Wileńskie święto tradycji. O wielowiekowych dziejach kaziukowego jarmarku
Cykliczne zjazdy targowe przez stulecia definiowały rytm życia dawnych społeczności Starego Kontynentu - splatając czysty handlowy pragmatyzm z niemal duchowym przeżyciem. Na przestrzeni dziejów alians ten dał początek fenomenom takim jak szampańskie foires, monachijska Auer Dult czy gdański Dominik. Wschodnim odpowiednikiem tychże stały się natomiast wileńskie Kaziuki - tradycja których sięga XVII stulecia. Pomimo dziejowych zawirowań spuścizna ta po dziś dzień ożywa na nowo - 4 marca każdego roku niegdysiejszy odpust ku czci Kazimierza Jagiellończyka przeistacza się tym samym w wielobarwną celebrację dawnego dziedzictwa.

W cieniu Jagiellonów, czyli o genezie marcowego jarmarku
Korzenie kaziukowego fenomenu - jak wskazuje zresztą sama nazwa - wiążą się z postacią królewicza Kazimierza, syna Kazimierza IV Jagiellończyka oraz Elżbiety Rakuszanki. Ten przyszedł na świat 3 października 1458 roku w Krakowie, jako drugi syn panującego monarchy. Staranna edukacja, odbierana pod czujnym okiem Jana Długosza, szybko ustąpiła miejsca dworskiej praktyce - Kazimierz był bowiem przygotowywany do przejęcia schedy po ojcu (najstarszy syn monarchy - Władysław - dzierżył już bowiem wówczas koronę Czech); część litewskich elit upatrywała zaś w osobie królewicza gwaranta własnej podmiotowości. Plany te przekreśliła jednak postępująca choroba - Kazimierz zmarł 4 marca 1484 roku, prawdopodobnie na gruźlicę. Przedwczesna śmierć Jagiellończyka stała się dla Litwy naturalnym pretekstem do zyskania rodzimego patrona; starania te, opóźnione zaginięciem pierwotnej bulli papieskiej, ziściły się jednak dopiero 118 lat później - 7 listopada 1602 roku.
Z początkiem XVII stulecia łączą się też historyczne narodziny późniejszych Kaziuków. 4 marca 1604 roku w Wilnie odbyły się uroczystości powiązane z długo wyczekiwaną kanonizacją; ulicami miasta przemaszerowała wówczas procesja, złożona z przedstawicieli i przedstawicielek wszystkich stanów - od arystokracji i duchowieństwa, po rzemieślników i żaków. Napływ pielgrzymujących mas błyskawicznie ożywił miejski handel, jednak ugruntowanie tradycji wymagało upływu kolejnych lat. Punktem zwrotnym okazał się wszak rok 1636, kiedy doczesne szczątki Kazimierza przeniesiono do kaplicy, ufundowanej przez Wazów. Wydarzenie to odbiło się szerokim echem na europejskich dworach, co nadało mu międzynarodowy prestiż. Od tego czasu rocznica przenosin poczęła być konsekwentnie celebrowana, zaś liturgicznym obchodom każdorazowo towarzyszył jednodniowy (początkowo) jarmark.
Wędrujące kramy. Topografia i asortyment wileńskich Kaziuków
Z biegiem lat "przykościelny" handel zaczął naturalnie ewoluować, domagając się znacznie większej przestrzeni. Przełomowy okazał się rok 1827 - wtedy też wileńscy kupcy skutecznie wystąpili do rady miejskiej o rozszerzenie przywileju jarmarcznego na kilka dni; decyzja ta - choć czysto administracyjna - całkowicie odmieniła charakter i skalę święta. Do miasta zwykło ściągać kupiectwo z odległych ośrodków i prowincji, przywożąc ze sobą nieznane dotąd towary (w tym egzotyczne materiały oraz zamorskie specjały); wokół Placu Katedralnego i na sąsiednich ulicach, obok tradycyjnych straganów, wyrosły też wówczas namioty skrywające niewielkie warsztaty rzemieślnicze (w których na poczekaniu wyrabiano drobne narzędzia i ozdoby).
Fascynująca (bo ściśle powiązana z wielką historią) pozostaje zresztą sama wędrówka kaziukowych kramów - kiedy w 1901 roku władze carskie postanowiły umiejscowić nieopodal tamtejszej katedry pomnik cesarzowej Katarzyny, a przy okazji uporządkować teren, rozrastający się jarmark zmuszony został do poszukiwań nowego miejsca. Wybór padł na rozległy, nowo wybrukowany Plac Łukiski (po dziś dzień największy plac w litewskiej stolicy); zjawisko wciąż rosło jednak w siłę - w kulminacyjnym momencie liczba straganów osiągnęła blisko dwa i pół tysiąca, a przy większości stoisk spotkać można było przybyłych z litewskich prowincji. Kolejne dekady dwudziestego wieku nie oszczędziły jednak i tej tradycji. Po krótkim renesansie w międzywojniu (kiedy to jarmark stopniowo ograniczano do okolic Rynku Łukiskiego - dzisiejszego Placu Waszyngtona), nadszedł okres systemowej niechęci do jakichkolwiek form niezależności; zredukowane do minimum kramy przeniesiono wówczas na ciasny Rynek Kalwaryjski. Dopiero po odzyskaniu przez Litwę niepodległości Kaziuki mogły triumfalnie powrócić w prestiżowe sąsiedztwo wileńskiej katedry.
Przemianom ulegał również sam asortyment. Historycznie jarmark stanowił kluczowy węzeł zaopatrzeniowy - to tam zaopatrywano się w zwierzęta gospodarskie, w tym konie, krowy czy świnie. Z czasem jednak żywy inwentarz zaczął ustępować miejsca wyrobom rękodzielniczym, z których wiele można było nabyć wyłącznie podczas marcowego święta. Królowały tu solidne, drewniane wyroby spod Święcian czy Niemenczyna (takie jak miodowe faski, drewniane kołatki czy rzeźbione zabawki), a także tradycyjna ceramika, wzbogacona o ludowe instrumenty.

W rzemieślniczym tyglu szczególne miejsce zajmowały przy tym (i zajmują do dziś) dwa artefakty o statusie symboli kulturowych. Pierwszym z nich jest słynna palma wileńska - precyzyjna kompozycja wyplatana z dziesiątek gatunków suszonych roślin, pochodząca na ogół z okolic Krawczun, Ciechanowiszek czy Suderwy. Tradycja odrodziła się z mocą, która poskutkowała wpisem na krajową listę niematerialnego dziedzictwa (obecnie czynione są zaś starania o włączenie do rejestru UNESCO). Drugim, nierozerwalnym elementem święta są lukrowane pierniki w kształcie ogromnych serc, których historia na jarmarku sięga XIX wieku. Wypieki te - przywiezione na Wileńszczyznę przez staroobrzędowców - stały się z czasem jarmarcznym symbolem uczuć; bogato zdobione lukrem, z wymownymi sentencjami, stanowiły najpiękniejszy dowód pamięci. Kulinarny krajobraz historycznych Kaziuków uzupełniały też słynne obwarzanki smorgońskie z makiem - twarde pieczywo układane w potężne stosy.


Współcześnie ten przegląd tradycji, połączony z występami artystycznymi, dawno przekroczył granice Litwy, stając się bezcennym narzędziem pamięci dla rozsianej po świecie diaspory. Zwyczaj, przeniesiony przez dawnych mieszkańców i dawne mieszkanki Wileńszczyzny, zakorzenił się na ziemiach dzisiejszej Polski; na Kujawach i Pomorzu Zachodnim wileńskie pierniki wyewoluowały w korzenny brukowiec kujawski, wpisany dziś na listę produktów tradycyjnych. Same Kaziuki organizowane są zaś rokrocznie przez kolejne pokolenia wileńskich rodów w takich miastach jak Poznań, Szczecin, Białystok, Suwałki czy Gdańsk. Co więcej, amplituda tego kulturowego rezonansu dotarła również do zachodnich metropolii - od Londynu, przez Toronto, po Chicago W tych globalnych metropoliach dawny wileński odpust przestał być jedynie tłem dla rzemiosła; stał się żywą makronarracją, skutecznie chroniącą wspólne dziedzictwo przed zapomnieniem.
Zobacz też:






