Od zarania państwa po zuchwałą grabież. Burzliwe losy polskich insygniów
Insygnia koronacyjne, nierzadko określane też mianem regaliów (od łacińskiego "regalis", oznaczającego "królewski"), przez blisko milenium stanowiły fundament wizualnej, prawnej i sakralnej legitymizacji władzy na ziemiach polskich, wpisując się z czasem w koncepcję Corona Regni Poloniae. W ujęciu tym atrybuty władzy przestały być traktowane jako prywatna (a przy tym dziedziczna) własność poszczególnych monarchów, ewoluując w uświęcony majątek narodu. Klasyczna triada - korona, berło i jabłko - uzupełniana o pomniejsze atrybuty władzy, tworzyła mistyczny zestaw uosabiający bezpośrednią "łaskę niebios", wewnętrzną jurysdykcję monarchy i pełną niezawisłość państwa.
Początki tego instrumentarium sięgają synodu gnieźnieńskiego z 1000 roku, kiedy to cesarz Otton III przekazał księciu Bolesławowi I kopię Świętej i Niosącej Krzyż Lancy Cesarskiej (zwanej też Włócznią Świętego Maurycego); grot tejże po dziś dzień pozostaje najstarszym autentycznym reliktem zarania rodzimej państwowości (przechowywany jest zaś w wawelskim skarbcu katedralnym).
Pierwsza korona, użyta w 1025 roku do koronacji Chrobrego, miała jednak nader krótki żywot; już sześć lat później książę Bezprym (władca pomijany na ogół w rodzimych pocztach, co stanowi formę damnatio memoriae - "potępienia pamięci"), pragnąc zalegalizować swój status, odesłał je na dwór niemiecki, zrzekając się de facto suwerenności na rzecz Świętego Cesarstwa Rzymskiego (regalia osobiście dostarczyć miała zaś żona Mieszka II, królowa Rycheza).
W epoce przełamywania rozbicia dzielnicowego, do gnieźnieńskiej koronacji Przemysła II (w roku 1295) posłużyły natomiast przechowane pieczołowicie przez ponad dwa wieki na Wawelu insygnia Bolesława II (wykonane w 1076 roku); wtedy też do dotychczasowego "zestawu" po raz pierwszy dołączyło nowo ufundowane jabłko królewskie. Niedługo później i ten depozyt przepadł jednak bezpowrotnie - w 1303 roku wywieziony do Pragi przez Wacława II, po siedmiu latach zaś zrabowany ze skarbca Przemyślidów przez zdetronizowanego Henryka VI Karynckiego, który najprawdopodobniej spieniężył polskie regalia, by opłacić swe zobowiązania.
Przełom przyniósł rok 1320 i wiekopomna koronacja Władysława I w krakowskiej katedrze; wtedy też wykuto potężną Corona Privilegiata - "Koronę Uprzywilejowaną", która w dyskursie celowo zyskała miano "Korony Chrobrego" - był to w pełni świadomy zabieg legitymizacyjny, budujący anachroniczny mit nierozerwalnej ciągłości od czasów pierwszych Piastów; regalium tym w kolejnych dekadach koronowano też między innymi Kazimierza III (w roku 1333) oraz Ludwika Andegaweńskiego (w roku 1370). Drugi z wymienionych, obawiając się knowań innych pretendentów do tronu, wywiózł jednak monarsze atrybuty na Węgry; niedługo po śmierci Ludwika, podczas przygotowań do koronacji Władysława II, królowa Elżbieta Bośniaczka odmówiła zwrotu oryginałów, co wymusiło wykucie nowej korony (ta zaś miała później posłużyć jako insygnium homagialne). Oryginalny zestaw odzyskano dopiero w następnym stuleciu, dzięki czemu kolejni monarchowie mogli powrócić do historycznej tradycji.
Z biegiem wieków wawelski stan posiadania uszczuplano jednak po wielokroć - by ratować płynność finansową, królowie spieniężali, zastawiali lub przetapiali pomniejsze klejnoty, a same insygnia regularnie ewakuowano (choćby w połowie XVII stulecia, kiedy z obawy przed siłami szwedzkimi, regalia ukryto na spiskim zamku w Starej Lubowli). Zdarzało się również, że z powodu niemożności otwarcia prawowitego skarbca władcy musieli zadowolić się pospiesznie odlewanymi zamiennikami - tak stało się w 1705 roku przed koronacją Stanisława I Leszczyńskiego (którego zastępcze insygnia natychmiast po ceremonii przetopiono na szwedzkie monety) czy też w przypadku Augusta III Sasa (w roku 1734).
W 1792 roku, gdy po raz ostatni przeprowadzono lustrację krakowskiego Skarbca Koronnego, oficjalnie potwierdzono, że skrywa on aż sześć głównych koron (w tym wysadzaną perłami Koronę Królowych - wykonaną pierwotnie dla Jadwigi, żony Łokietka, wspomnianą Koronę Homagialną czy też Koronę Szwedzką - należącą do władców z dynastii Wazów), pięć jabłek królewskich (zdobionych precyzyjną, renesansową mapą ówczesnego świata), dziesiątki misternych bereł, a także kunsztowne ceremonialne miecze, w tym uświęcony tradycją Szczerbiec (włączony do ceremoniału za czasów Władysława I jako rzekoma pamiątka po Bolesławie Chrobrym - w rzeczywistości wywodzący się jednak z XIII wieku).
Cienie minionej świetności. Ocalałe relikty i rzemieślnicza restytucja
Kres nadszedł w październiku 1795 roku, kiedy to dokonano metodycznego przywłaszczenia pod egidą obcego dworu; sprowadzony ślusarz zdemontował wówczas ryglowania wawelskich drzwi, torując drogę pruskim dygnitarzom; majątek przewieziono następnie ufortyfikowanym szlakiem przez obszar Śląska prosto do prywatnych skarbców w Berlinie. Wspomniany na wstępie marcowy rozkaz z 1809 roku, zrealizowany dwa lata później w Królewcu, dopełnił aktu całkowitej anihilacji. Misternie kute rzucono tedy w ogień, a odzyskany z nich surowiec posłużył do wybicia obiegowych talarów i dukatów; setki rubinów, szafirów i diamentów brutalnie wydłubano łomami rozproszono zaś po rynkach całego kontynentu. Dopiero po obradach kongresu wiedeńskiego, gdy o zwrot wawelskich zbiorów oficjalnie upomniał się car Aleksander I, strona pruska przyznała, że te przestały istnieć.
Wspomnieć należy jednak, że starania o ocalenie precjozów rozpoczęto jeszcze w 1796 roku; Tadeusz Czacki - jeden z współtwórców Konstytucji 3 Maja, a także współzałożyciel warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk - uratował część wawelskich ostańców, które ostatecznie dopełniły słynną kolekcję księżnej Czartoryskiej w Puławach (stanowiącą przez dekady serce Świątyni Sybilli, z której dziś ostał się chociażby unikatowy, bursztynowy profil Stefana Batorego). O ile zaś w kolejnym stuleciu krakowski skarbiec katedralny dawał schronienie wielu insygniom, o tyle lwią część majątku przywłaszczyły sobie dwory państw ościennych - stąd obecność rodzimych skarbów w salach petersburskiego Ermitażu, a także trwanie niespieniężonych artefaktów w pruskich depozytach.
Biegowi historii zdołały jednak oprzeć się nieliczne atrybuty, a zbawienny okazał się przy tym fenomen insygniów grobowych - wykonywanych pospiesznie ze skromniejszych materiałów - które nienaruszone trwały w katedralnych podziemiach. Prace konserwatorskie i archeologiczne pozwoliły na wydobycie z mroku dziejów między innymi gotyckiej korony Kazimierza III oraz pozłacanych elementów należących do królów z dynastii Wazów i Sasów. Ocalał również uświęcony Szczerbiec, który ma jednak za sobą bezprecedensową odyseję - od petersburskich kolekcji, poprzez skomplikowane szlaki ewakuacyjne pod koniec lat 30. XX wieku, aż do Wielkiej Brytanii i Kanady, skąd w 1959 roku ostatecznie powrócił do Krakowa. Współcześnie to on, obok wydobytych z krypt koron grobowych, zdeponowanego grotu wspomnianej cesarskiej lancy oraz wyeksponowanych w Warszawie insygniów zastępczych ostatniego Sasa, stanowi namacalny łącznik z dawną potęgą królestwa.
Na przywrócenie namacalnego blasku utraconego państwa przyszło zaś poczekać aż dwieście lat. Przełom nastąpił na początku XXI wieku dzięki pasji i determinacji sądeckiego historyka sztuki Adama Orzechowskiego. Odrzucając malarski fałsz (utrwalony na wyidealizowanych płótnach Marcella Bacciarellego), zespół ekspertów i ekspertek skupił się na dokładnych szkicach Krzysztofa Józefa Wernera z 1764 roku, przygotowanych tuż przed intronizacją Stanisława II Augusta. Niemal inżynieryjne rzuty zestawiono tedy ze skrupulatnymi, barokowymi lustracjami wawelskich komnat, które precyzyjnie wyliczały parametry wykorzystanych niegdyś materiałów. Proces rekonstrukcji, przeprowadzony w latach 2001-2003 - celem którego było odtworzenie głównego kompletu, a więc Korony Chrobrego, jabłka oraz berła - stanowił bezprecedensowy fenomen, wymagający integracji wielu wymierających rzemiosł.
Dopełnieniem tej maestrii stał się akt niemal transcendentalnej sprawiedliwości dziejowej. Orzechowski, zdobywając na aukcjach antykwarycznych autentyczne pruskie talary wybite u progu XIX wieku, postanowił stopić obiegowy pieniądz i włączyć pozyskany kruszec bezpośrednio w strukturę nowo formowanej korony. Zrekonstruowane insygnium powróciło do swego pierwotnego stanu, posiadając w sobie realne fragmenty złota pozyskanego z rozbitego oryginału.
Zaprezentowane u progu nowego milenium dzieło dowodzi zaś w sposób rozstrzygający, że żelazna wola oporu, szacunek do własnych korzeni i intelektualna praca potrafią wskrzesić to, co wydawało się bezpowrotnie utracone.
Zobacz też:
''Ta, która odważyła się żyć''. Izabela Czartoryska, tajemnice alkowy i ocalone dziedzictwo







