Nawojka, czyli rysa na szkle. O legendzie pierwszej studentki średniowiecznego Krakowa
Dzieje najstarszej polskiej uczelni przez stulecia pisane były wyłącznie męską ręką - rozprawianie na temat słuszności tego porządku wydaje się zaś dziś zabiegiem intelektualnie jałowym. Wątpliwości nie ulega bowiem, że średniowieczne uniwersytety stanowiły hermetyczne enklawy, które otworzyć mogła nie nie tyle wiedza, ile płeć. W XV wieku na monolitycznym obliczu patriarchalnego Krakowa pojawić miała się jednak fascynująca anomalia - postać, która niczym naruszyła óczesne sanctuarium masculinum, udowadniając, że głód wiedzy nie uznaje dychtomii płciowych podziałów. Mowa o Nawojce - na wpół legendarnej niewieście, której przypisuje się rzucenie śmiałego wyzwania epoce.

By zrozumieć skalę tejże brawury, należy zanurzyć się w atmosferze Krakowa z początków XV stulecia. Miasto to - tętniące życiem dzięki jagiellońskiemu odnowieniu tamtejszej akademii w 1400 roku (co stało się za sprawą Władysława Jagiełły i z fundacji Jadwigi Andegaweńskiej) - stanowiło intelektualny magnes przyciągający przybyszów z całej Europy (Akademia Krakowska była wówczas jednym z ledwie kilku uniwersytetów w tej częsci kontynentu). Ówczesna stolica stała się się tym samym tyglem dziesiątek kultur i języków, w którym anonimowość przestała stanowić towar deficytowy. Ów bezimienność zarezerwowana była jednak wyłącznie dla mężczyzn - zgodnie z niegdysiejszą wykładnią żakowie zyskiwali wszak część przywilejów stanu duchownego; kobietom pozostawała edukacja domowa (o charakterze wręcz incydentalnym) lub - w najlepszym razie - klasztorna (siłą rzeczy fragmentaryczna). W takim też świecie pewna idealistka postanowiła zaryzykować niemal wszystko - amore studii (a więc "z miłości do nauki").
Między wierszami "Senatorium". Kronika sukcesu i dwa oblicza "upadku"
To, co w potocznej świadomości funkcjonuje jako romantyczna legenda, ma swoje zakorzenienie w źródłach. Historię o Nawojce spisał bowiem Marcin ze Spisza, naoczny świadek epoki (jako uczeń krakowskiej szkoły parafialnej - zapewne przy kościele Mariackim - uczęszczający tamże około 1416 roku) i późniejszy opat wiedeńskich benedyktynów. W swoim autobiograficznym dziele "Senatorium sive dialogus historicus Martini abbatis Scotorum Viennae Austriae" (a więc "»Senatorium«, czyli dialog historyczny Marcina, opata Szkotów w Wiedniu, w Austrii") przytacza on losy dziewczyny, która w męskim stroju studiowała w Krakowie. Dla kronikarza pozostaje ona jednak postacią bezimienną - miano "Nawojka" nadała jej dopiero XIX-wieczna historiografia, potrzebująca silnego emancypacyjnego. Imię idealnie dopełniło mit, przekształcając anonimowy przypadek w tożsamościotwórczą ikonę.
Według tradycji Nawojka - ukrywająca się pod imieniem Jakub lub Andrzej - nie była jedynie statystką w akademickim teatrze, a źródła legendarne przypisują jej miast tego wybitne zdolności intelektualne. Przypuszcza się, że bohaterka niniejszej opowieści mogła pochodzić z Wielkopolski, gdzie kształciła się pod okiem ojca - prowadzącego tamże szkołę; dysponując zaś odziedziczonym majątkiem, postanowiła zrealizować swoje marzenia. Marcin wspomina ponadto w "Senatorium", że na uczelni spędziła dwa lata, pilnie uczęszczając na wykłady, a w chwili demaskacji miała być już "vicina fuit ad baccalariatum" - "bliska uzyskania bakalaureatu" - a więc o krok od zdobycia najniższego z ówczesnych stopni akademickich. Ten element narracji ma kluczowe znaczenie symboliczne - pokazuje, że w zderzeniu z materią wiedzy, kobiecy umysł w niczym nie ustępował męskiemu, a jedyną barierą pozostawał religijno-społeczny konwenans.
Najciekawszym elementem ewolucji tej historii pozostaje moment demaskacji - w powszechnej świadomości do ujawnienia sekretu doszło w śmigus-dyngus, kiedy to oblana wiadrem wody żakowska toga miała przylgnąć do ciała, bezlitośnie obnażając formae feminae przed tłumem gapiów. Ten wariant legendy, mocno osadzony w lokalnym folklorze, symbolicznie wykorzystuje żywioł wody jako siłę oczyszczającą z "fałszu" i przywracającą "naturalny" porządek rzeczy. O ile krakowska "ulica" dopisała więc do owej opowieści scenariusz godny antycznego dramatu, o tyle rzeczony Marcin wspomina o zupełnie innej wersji - bolesnej w swym realizmie. Kronikarz przytacza historię o żołdaku, który widząc na ulicy "studenta", powziął podejrzenia co do jego płci - założył się przy tym ze sługami krakowskiego mieszczanina o nazwisku Kaltherbrig, że ów młodzieniec jest w istocie kobietą. W wyniku bezpardonowej konfrontacji, tajemnica "studenta" została ostatecznie - i naocznie - zweryfikowana.
Epilog brawury. Cena "amor studii" i klasztorne postscriptum
Finał tej historii, choć dramatyczny, nie jest pozbawiony swoistego happy endu, który wymyka się prostym ocenom. Nawojka stanęła podobno przed biskupim (lub rektorskim) trybunałem, oskarżona o naruszenie i boskiego, i ludzkiego prawa. Choć groziły jej surowe konsekwencje, sędziowie - ujęci jej nienaganną moralnością i szlachetną motywacją - okazali "łaskę". Uniewinnienie? Nie tam i nie wtedy. Wyrokiem okazało się miast tego zesłanie do klasztoru.
Można by uznać to za symbol klęski czy też dożywotniej pokuty, jednak Marcin ze Spisza dodaje do opowieści fascynujące postscriptum. W klasztornym zaciszu (najczęściej w kontekście tym wskazywane są zwierzynieckie norbertanki) niedoszła studentka miała bowiem zostać magistrą (a więc "nauczycielką"), a z czasem abbatissą (czyli "przeoryszą). Paradoksalnie więc wykluczenie z oficjalnego dyskursu uniwersyteckiego otworzyło jej drogę do realizacji pedagogicznej pasji w jedynej dostępnej wówczas dla kobiet przestrzeni.
Dziś Nawojka jest kimś więcej niż tylko historyczną ciekawostką. Bo choć jej imię jest jedynie literackim domysłem, sama postać pozostaje trwałym elementem krakowskiego genius loci. Od niej nazwę swą wziął najsłynniejszych z tamtejszych domów studenckich, a historia "polskiej Joanny d'Arc nauki" przypomina, że walka o dostęp do wiedzy była procesem długim i wyboistym. Nawojka, jako archetyp virgo fortis (a więc "dzielnej niewiasty"), pozostaje nieoficjalną patronką wszystkich tych, którzy w dążeniu do prawdy gotowi są na złamanie skostniałych reguł.
Zobacz też:






