Inżynieryjna precyzja i oswajanie wysokości. Siatkarka w wielkich górach
Wanda Błaszkiewicz urodziła się w żmudzkich Płungianach, 4 lutego 1943 roku - po kilku latach rodzina przeniosła się zaś na Ziemie Odzyskane, do Wrocławia. W roku 1965 obroniła dyplom na tamtejszej politechnice, stając się magistrą inżynierką elektroniki - to z kolei pozwoliło jej na rozpoczęcie pracy naukowej w Instytucie Automatyki Systemów Energetycznych, skąd w 1973 roku przeniosła się do stołecznego Instytutu Maszyn Matematycznych. Jednocześnie realizowała się też w sporcie wyczynowym - nim góry pochłonęły ją bez reszty, trenowała bowiem lekkoatletykę (w tym skok w dal, skok wzwyż oraz rzut dyskiem; w 1961 roku zdobyła zaś złoty medal w pchnięciu kulą podczas akademickich mistrzostw Polski), a także uprawiała siatkówkę, grając w pierwszoligowej Gwardii Wrocław i piastując funkcję kapitanki juniorskiej reprezentacji Polski (w roku 1964 otrzymała nawet powołanie do szerokiego składu na tokijskie igrzyska olimpijskie); w międzyczasie uzyskała również licencję kierowczyni rajdowej i pełniła rolę pilotki.
Górski rozdział rozpoczął się z kolei na skałkach koło Janowic Wielkich w paśmie Gór Sokolich; w 1962 roku, po kursie na Hali Gąsienicowej, Wanda niejako naturalnie przeniosła się w Tatry, gdzie wspinała się tak na klasycznych, jak i ekstremalnych trasach (przez lata wytyczyła też kilka nowych dróg, między innymi na Koprowym Wierchu). Polskie góry szybko okazały się niewystarczające, stąd też kurs na Alpy. Tam skupiła się między innymi na forsujących przejściach - od Aiguille du Grépon z Haliną Krüger-Syrokomską po północny filar Eigeru z Danutą Gellner-Wach i Stefanią Egierszdorff. Z każdym kolejnym rokiem systematycznie podnosiła też pułap wysokościowy - nim ostatecznie wyjechała w Himalaje stanęła też między innymi na Szczycie Awicenny w Pamirze (w roku 1970) czy Noszaku w Hindukuszu (w 1972 roku). Pierwsza duża ekspedycja, prowadzona przez Andrzeja Zawadę, okazała się dla niej trudnym doświadczeniem, głównie ze względu na skomplikowane relacje z męską częścią zespołu - zderzenie to sprawiło, że w późniejszych latach zaczęła organizować własne, nierzadko całkowicie kobiece wyprawy, przy okazji wypracowując niezwykle bezpośredni styl przywództwa.
Własne zasady gry. Przełamywanie hegemonii i historyczny triumf
Przełomem w górskiej biografii Wandy Rutkiewicz (nazwisko zmieniła po ślubie w roku 1970) okazała się zorganizowana w 1975 roku ekspedycja na Gaszerbrumy. Rutkiewicz, miast wdawać się w werbalne polemiki na temat kobiecej obecności na ośmiotysięcznikach (do pierwszego kobiecego wejścia na jakikolwiek z nich doszło zaledwie rok wcześniej, gdy trzy Japonki stanęły na szczycie Manaslu), postanowiła dostarczyć empirycznych dowodów na swoje możliwości. Forsując podział na odrębne zespoły, doprowadziła do historycznego momentu - 11 sierpnia 1975 roku Polka, w zespole mieszanym, dokonała pierwszego w historii wejścia na niezdobyty dotąd szczyt Gaszerbrum III.
Trzy lata później, 16 października 1978 roku, jej pozycja na globalnej arenie została zaś bezpowrotnie ugruntowana, gdy jako pierwsza Europejka stanęła na szczycie Mount Everestu.
Ukoronowaniem technicznego kunsztu stało się zdobycie K2 w 1986 roku (dokonała tego jako pierwsza kobieta w historii). Pokonała tę uchodzącą za najtrudniejszą górę świata w czystym stylu alpejskim i bez wsparcia butli z tlenem, przetrwawszy niezwykle wymagający sezon, w którym na stokach zginęło trzynaście osób. Udowodniła tym samym, że jej pozycja w himalajskiej elicie jest całkowicie niezależna od płci i innych uwarunkowań. Historyczne wejście nie obyło się jednak bez kolejnej tragedii - francuscy liderzy jej niewielkiej ekspedycji, Liliane i Maurice Barrardowie, stracili bowiem życie podczas schodzenia ze szczytu.
Wyścig z uciekającym czasem. Nierozwiązana zagadka Kanczendzongi
Wysokogórskie sukcesy polskiej himalaistki miały płynną, nierozerwalną kontynuację. Przed K2 jej górskie CV wzbogaciło się już o kobiece wejście na Nanga Parbat (w 1985 roku) i południową ścianę andyjskiej Aconcagui. Kolejne sezony to rzetelna realizacja kalendarza najwyższych wierzchołków: wejście na Sziszapangmę w 1987 roku, a następnie szczyty Gaszerbrum II i Gaszerbrum I - odpowiednio w 1989 i 1990 roku; w 1991 roku Rutkiewicz zdecydowała się zaś na samotne wspinaczki, stając na Czo Oju i południowej ścianie Annapurny. Posiadając w dorobku osiem ośmiotysięczników, zrzuciła logistyczne hamulce i ogłosiła ambitny, autorski projekt pod nazwą "Karawana do Marzeń" - koncepcja ta zakładała błyskawiczne wejście na brakujące sześć ośmiotysięczników (w tym Kanczendzongę, Makalu i Lhotse) w czasie ledwie kilkunastu miesięcy.
Realizacja pierwszego etapu tego przedsięwzięcia rozpoczęła się wiosną 1992 roku na zboczach potężnej Kanczendzongi, w towarzystwie znacznie młodszego, meksykańskiego wspinacza Carlosa Carsolio. Od samego początku sytuacja rozwijała się niesprzyjająco; Rutkiewicz zmagała się z dotkliwymi problemami gastrycznymi, a jej wydolność wyraźnie spadała na tle kondycji partnera. Decydujące wyjście w stronę wierzchołka nastąpiło 12 maja, przy bardzo niekorzystnych warunkach meteorologicznych - gęstym opadzie śniegu i silnym wietrze. Po wielogodzinnym torowaniu drogi, Carsolio samotnie osiągnął cel. Podczas zejścia, na wysokości około 8200 metrów (w obrębie północno-zachodniej ściany masywu), napotkał wyczerpaną Polkę, z ogromnym trudem kontynuującą podejście. Pomimo jego prób nakłonienia jej do powrotu, Rutkiewicz kategorycznie odmówiła - podjęła wówczas decyzję o przeczekaniu mroźnej nocy w improwizowanym biwaku śnieżnym, pozbawiona namiotu, śpiwora termicznego oraz aparatury tlenowej, celując w poranną wspinaczkę.
Zaginięcie himalaistki w czeluściach masywu natychmiast wywołało fale spekulacji. Przez lata środowisko żywiło się plotkami o jej rzekomym przetrwaniu w tybetańskich klasztorach; owa potrzeba znalezienia jakiegokolwiek wytłumaczenia zdawała się znaleźć swój finał w kwietniu 1995 roku. Włoski zespół, wspinający się południowo-zachodnią ścianą Kanczendzongi, odnalazł na wysokości niespełna 8000 metrów zmarznięte w śniegu ciało. Ze względu na zniszczenie rysów twarzy, Włosi założyli, że są to szczątki polskiej wspinaczki, ukrywając je w szczelinie pobliskiego seraka. Sporządzona przez nich dokumentacja fotograficzna miała raz na zawsze uciąć piętrzące się domysły, sugerując, że Rutkiewicz prawdopodobnie osiągnęła rejon podszczytowy północno-zachodnią granią, po czym odpadła od ściany w kierunku południowo-zachodnim.
Późniejsza analiza zgromadzonego materiału w pełni zweryfikowała tę wersję. Odnaleziony kombinezon zauważalnie różnił się krojem i kolorem od sprzętu używanego przez Polkę w 1992 roku. Ostatecznym dowodem okazały się jednak widoczne na powiększeniach puste blistry po lekach, opatrzone etykietami zapisanymi cyrylicą. Weryfikacja archiwów pozwoliła ustalić, że odnalezione szczątki należały do bułgarskiej badaczki ekstremalnej, Jordanki Dimitrowej, która zginęła pod zwałami śniegu zaledwie pół roku przed włoską ekspedycją. Owo odkrycie przekreśliło szanse na zamknięcie historii zaginięcia Wandy Rutkiewicz; jej ciała nie odnaleziono do dziś, w związku z czym odpowiedź na pytanie o to, czy dopięła swego i osiągnęła wierzchołek Kanczendzongi, wciąż pozostaje otwarta.







