Architektoniczny intruz. Wcześniejsze losy kłopotliwego pałacu
By w pełni docenić wspominany fenomen, należy osadzić jednak "bohatera" niniejszych rozważań w osiemnastowiecznym kontekście - wtedy też przy placu na terenie podwarszawskiego Wielopola (funkcjonującego wówczas jako oddzielna jurudyka, a więc osada w pobliżu królewskiego miasta) swoją posiadłość wznieśli Radziwiłłowie. Jednocześnie rozpoczęto prace nad założeniem znanym po dziś dzień jako Oś Saska (projekt ten zainicjowano za drugiego panowania Augusta II, dokończono zaś w czasach Augusta III); centralnym punktem tejże stał się Pałac Saski - przebudowywany na przełomie lat 10. i 20. XVIII stulecia - wraz z ogrodem. Między kompleksem pałacowym a Krakowskim Przedmieściem powstał wówczas dziedziniec, który od stron północnej, wschodniej i południowej otoczono murem z bramami wjazdowymi; zachodnią granicę założenia wyznaczała z kolei zdobiona kuta brama, która szybko wpłynęła na zmianę nazwy pobliskiego placu Wielopole - ten począł być nazywany placem Żelaznej Bramy.
Pałac pozostający pierwotnie we władaniu Radziwiłłów (który to w międzyczasie stał się własnością architekta Jana Zygmunta Deybla) stanowił jednak wyłom w symetrycznym układzie. Miast posłusznie domykać perspektywę, wznosił się bowiem ukośnie względem wytyczonych linii, stając bokiem do głównej osi i jawnie zaburzając planistyczną harmonię - pierwotnie plany zakładały zresztą usunięcie gmachu, na przeszkodzie stanął jednak brak funduszy w monarszym skarbcu (z tego samego powodu nie zrealizowano też kilku innych projektów wokół Osi); perspektywy przyszło tym samym "pilnować" Wielkiemu Salonowi - wysokiej na ponad dwadzieścia metrów glorietcie, umiejscowionej po monarszej stronie Żelaznej Bramy.
Losy "krzywego" gmachu nabrały nowej dynamiki u schyłku XVIII wieku, gdy w roku 1790 przeszedł on w ręce Aleksandra Lubomirskiego (Lubomirscy pozostawali właścicielami nieruchomości od 1750 roku) - zainicjowana chwilę później przebudowa wyposażyła budowlę w monumentalną, złożoną z dziesięciu potężnych kolumn fasadę w duchu klasycyzmu. Arystokratyczne dziedzictwo nie oparło się jednak rynkowym realiom kolejnego stulecia - pałac wielokrotnie zmieniał właścicieli, by trafić ostatecznie w ręce ówczesnych inwestorów. Dawne salony podzielono wówczas na kramy i sklepy, a kupiecki charakter okolicy przypieczętowano w 1841 roku, wznosząc tuż obok Gościnny Dwór - charakterystyczną halę targową otoczoną żeliwnymi podcieniami. W kolejnych dekadach niegdysiejszy pałac kusił też między innymi rozrywkowymi "salami wiedeńskimi", a w latach 70. rzeczonego stulecia na jednym z pięter ulokowano nawet synagogę (funkcjonującą zresztą aż do 1940 roku).
Pozbawiona konserwatorskiej opieki budowla latami podupadała, sukcesywnie tracąc resztki dawnej świetności. Apogeum tych podyktowanych zyskiem przekształceń nastąpiło w 1928 roku, kiedy obiekt zaadaptowano na kamienicę czynszową, nadbudowując go o zaburzającą historyczne proporcje kondygnację. Nadzieja na przywrócenie architektonicznej godności pojawiła się dopiero dekadę później - w 1938 roku zdegradowaną nieruchomość wykupił stołeczny magistrat z zamiarem przeprowadzenia gruntownej renowacji. Wielkich planów nigdy jednak nie zrealizowano. Kres tej zawiłej, wielowiekowej ewolucji przyniósł wrzesień 1939 roku - już wtedy pałac został bowiem zniszczony.
Triumf polskiej inżynierii. Monumentalny obrót na stalowych torach
Proces przywracania gmachu do życia po 1945 roku oparto na historycznych źródłach - wykorzystano klasycystyczny projekt z lat 90. XVIII wieku, celowo obniżając bryłę w stosunku do stanu z 1939 roku (o jedno, dobudowane niegdyś piętro). Nim jednak zrekonstruowana budowla na nowo wrosła w miejski krajobraz, stała się jednym z punktów odniesienia w ogólnikowej dyskusji o charakterze nowo powstającego Śródmieścia - wizja rekonstrukcyjna zdystansowała jednak ostatecznie wizje całkowitego zdefiniowania tej przestrzeni na nowo, stąd też Pałac Lubomirskich powrócił do świetności w roku 1950.
Przełom w historii gmachu nastąpił jednak na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego stulecia, kiedy to dotychczasowe nurty wyparł masowy modernizm, przekształcający proporcje całego centrum. W bezpośrednim sąsiedztwie historycznych murów wyrosło gigantyczne, wspomniane już na wstępnie, Osiedle za Żelazną Bramą - zbiór wielokondygnacyjnych, betonowych bloków, które zaburzyły dawne, pieczołowicie odtwarzane osie widokowe. Odbudowany zaledwie kilkanaście lat wcześniej pałac znalazł się tym samym w strefie estetycznego dysonansu; by uratować klasyczną perspektywę Ogrodu Saskiego i wyrównać linię nowej zabudowy względem blokowiska, podjęto więc decyzję, która do dziś budzi niemały podziw - postanowiono użyć tego zabytkowego obiektu jako potężnego, murowanego parawanu, mającego zasłonić elewację wschodniej z Hal Mirowskich (a więc Hali Gwardii) - uznawanej wówczas za wyjątkowo nieprzystającą do nowoczesnej wizji miasta.
W pierwszej kolejności cały budynek został niezwykle ostrożnie, wręcz chirurgicznie, odcięty od swoich pierwotnych fundamentów podziemnych; w powstałą szczelinę wsunięto potężne stalowe kratownice, które przejęły pełny ciężar historycznej struktury, tworząc bezpieczny, stabilny spód. Następnie osadzono gmach na wielotorowym układzie poślizgowym, po czym wiosną 1970 roku do akcji wkroczyły hydrauliczne siłowniki. Proces ten nie miał nic wspólnego z dynamiką typowego placu budowy - przebiegał w sposób powolny, przewidywalny i płynny, z rygorystycznymi przesunięciami rzędu zaledwie milimetrów, aby uniknąć jakichkolwiek wstrząsów. Akcja trwała nieustannie przez czterdzieści dziewięć dni, aż ostatecznie - 18 maja tego samego roku - Pałac Lubomirskich obrócił się dokładnie o siedemdziesiąt cztery stopnie, zajmując swoje nowe, docelowe miejsce. Największym świadectwem kunsztu ówczesnej polskiej myśli technicznej pozostaje fakt, że na fasadzie nie pojawiło się choćby jedno drobne pęknięcie; mury podniesione niedawno z ruin okazały się na tyle spójne, by odbyć tę podróż po stalowych torach całkowicie bez szwanku.
Zmiana orientacji geograficznej wykreowała przed wejściem głównym zupełnie nową, chłonną przestrzeń buforową, która błyskawicznie stała się areną interakcji ze współczesnością i pamięcią zbiorową. Przełom lat 80. i 90. przyniósł oczyszczenie placu z symboli narzuconych przez poprzedni system - usunięto dawny monument, pozostawiając na blisko dwie dekady zauważalną, semiotyczną pustkę. Została ona ostatecznie wypełniona pod koniec 2010 roku, gdy uroczyście odsłonięto przed pałacem pomnik Tadeusza Kościuszki.
Współczesny, wielofunkcyjny profil Pałacu Lubomirskich to doskonała ilustracja inteligentnej ewolucji miasta. Gmach, który niegdyś był elementem zamkniętej osi królewskiej, a dekady później kartą przetargową w urzędniczych sporach o przestrzeń użytkową, dziś zrzesza w swoich wnętrzach organizacje kształtujące rzeczywistość gospodarczą i naukową - mieści się w nim Business Centre Club, a więc jedna z największych polskich organizacji zrzeszających przedsiębiorców i przedsiębiorczynie, a także Uczelnia Medyczna imienia Marii Skłodowskiej-Curie. Historia obrotu tego budynku udowadnia ponad wszelką wątpliwość, że przy odpowiedniej precyzji i wyobraźni inżynierek i inżynierów zabytek można dosłownie obrócić, by śmiało stawił czoła przyszłości.
Zobacz też:
Od warszawskiej ikony do zbytkowej makiety. O Pałacu Saskim (i architekturze iluzji)







