Magdalena Abakanowicz nie była po prostu rzeźbiarką - była innowatorką, która zakwestionowała tradycyjne rozumienie tkaniny. Przez lata gobelin pełnił wszak funkcję dekoracyjną - płaski obiekt, pokornie przylegający do ściany, służący głównie ozdobie salonów. W latach 60. artystka zerwała jednak z tą tradycją w sposób radykalny, co doskonale widać w Hall des plâtres, gdzie jej miękkie formy kontrastują z twardością posągów Bourdelle'a. Ów przełomowy moment podkreślała Lili Davenas - kuratorka wystawy.
"Abakanowicz była jedną z pierwszych artystek, które postanowiły oderwać tkaninę od ściany i nie tworzyć gobelinów, ale trójwymiarowe rzeźby wykonane z materiałów pochodzących z recyklingu - sizalu, konopi czy lnu", mówiła.
Tak też powstały słynne abakany. Nie są to bowiem obrazy utkane z nici, ale autonomiczne byty - wielkie, przestrzenne formy, które zawłaszczają przestrzeń, tworząc w muzealnych salach pełną napięcia scenerię. Małgorzata Grąbczewska, dyrektorka Instytutu Polskiego w Paryżu, zwraca uwagę na ich "organiczną żywotność".
Abakanowicz pragnęła, aby jej dzieła nie były oglądane z dystansu, lecz doświadczane cieleśnie. To przedmioty, do których można wejść, o które można się otrzeć, poczuć ich szorstką fakturę i specyficzny zapach sizalu.
"Jaki ogrom tu przebija z tej tkaniny, która ma tak różne faktury, tak różne pomysły jakby w jednym. Są takie wspaniałe, że aż nieprzyzwoite", przyznawała Mazurówna.
Estetyka niekompletności. O kondycji jednostki
Twórczość Abakanowicz to jednak nie tylko fascynacja formą. Pod warstwą splątanego włókna kryje się głęboki, egzystencjalny niepokój. Artystka, naznaczona doświadczeniami lat 40. i 50. XX wieku, w swojej sztuce przetwarzała cienie przeszłości; wystawa "La trame de l’existence" prowadzi zaś przez te mroczne rejony - od monumentalnych tkanin po instalacje pokroju "Embriologii". Setki owalnych form, przypominających kokony czy gigantyczne jaja, rozsypane w przestrzeni muzeum, budują atmosferę tajemnicy i niemal pierwotnego napięcia.
Dalej widzimy postaci zaklęte w swej fragmentaryczności. To "Tłum" (jedna z jego odsłon to druga najdroższa polska rzeźba, ustępująca miejsca jedynie rekordowym »Bambini« tej samej autorki; oba dzieła osiągnęły ceny ponad 13 milionów złotych) - bezimienna masa, która może (albo i powinna) budzić grozę.
Kuratorka zwracała uwagę na uniwersalne przesłanie tych prac. Stawiają one pytanie o kondycję jednostki w społeczeństwie, o to, jak łatwo bezrefleksyjny tłum może zostać zaprogramowany, by czuć na rozkaz.
Obok wielkich tematów historycznych i socjologicznych, Abakanowicz zaprasza również do swojego najbardziej intymnego świata. Grąbczewska przypominała tym samym, że późne prace artystki były bezpośrednim zapisem jej zmagań z chorobą i relacji z własnym, słabnącym ciałem. Sztuka była sposobem na oswojenie, próbą nadania formy czemuś, co niszczy od środka.
"Dzieła Magdaleny Abakanowicz w całości to dzieła niesamowicie intymne", podkreślała.
Poza rozumieniem. O sztuce przeżywania
Paryska wystawa to dowód na to, że sztuka Magdaleny Abakanowicz się nie starzeje. Jej sizalowe olbrzymy i milczące tłumy z workowego płótna wciąż prowadzą niemy dialog z widzami oraz widzkami, zmuszając do konfrontacji z własną cielesnością. W kontekście twórczości Bourdelle'a, prace te zyskują nowy wymiar - kruchość włókna staje naprzeciw wieczności kamienia.
Krystyna Mazurówna, wspominając swoje spotkanie z artystką, przyznaje, że choć sztuki tej "trochę się boi", to głęboko ją czuje. I być może to najlepszy klucz do odbioru tej wystawy. Jak celnie podsumowuje tancerka, odpowiadając na głosy tych, którzy twierdzą, że sztuki nowoczesnej nie da się pojąć rozumem:
"Od kiedy sztukę się rozumie? Sztukę się przeżywa. Sztukę się czuje".
W chłodnych murach Musée Bourdelle to "czucie" jest zaś intensywniejsze niż gdziekolwiek indziej.
Zobacz też:






