"Jesteśmy jedyni na świecie". Polacy stworzyli ekodoniczki, które nawożą rośliny i... znikają w ziemi
Materiał zawiera linki partnerów reklamowych.
Na działkach co roku wygląda to tak samo: setki plastikowych doniczek po sadzonkach trafiają do altanek, piwnic albo… na śmietnik. A gdyby można było włożyć roślinę do ziemi razem z doniczką – i nie martwić się ani o odpady, ani o nawożenie? W "halo tu polsat" w reportażu Darii Pacańskiej pokazaliśmy polski wynalazek, który może całkowicie zmienić sposób, w jaki robimy sadzonki pomidorów, ogórków czy kwiatów.

Polacy wymyślili biodegradowalne doniczki. To przełom w ogrodnictwie
"Jesteśmy jedyni na świecie" - mówi Karolina Majdzińska, pomysłodawczyni i główna testerka wyjątkowych doniczek w reportażu Darii Pacańskiej w "halo tu polsat".
Wyglądają jak plastikowe doniczki, ale po wsadzeniu do ziemi - z sadzonkami pomidorów czy ogórków - rozkładają się całkowicie, odżywiając roślinę i znajdującą się dookoła glebę w sposób bezpieczny i przyjazny także faunie. To prawdziwy przełom w uprawie warzyw i kwiatów - nie tylko tej wielkoskalowej, ale także lokalnej, szczególnie bliskiej sercom działkowców.
Dla wielu osób uprawiających warzywa na ROD to rozwiązanie brzmi jak spełnienie marzeń: koniec z gromadzeniem plastikowych doniczek "bo jeszcze się przydadzą" i jednocześnie realne wsparcie dla młodych roślin już od momentu wysadzenia do gruntu.

Mniej odpadów i "darmowy" nawóz dla roślin w jednym
Karolina Majdzińska mówi, że zaprojektowanie produktu nie było łatwe. "Z jednej strony doniczka musi być trwała, ale z drugiej strony nie może być" - tłumaczy i dodaje, że w całym procesie ważne było także to, aby w jak największym stopniu opierać produkcję na surowcach polskich.
W materiale Darii Pacańskiej wypowiada się także Tomasz Iński, inżynier ds produkcji, który opowiada, jak trudno było "dograć" wszystkie elementy produkcji. "No i generalnie udało się - jest produkt" - podsumowuje.
Pomysłodawczyni biodegradowalnych doniczek mówi, że ochrona środowiska zawsze leżała jej na sercu. "Idea, żeby doniczka nie była odpadem, była mi bliska, bo sama kupuję rośliny, kupuję kwiaty. No i jak duża część Polaków kolekcjonuję później doniczki, bo się przydadzą" - zauważa.

To doświadczenie zna niemal każdy działkowiec: parapety pełne sadzonek, altanki wypchane pojemnikami i pytanie, co z nimi zrobić po sezonie. Dzięki polskiemu wynalazkowi problem może zniknąć, a nawóz dla młodych roślin, w który zmieniają się doniczki po wsadzeniu do ziemi to dodatkowy bonus.
Ekodoniczki, które znikają w ziemi. Z czego się składają?
Karolina Majdzińska wyjaśniła, że konieczne było wiele prób, receptur i testów, które nie zawsze wychodziły. W końcu jednak udało się skomponować idealne składniki.
"Nasze doniczki składają się z biopolimerów, które są biodegradowalne, biokompostowalne, pochodzenia naturalnego. Oprócz tego składają się ze skrobi ziemniaczanej. I do tego mamy tę część aktywną - to jest część nawozowa" - tłumaczy Karolina, demonstrując proces powstawania ekodoniczek w fabryce.
Chwilę później prowadzi nas już do swojej prywatnej szklarni, w której testuje rewolucyjny wynalazek - dokładnie tak, jak robią to tysiące działkowców w całej Polsce.
Sadzonki rosną lepiej, pojemnik znika. Tak działają biodegradowalne doniczki
"Mamy tutaj uprawę pomidorów, a w tej chwili, w tych pomidorach, które były wsadzone w doniczkę, będę chciała sprawdzić, czy doniczki rzeczywiście się rozłożyły. O, mamy dżdżownicę, czyli to potwierdza też nasze testy, że doniczki nie są szkodliwe" - mówi, przekopując glebę wokół roślin.

Dla działkowców to jeden z najmocniejszych dowodów: skoro w ziemi pojawiają się dżdżownice, znaczy, że produkt nie szkodzi glebie ani jej naturalnym mieszkańcom.
"Tak jak widzimy, z doniczek nie pozostało nic lub - w zależności od receptury - pozostały jakieś kawałki. W ten sposób wiemy, że doniczka trwa tak samo długo, jak okres wegetacyjny rośliny, czyli osiągnęliśmy to, na czym nam zależało" - podsumowuje Majdzińska.
Nieco dalej odbywają się testy doniczek na sadzonkach ogórków. W tym przypadku doniczek nie zakopywano całkowicie - kilka centymetrów wystawało z ziemi. "W glebie nasza doniczka się rozkłada do maksymalnie pół roku. Tutaj zależało mi, żeby sprawdzić, jak będzie się zachowywała, jeżeli nie będzie wkopana w pełni do ziemi. I jak widzimy - część naziemna pozostaje nienaruszona, a część podziemna rozkłada się w całości" - tłumaczy.
"Być może nie wygląda to do końca estetycznie, natomiast jest to całkowicie naturalny proces. I w skrócie - ten proces wpływa pozytywnie na nasze roślinki" - dodaje.
4 miesiące na parapecie, w ziemi znikają i nawożą roślinę. Ekodoniczki będą hitem
Fakt, że doniczki rozkładają się dopiero w ziemi, ma ogromne znaczenie praktyczne. "Póki nie mają styczności z glebą, roślinami i wodą, mogą być magazynowane nawet wiele lat. Dopiero zaczynają się rozkładać po wsypaniu do nich ziemi" - wyjaśnia pomysłodawczyni.
"Ta doniczka na parapecie potrafi stać nawet cztery i więcej miesięcy. A rozkładając się, odżywia naszą roślinkę, nawozi ją tak, żeby rosła szybciej, lepiej, była bardziej zielona" - dodaje.
Dla działkowców oznacza to jedno: można spokojnie przygotować rozsady w domu, a potem bez stresu przenieść je do gruntu - bez uszkadzania korzeni i bez dodatkowego nawożenia na start.
Czy może być coś lepszego? Polskie ekodoniczki, w których można robić sadzonki, a potem wysadzać je bezpośrednio do ziemi, nawożąc przy tym rosnące rośliny i odżywiając glebę, mają szansę realnie zastąpić plastikowe pojemniki. Z korzyścią dla środowiska, dla działkowców i - co najważniejsze - dla plonów.
Cały reportaż Darii Ciesielskiej o biodegradowalnych doniczkach podobnie jak wszystkie odcinki "halo tu polsat", możecie zobaczyć na platformie Polsat Box Go.






