Ledzień, łżykwiat i stojaczka, czyli o etymologii nazw polskich miesięcy
Procesy zmierzające do systematyzacji czasu uchodzą współcześnie za jeden z fundamentów rozwoju poznawczego wczesnych społeczności. W języku polskim (podobnie zresztą jak i w innych narzeczach słowiańskich) wyodrębnienie mniejszych jednostek roku pozostaje zaś osobliwym fenomenem - po dziś dzień uchodząc za swoisty rezerwat pamięci o agrarnej codzienności. Podczas gdy lwia część Europy zaadaptowała uniwersalny paradygmat wywodzący się z antycznego Rzymu, polszczyzna i jej językowe krewne poczęły standaryzować rodzime formy leksykalne. Nim te ułożyły się jednak w znany współcześnie kanon, przez stulecia ewoluowały, funkcjonując pod postaciami odbiegającymi od współczesnego standardu.

Słowiańska konceptualizacja kalendarza nie operowała jednostkami matematycznymi - rzeczywistość czasowa opierała się wszak na namacalnych przemianach w przyrodzie. Pojęcie "miesiąca" odnosiło się tym samym do księżyca - dopiero zastosowanie metonimii (polegającej na zastąpieniu jednej nazwy inną na podstawie powiązania) przeniosło owo pojęcie na okres ujęty pomiędzy dwiema pełniami. Bieg pór odmierzano tedy przy pomocy terminu "lato" - okresu największego urodzaju, którego echa rezonują we współczesnej fleksji jako forma liczby mnogiej rzeczownika "rok" (ten pozostaje zaś terminem wywodzącym się z późniejszej nomenklatury prawno-administracyjnej - początkowo oznaczał ustalony odgórnie termin zjazdu feudalnego czy uiszczenia daniny, by wraz z krystalizacją państwowości całkowicie wchłonąć znaczenie chronologiczne).
Systematyzacja kalendarza nadeszła wraz z chrystianizacją - i choć nowy porządek ustanowiony został bezalternatywnie, faktycznie zorganizował on płynną codzienność. Łacińskie ramy czasowe nie wymazały jednak lokalnego nazewnictwa - narzucona struktura została tym samym wypełniona rodzimą treścią.
Styczeń
W badaniach nad genezą nazwy pierwszego miesiąca dzisiejszego roku krzyżuje się kilka koncepcji etymologicznych; część z nich odwołuje się do abstrakcyjnego czasownika "stykać się" - punktu granicznego łączącego przeszłość z zupełnie nowym początkiem, podczas gdy inne wskazują na "tyki" - smukłe fragmenty drewna, służące do podtrzymywania roślin uprawnych, przygotowywane na ogół w środku zimy.
Za racjonalną uznaje się też derywację od czasownika "siekać" - w epoce powszechnej gospodarki naturalnej był to okres najintensywniejszego wyrębu drzew w puszczach. Na ziemiach zachodniosłowiańskich funkcjonowały także inne, niemniej namacalne formy - między innymi "ledzień", wywodzący się od warstwy lodu okrywającego zbiorniki wodne. Łacińska Europa poddała się tymczasem wpływom terminu "Ianuarius" - poświęconego Janusowi, a więc mitycznemu patronowi wszelkich początków; z tego pnia wyrosły między innymi portugalskie "janeiro" czy szwedzkie "januari".
Luty
Nazwa ta stanowi ewenement - jest wszak jedną z nielicznych form przymiotnikowych w niniejszym zestawieniu. "Luty" oznaczał dawniej zjawisko srogie, bezwzględne, a więc naturalnie łączące się z niskimi temperaturami ówczesnej strefy umiarkowanej.
Krajobraz onomastyczny tego wycinka roku wyróżniał się wspaniałym bogactwem form; w powszechnym dyskursie pozostawał "sieczeń" (co wskazuje na zacieranie się granic między zimowymi miesiącami) oraz wysoce obrazowy "strąpacz" - nawiązujący do kapryśnej natury lodu, który "strzępił" drogi, tamując transport. Systemy romańskie i germańskie wchłonęły zaś antyczny "Februarius" - słowo czerpiące z rzymskich obrzędów oczyszczenia (zwanymi "februa"), które z biegiem stuleci ukształtowało chociażby niderlandzkie "februari" czy rumuńskie "februarie".
Marzec
Trzecia część kalendarza może uchodzić za anomalię - "marzec" pozbawiony jest wszak rodowodu ludowego. Miast tego stanowi bezpośrednią, fonetyczną asymilację łacińskiego terminu "Martius", odnoszącego się do mitologicznego patrona antycznego Rzymu - Marsa. Powielanym, choć bezpodstawnym mitem z zakresu etymologii ludowej, pozostaje zaś sztuczne łączenie tej nazwy ze zjawiskiem marznięcia.
Sukces łacińskiej inkulturacji bezpowrotnie wyparł z mowy potocznej staropolski "brzezień" - urzekającą nazwę odwołującą się do budzących się z letargu brzóz. Nie inaczej stało się i na Zachodzie, który usankcjonował takie formy jak włoskie "marzo" czy norweskie "mars", hołdujące starożytnej tradycji.
Kwiecień
Rdzeń słowa "kwiecień" odnosi się do masowego rozkwitu roślinności - w dawnych wiekach królowała jednak wybitnie poetycka konstrukcja, a mianowicie "łżykwiat". Dosłowne tłumaczenie tego na poły oksymoronicznego wyrażenia brzmi "miesiąc kwiatów, które kłamią"; nawiązywało ono tym samym do zwodniczej aury, gdy przedwczesne promienie słoneczne wywabiały uśpione pąki, narażając je na bezwzględność powracających przymrozków.
Zachodnia część kontynentu uległa jednak koncepcji łacińskiej; termin "Aprilis" - wywodzący się przypuszczalnie od czasownika oznaczającego otwieranie się pąków, a oznaczający miesiąc poświęcony Wenus - znalazł bezpośrednie odzwierciedlenie w katalońskim "abril" bądź duńskim "april".
Maj
Podobnie jak w marcowym przypadku, piąty odcinek roku wchłonął terminologię łacińską - "Maius" wywodzić miał się od Mai, italskiej (a następnie rzymskiej) matki-ziemi. Łaciński odpowiednik zadomowił się na ziemiach polskich już u zarania dziejów piśmiennictwa - brak powszechnej, wyrazistej alternatywy (choć w niektórych źródłach pojawia się "trawień" - nawiązujący do wiosennego zielenienia się łąk) ułatwił zaś ów proces adaptacyjny.
Zapożyczenie to wniknęło w tkankę słowotwórczą tak głęboko, że ukształtowało codzienne określenia dotyczące zjawisk pogodowych, co splata się z obecnością tego słowa w innych kulturach europejskich (o czym świadczy hiszpańskie "mayo" czy niemieckie "Mai").
Czerwiec
Pochodzenia "czerwca" próżno szukać w analizie zjawisk solarnych, to związane jest bowiem z występowaniem owada znanego jako czerwiec polski. W stadium poczwarki te wydobywane były z gleby, motywacją pozostawał zaś popyt na pozyskiwany z nich barwnik.
Badaczki i badacze odnotowywali również inne formy, takie jak "zok", a więc staropolski wyraz oznaczający konika polnego. Podczas gdy słowiańskie obszary celebrowały owady, cywilizacja łacińska skłoniła się ku rzymskiej bogini Junonie - stąd "Iunius", żyjący dziś w powszechnej świadomości dzięki angielskiemu "June" czy węgierskiemu "június".
Lipiec
Siódmy element układanki (występujący wcześniej jako "lipień") powraca wprost do fenologii leśnej - wywodząc swoją rację bytu od obsypanych kwiatostanami lip. W ekosystemie dawnej Słowiańszczyzny drzewo to funkcjonowało jako gatunek na wskroś użytkowy, otoczony swoistym szacunkiem - zapewniało obfite plony między innymi w bartnictwie.
Tymczasem zachodnia architektura czasu uwieczniła w tym miejscu postać historyczną - rzymski Iulius, wprowadzony w antyku jako uhonorowanie Juliusza Cezara, wtopił się nierozerwalnie w lingwistykę pod postacią francuskiego "juillet" czy islandzkiego "júlí".
Sierpień
"Sierpień" pozostaje dowodem na pragmatyzm dawnej codzienności - nazwa ta wywodzi się bowiem bezpośrednio od znanego po dziś dzień narzędzia służącego do ścinania wyschniętych kłosów.
Dawne alternatywy onomastyczne oddawały z kolei na wpół stojącą postawę dawnych rolników i rolniczek pochylonych nad rżyskiem, stąd też "stojączka" czy "stojaczka". Podczas gdy na polach Europy Środkowej trwał wysiłek z sierpem w dłoni, w świecie romańskim i germańskim tryumfował "Augustus" - imperatorski hołd dla Oktawiana Augusta, trwający po dziś dzień w formach takich jak łotewskie "augusts" czy słowackie "august".
Wrzesień
Dziewiąty akapit oparty jest na zjawisku masowego kwitnienia wrzosów - roślin tworzących rozległe, purpurowo-fioletowe dywany na skraju nieużytków i poręb. Okres ten charakteryzował się pewną melancholią, gdyż dawne społeczności posługiwały się w tym czasie subtelną strukturą słowotwórczą o nazwie "pajęcznik"; forma ta stanowiła zaś odniesienie do fenomenu babiego lata.
W opozycji do florystycznych wnikliwości rodzimego języka, kraje zachodnie utrwaliły w swych słownikach rzymski "September", będący siódmym miesiącem w pierwotnym kalendarzu rzymskim - ten zamykał się początkowo jedynie w dziesięciu okresach, pozostawiając czas zimowy nieustandaryzowanym - co znajduje potwierdzenie choćby w języku francuskim czy włoskim.
Październik
Słowo to niesie ze sobą odgłosy dawnych procesów technologicznych, wywodzi się bowiem z terminologii wytwórczej - od "paździerzy"; wyschniętych i połamanych łodyg, będących produktem ubocznym obróbki lnu.
W staropolszczyźnie funkcjonowały również określenia takie jak pościernik - nawiązujący do prac na ścierniskach czy winnik - kalkujący zachodnią tradycję jesiennego winobrania (zjawisko to również uchodzić może za językowy ewenement, ukazuje wszak czerpanie ze starogermańskiego nazewnictwa i tamtejszego "Weinmond"). Cywilizacje oparte na fundamencie łaciny poszły w tym czasie za suchą, rzymską rachubą; "October" to w prostej linii ósmy element antycznego roku, skopiowany następnie bez większych modyfikacji przez języki takie jak norweski czy niderlandzki.
Listopad
Przedostatnia jednostka temporalna jest zrostem formy "liść" z czasownikiem "padać". Zjawisko to stało się deskryptywnym odzwierciedleniem ogołacania się puszczy z ulistnienia - procesu nieuchronnego i zwiastującego nadciągający bezruch. Poetycki obraz zadziałał z siłą, która wykluczyła powstanie znaczących konkurentów w polszczyźnie.
Z kolei uniwersum zachodnie powieliło numeryczny schemat rzymski; "November" stanowił po prostu dziewiąty krok dawnego cyklu, co zdefiniowało zachodnie nazewnictwo i dało początek formom obecnym chociażby w języku duńskim czy rumuńskim.
Grudzień
Zwieńczenie rocznej osi posiada podłoże "glebowe" - wywodzi się wszak od słowa "gruda", oznaczającego skrystalizowaną mrozami bryłę ziemi. Najbardziej wielowymiarowy pozostaje w tym miejscu historyczny, słowiański wariant "prosień" - łączony przez uczonych z blaskiem przejaśnień słonecznych na lodzie lub z natarczywym błaganiem wymierzonym w siły wyższe o rychły koniec mroków.
Natomiast Europa łacińska konsekwentnie domknęła swój kalendarzowy system słowem "December"; dziesiątym miesiącem pradawnej osi czasu, co utrwaliło się w globalnej świadomości dzięki językowi szwedzkiemu czy portugalskiemu.
Wymiar językowego fenomenu najpełniej dostrzec można jednak w szerszej perspektywie - lingwistyka obnaża bowiem intrygujący paradoks; presja łaciny sprawiła, że Polska, Czechy czy Chorwacja zdołały utrzymać ludowy kalendarz, w przeciwieństwie do Wschodu. Równie fascynujące pozostają przesunięcia znaczeniowe, podyktowane klimatem - opóźniona wegetacja sprawiła bowiem, że czeski "květen" oznacza polski maj, zaś szybsze chłody przesunęły chorwacki "listopad" na miejsce nadwiślańskiego października.
Współczesny kanon nie powstał więc na podstawie urzędowych dokumentów, lecz wyłonił się naturalnie z rytmu samej ziemi. Kilkanaście pozornie zwyczajnych słów pełni tym samym funkcję zjawiskowego dziedzictwa, pozostając trwałym śladem dawnej obyczajowości i nieustannego dialogu człowieka z przyrodą.
Zobacz też:






