Najkrótsza noc w roku w ciągu wieków przyjęła wiele nazw. Jak pisze Anna Stasiak w swej fantastycznej książce "Słowiański przewodnik po świętowaniu", noc tę nazywano nie tylko nocą św. Jana, ale i sobótką, wiankami, kupalnocką albo palinocką lub też kupałą.
Co znaczyła "kupała" u dawnych Słowian?
Badacze przyjmują dwa znaczenia słowa "kupała". Pierwsze pochodzi od kąpania się i jest dowodem na połączenie przez Słowian pogańskiego przesilenia z osobą Jana Chrzciciela, którego święto Kościół ustanowił na 24 czerwca. Święty miał sprawiać, że woda w tym dniu zyskiwała dzięki jego błogosławieństwu szczególną moc.
Drugie znaczenie słowa "kupała" ma pochodzenie jeszcze przedchrześcijańskie, również pochodzi od kąpieli i ma być dowodem na kult wody u Słowian. Przejawiał się on, jak pisze Stasiak, nie tylko w kąpielach w czasie letniego przesilenia, ale też w postaci ofiar składanych do rzek i jezior w tym czasie. Autorka książki sugeruje, że jest bardzo prawdopodobne, iż związane z naturą wierzenia połączyły się z chrześcijańskim przekonaniem o oczyszczających właściwościach wody, którą "chrzci" św. Jan.
Tradycja sobótek
Mówiąc o nocy św. Jana, nie sposób nie wspomnieć o sobótkach, czyli ogniskach rozpalanych przy okazji różnych świąt, w wieczór je poprzedzający (jak sobota poprzedza niedzielę). Sam ogień kupalny był nazywany "żywym", wiązał się bowiem z życiem, a nie - jak np. ogień stosu pogrzebowego - ze śmiercią. Ogień kupalny rozpalano poprzez pocieranie drewna o drewno, co było procesem wymagającego sporo wysiłku i czasu.
Ogień kupalny rozpalano w nieprzypadkowych miejscach - najczęściej były to wzniesienia, pagórki, miejsca nad wodą, a także polany leśne, granice pól czy rozstaje dróg. Miejsca te nosiły cechy graniczne - dzieliły swoje i obce, niskie i wysokie, ziemię i niebo, poznane i niepoznane.
Palony w Noc Kupały ogień był postrzegany jako ten, który oczyszcza i uzdrawia. Także skakanie przez ogień miało być sposobem na poddanie się oczyszczeniu ze złego oraz z chorób. Z kolei przez żar, który pozostał po ognisku przeprowadzano bydło - dym miał okadzić zwierzęta, oczyścić je od uroków, zabezpieczyć przed chorobami, miał też - według naszych przodków - przeszkodzić czarownicom w odbieraniu zwierzętom mleka.
Za pomocą ognia kupalnego starano się też ochronić uprawy - chłopcy obiegali pola z pękami słomy odpalonymi z ogniska i odymiali wszystkie zakątki. Mówiono przy tym "gdzie sobótki rozpalają, tam grady nie przeszkadzają".
Bezpieczna kąpiel dopiero po świętym Janie
Palenie sobótek, skakanie przez ogień i wszelkie podobne rytuały to jedna część tego święta - druga była ściśle związana z wodą - o Nocy Kupały mówiło się bowiem, że jest świętem dwóch żywiołów - ognia i wody. Do tego dochodziła jeszcze moc ziół, które rozwieszano i palono - o tym jednak za chwilę.
Jeśli chodzi o wodę - od dnia św. Jana, który symbolicznie "chrzcił" wody, można się było w niej kąpać. Stąd - popularne do dziś w niektórych częściach kraju - przeświadczenie o tym, że bezpieczna kąpiel w jeziorze czy rzece jest możliwa dopiero "po świętym Janie".
Taka woda - jak zauważa Anna Stasiak - "ogrzana, ogrzmiona i >>ochrzczona<< zyskiwała niezwykłe właściwości, nie ustępując w cudach swemu ogniowemu bratu". Kąpano się więc, by zapewnić sobie zdrowie i urodę, przegonić choroby, a nawet uzdrowić z różnych dolegliwości.
Moc ziół - od bylicy po kłujące i parzące rośliny
Noc Kupały nie była jednak kojarzona wyłącznie sielsko, poztywnie i radośnie. W tym czasie ludzie zabezpieczali się też na wiele sposoboów - noc przesilenia była bowiem momentem, w którym energia miała wstępować nie tylko w żywych, ale i we wszystkie istoty poruszające się na granicy światów.
Jak zatem chroniono się przed nimi? Ważną fukcję pełniła tu bylica - popularna roślina uznawana dziś za chwast. Bylicę wieszano u okien, drzwi, nad progiem domu, a także w stodole. Wtykano ją też strzechę domu czy obory. W taki sposób zabezpieczano gospodarstwo - wierzono, że zło nie przejdzie przez barierę z bylicy. Także sami ludzie opasywali się bylicą wokół bioder.

Poza bylicą ważną rolę tej nocy pełniły głóg, pokrzywa, oset, leszczyna, dzika różna, jeżyna, osika, a także łopian, piołun i jałowiec. Wszystkie rośliny, które parzyły, kłuły lub były kojarzone z czymś ostrym miały stać na straży, by do domostwa nie przeszedł nieproszony gość "z granicy" światów. Rośliny te zatykano w różnych miejscach, wrzucano je też do ognia, by nadać mu ochronne właściwości.
Warto dodać, że w ogniu palono też inne ostre przedmioty - płomień trawił więc brony czy sierpy, które miały odganiać w ten sposób zło.
Wianki, czyli dawny "Tinder"
Podobne funkcje pełniły wianki oraz rośliny używane do ich wyplatania w noc św. Jana. Kwiaty miały więc odciągać uroki (przyciągając "złe spojrzenie", które najpierw padało na kwiat, a nie na człowieka). Tak samo forma koła, którą przybiera wianek, również symbolizowała otoczenie się ochroną. Wianki nosiły nie tylko kobiety, ale i mężczyźni, nakładano je też na łby bydła.
W noc świętojańską wianki puszczano na wodę, ale też rzucano je na drzewa - w ten sposób panny wróżyły, kiedy wyjdą za mąż. Każda mogła podjąć próbę trzy razy - wianek zaczepiony o gałąź podczas pierwszej próby oznaczał, że dziewczyna wyjdzie za mąż w ciągu roku. Powodzenie drugiej próby oznaczało, że potrzebuje na to dwóch lat. Jeśli wianek w ciągu 3 prób ani raz nie zahaczył o gałąź, miało to zapowiadać dziewczynie życie bez męża.
Do wianka trafiały różne zioła, którym przypisywano wiele znaczeń. Wplatano więc macierzankę, lubczyk, dziurawiec, rutę, mirt, miętę i len - z tym zaś wiąże się ciekawy przesąd - mówiono bowiem, że dziewczyna powinna wpleść do wianka trochę lnu skradzionego z pola sąsiada, któy miał synów - ci zaś mieli się nadawać do wyłowienia wianka (co z kolei było prostą zapowiedzią związku właścicielki wianka i takiego chłopaka).
Puszczanie wianków na wodę to zresztą tradycja, która przetrwała chyba najdłużej - dziś jest nadal praktykowana podczas uroczystych obchodów Sobótki.
Dziś można uznać wianki za dawnego "Tindera" - ich puszczanie na wodę nie było wyłącznie romantyczną zabawą. Etnografowie wskazują, że obrzęd pełnił funkcję społeczną i ułatwiał dobór par. Dziewczęta plotły wianki z ziół i kwiatów, a młodzieńcy próbowali je wyłowić z rzeki. W praktyce był to akceptowany przez społeczność sposób na nawiązywanie relacji.
Kwiat paproci
Nie sposób opowiadać o dawnych wierzeniach naszych przodków i praktykach oraz obrzędach kultywowanych w Noc Kupały bez wspomnienia o kwiecie paproci. Zacznijmy od tego, że - jak wskazuje Anna Stasiak w swej książce - paproć była traktowana jako roślina magiczna nie tylko w czasie Nocy Kupały. Jako że rosła z dala od domów, w głębi leśnych ostępów, była traktowana jako roślina z pogranicza światów.
Z paprocią wiązało się mnóstwo przesądów - wierzono na przykład, że chroni przed czarami, a także że wywar z niej może wzbudzić uczucie w drugiej osobie. Paproć poświęcona w Zielone Świątki miała chronić zboże przed myszami, a włożona pod pościel czy powtykana w ściany miała odstraszać pchły i wszy.
W niektórych miejscach z kolei przestrzegano przed dotykaniem paproci, mówiąc, że siedzi w niej zły albo wąż, odradzano też sadzenia jej blisko domów, ponieważ miała przyciągać pożary.
Wróćmy jednak do nocy świętojańskiej, podczas której paproć miała - według ludowych wierzeń - zakwitać jedyny raz w roku. Zjawisko to miało się odbywać o północy i trwać zaledwie moment. Ten, kto by znalazł ów kwiat, pokonując wcześniej straszliwą drogę, pełną niebezpieczestw i pułapek, miał delikatnie strząsnąć kwiat na materiał (najlepiej, by był to obrus z ołtarza, na którym odprawiano mszę na Boże Ciało), następnie zawiązać zawiniątko na węzeł i powrót w kompletnym milczeniu do domu.
Ten, komu by się to udało (a kwiat, dodajmy, mógł zniknąć nagle, rozpłynąć się dosłownie w powietrzu), miał zapewnić sobie i rodzinie wielkie szczęście, kwiat miał też zapełnić wszystkie skrzynie, jakie były w domu, złotem i skarbami.
Oprócz majątku i zdrowia oraz wszelkiego dobrobytu kwiat paproci miał też być sposobem na pojęcie tajemnych spraw, zdolność leczenia róż ych chorób, a nawet rozumienia mowy zwierząt.
Kwiat paproci mógł też z drugej strony oznaczać pecha, a nawet skazać znalazcę na potępienie. Co ważne, nie można się nim było z nikimi dzielić (wątek ten pojawia się w baśni Józefa Kraszewskiego, której bohater po znalezieniu kwiatu wydaje cały majątek na siebie, a jego rodzina umiera w nędzy).
Czas oczyszczenia, szukania miłości i ochrony
Choć dziś Noc Kupały kojarzy się przede wszystkim z puszczaniem wianków, koncertami i letnią zabawą nad wodą, jej dawne znaczenie było znacznie głębsze. Był to czas oczyszczenia, wróżb, poszukiwania miłości i ochrony przed tym, co nieznane. W ogniu, wodzie i ziołach nasi przodkowie dostrzegali siły zdolne wpływać na ludzkie życie i los całej wspólnoty.
Współczesne obchody są już przede wszystkim pięknym folklorem, ale wiele dawnych zwyczajów przetrwało do dziś, przypominając, jak silna była więź człowieka z naturą i rytmem zmieniających się pór roku.
Źródło: Anna Stasiak, "Słowiański przewodnik po świętowaniu"







