Ogromny wysiłek i chłodna kalkulacja. Jak wygląda narciarstwo na ośmiotysięcznikach?
Podczas gdy himalaiści i himalaistki celują na ogół w zdobywanie kolejnych ośmiotysięczników, Andrzej Bargiel postawił przed sobą wyzwanie z zupełnie innej ligi - zjazd ze szczytów na nartach. Jak sam przyznaje, myśl o wytyczeniu narciarskiej linii na K2 pojawiła się, gdy obserwował tę legendarną górę z sąsiedniego Broad Peak (z którego zresztą w 2015 roku jako pierwszy człowiek w historii zjechał na nartach aż do bazy). Początkowo wizja zjazdu niemal pionową, czterokilometrową ścianą wydawała się tak przerażająca, że brakowało mu odwagi, by w ogóle traktować ją poważnie. Ostatecznie, omijając klasyczne drogi wspinaczkowe, zdołał wytyczyć własną linię przez środek ściany i w 2018 roku zrealizował jedno z największych marzeń, zjeżdżając z wierzchołka do bazy bez zdejmowania nart. Sukces ten nie byłby jednak możliwy bez wsparcia rodzeństwa - jego brat dokumentował wyprawę z perspektywy drona, co przy okazji pozwoliło na zorganizowanie bezprecedensowej akcji ratunkowej na wysokości 8000 metrów, polegającej na koordynacji zespołu po upadku jednego ze wspinaczy. Bargiel zapisał się zresztą na kartach historii nie tylko zjazdem z K2; po zdobyciu w 2023 roku Gaszerbrumu I i Gaszerbrumu II został pierwszą osobą na świecie, która zjechała ze wszystkich czterech ośmiotysięczników położonych w Karakorum.
Kolejnym potężnym sprawdzianem dla organizmu był dokonany w 2025 roku zjazd z Mount Everestu, w dodatku zrealizowany bez użycia dodatkowego tlenu. Dopięcie tego historycznego celu wymagało ogromnej cierpliwości, ponieważ wcześniejsze próby w 2019 i 2022 roku trzeba było przerwać ze względu na pogarszającą się pogodę i zagrożenie ze strony wiszących seraków. Jak relacjonował Bargiel, warunki w "death zone" (a więc powyżej ośmiu tysięcy metrów nad poziomem morza) są ekstremalnie trudne, a sam atak szczytowy wymagał nieludzkiego wręcz wysiłku. Zamiast standardowych dziesięciu, podejście zajęło mu aż szesnaście godzin (co i tak stanowi niesamowity kontrast, biorąc pod uwagę jego wydolność udowodnioną chociażby w 2010 roku, gdy wygrał prestiżowe zawody Elbrus Race, pobijając rekord świata). Kluczem do bezpieczeństwa w tak wysokich partiach gór pozostaje jednak perfekcyjne przygotowanie; himalaista każdorazowo wykonuje szczegółową dokumentację fotograficzną, planuje optymalne godziny przejść, analizuje temperatury, zagrożenia lawinowe i stabilność mostów śnieżnych. To chłodna kalkulacja i ogromny dystans do własnych ambicji pozwalają mu podejmować racjonalne decyzje o ewentualnym odwrocie, jeśli góra stawia zbyt duże opory.
Górskie geny i bezpieczna oaza. Andrzej Bargiel o dorastaniu i wychowywaniu
Fundamentem dla odporności na ekstremalne warunki okazało się przy tym dorastanie w niewielkiej miejscowości Łętownia niedaleko Jordanowa na południu Polski. Andrzej Bargiel urodził się tam w kwietniu 1988 roku i wychowywał w wielodzietnej rodzinie - ma siedem sióstr i trzech braci. W domu, w którym dorastał jako dziewiąty potomek Marii i Józefa Bargielów, dużą rolę w wychowaniu przejmowało starsze rodzeństwo. To właśnie jeden z braci, Grzegorz, zaszczepił w nim pasję do nart skiturowych, otwierając zupełnie nowy, górski świat. Początki narciarskiej drogi były jednak niezwykle skromne. Swoje pierwsze, drewniane narty kupił od sąsiada, wymieniając je za paletki do tenisa stołowego i scyzoryk. Wraz z kolegami z sąsiedztwa ubijał trasy i budował skocznie, wielokrotnie... uciekając w tym celu z lekcji - co z perspektywy czasu okazało się najlepszą inwestycją w karierę.
Obecnie sportowiec sam jest ojcem, a w jego domu rośnie kolejne pokolenie, które powoli oswaja się ze śniegiem - córka Malina ma już za sobą pierwsze, traktowane jeszcze w formie zabawy, próby na nartach. Pytany o to, jak zareaguje, gdy za ćwierć wieku syn Gustaw (urodzony w roku zjazdu z Mount Everestu) będzie chciał powtórzyć historyczne wyczyny ojca, odpowiada z dużym spokojem. Podkreśla, że rodzice nie mają pełnego wpływu na życiowe wybory dorosłych pociech, więc nie warto zamartwiać się na zapas. Na razie cieszy się dużą, rodzinną wspólnotą, która przy okazji każdych urodzin potrafi zgromadzić nawet kilkadziesiąt osób, stanowiąc niezastąpioną oazę spokoju po wyczerpujących i ryzykownych wyprawach w najwyższe góry świata.







