Rzymska wolność miast egipskiej chłopki
Inicjatorem przedsięwzięcia mającego upamiętnić setną rocznicę uchwalenia "Jednomyślnej deklaracji trzynastu Zjednoczonych Stanów Ameryki", a przy tym podkreślić rolę francusko-amerykańskiego przymierza, był Édouard René Lefebvre de Laboulaye - francuski prawnik i historyk, a przy tym zdeklarowany abolicjonista i admirator amerykańskich rozwiązań. Inspiracją dla owego projektu stała się chęć zaszczepienia we własnej ojczyźnie, mierzącej się wówczas z autokratycznymi rządami Napoleona III, idei umiarkowanej republiki, a także poszanowania swobód obywatelskich. Koncepcja ta wybrzmiała po raz pierwszy w 1865 roku, podczas kolacji w wersalskiej posiadłości Laboulaye'a - jednym z gości tejże był młody alzacki rzeźbiarz, Frédéric-Auguste Bartholdi, którego wyobraźnia zapłonęła wizją stworzenia dzieła odpowiadającego tym ideom.
Droga do ostatecznego kształtu monumentu wiodła przez Bliski Wschód; w latach sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku Bartholdi podróżował między innymi do Egiptu, gdzie zrodziła się jego fascynacja sztuką wielkoformatową. Zaowocowało to projektem gigantycznej latarni morskiej, mającej znaleźć się u wejścia do powstającego Kanału Sueskiego (ten ukończony został ostatecznie w roku 1869); rzeźba przedstawiać miała fellaszkę (a więc tamtejszą chłopkę) trzymającą wzniesioną wysoko pochodnię. Projekt porzucono ze względów finansowych, jednak niezrealizowana wizja stała się fundamentem nowojorskiej statui. Wczesne wyobrażenia zastąpiła rzymska personifikacja wolności - Libertas - symbolikę dostosowano natomiast do zachodnich kanonów estetycznych. Zgodnie z zachowanymi przekazami, surowe rysy twarzy rzeźbiarz wzorował na profilu własnej matki, korpus odwzorował z sylwetki swej żony, a dynamika postaci, ukazanej w drobnym półkroku, czerpała bezpośrednią inspirację z płótna Eugène'a Delacroix - "Wolność wiodąca lud na barykady".
Mimo że całość sprawia wrażenie monolitycznej bryły (wyłączając cokół, mierzy wszak czterdzieści sześć i pół metra), w rzeczywistości pozostaje li tylko cienką powłoką. Tradycyjna technika odlewu - przy wspomnianych gabarytach - skończyłaby się zapewne konstrukcyjnym fiaskiem, toteż do budowy wykorzystano około trzydziestu ton miedzi (sprowadzonej z norweskiego Visnes), którą poddano obróbce w technice repoussé (polegającej na ręcznym kształtowaniu blachy od wewnątrz). Wykuwanie na drewnianych matrycach pozwoliło uformować zewnętrzną powłokę o grubości nieco ponad dwóch milimetrów.
Innowacja Eiffela oraz XIX-wieczny fundrising
Utrzymanie tak delikatnej łuski wymagało nie tylko porzucenia ówczesnych schematów, ale i inżynieryjnego geniuszu. Po śmierci pierwszego konstruktora, Eugène'a Viollet-le-Duca, do prac włączono Gustave'a Eiffela (mającego już wówczas na koncie realizacje takie jak most Maria Pia w Porto czy dworzec Nyugati w Peszcie). Odrzucił on pierwotną koncepcję wewnętrznego, ceglanego muru na rzecz elastycznego szkieletu ze stali i żelaza, antycypując tym samym technologię ścian osłonowych, wykorzystywaną współcześnie w najwyższych drapaczach chmur. Kluczowym detalem okazały się miedziane siodła obejmujące żelazną armaturę, które nie były z nią znitowane na sztywno, pozwalając powłoce na swobodne ruchy; dzięki owemu zawieszeniu połać miedzi mogła rozszerzać się pod wpływem skrajnych zmian temperatury, a cała statua odchylała się bezpiecznie pod naporem silnych wiatrów, bez ryzyka rozerwania struktury.
Początkowa umowa (zawarta między działającą na Starym Kontynencie Unią Francusko-Amerykańską i powołanym na tę okoliczność komitetem za oceanem) zakładała, że rzeźbę sfinansuje naród francuski, podczas gdy Amerykanie i Amerykanki zbudują na swój koszt cokół. O ile nad Sekwaną fundusze zbierano płynnie (między innymi poprzez organizowane loterie czy płatne ekspozycje poszczególnych elementów statui in spe), o tyle w Stanach Zjednoczonych inicjatywa ta spotkała się z obojętnością wielkiego kapitału. Przełom przyniosło zaangażowanie Josepha Pulitzera, który na łamach należącego doń "The New York World" zainicjował kampanię medialną, apelując do portfeli zwykłych obywateli i obywatelek; odzew okazał się masowy - ponad sto dwadzieścia tysięcy osób, należących w lwiej części do uboższych warstw społeczeństwa, sfinansowało tym samym budowę granitowego piedestału (który osiągnął ostatecznie wysokość czterdziestu siedmiu metrów).
W 1885 roku, po całkowitym demontażu rzeźby (wznoszącej się tymczasowo na terenie warsztatów w Batignolles), trzysta pięćdziesiąt ponumerowanych elementów rzeźby upakowano do ponad dwustu skrzyń i przetransportowano przez Atlantyk. Montaż na Bedloe's Island (noszącej dziś miano Liberty Island - "Wyspy Wolności") stanowił znaczne wyzwanie logistyczne; by uniknąć budowy drogich rusztowań zewnętrznych, robotnicy, podwieszeni na linach wewnątrz stalowego szkieletu, wciągali i nitowali miedziane elementy w niemal ekspresowym tempie, kończąc tytaniczne dzieło w zaledwie cztery miesiące.
Estetyka zaproponowana przez Bartholdiego stanowiła przy tym przemyślany nośnik wielowarstwowej symboliki. Złota pochodnia nawiązywać miała do postępu i logiki; tablica oparta na lewym ramieniu nosiła (i wciąż nosi) datę uchwalenia deklaracji niepodległości (a więc 4 lipca 1776 roku), a promienie w koronie ewokowały uniwersalizm i gwiezdny nimbus antycznego bóstwa. Doniosłym rekwizytem pozostają również rozerwane łańcuchy, umieszczone ostatecznie u stóp monumentu; pierwotnie postać miała trzymać masywne ogniwa w dłoniach - pod naciskiem części donatorów i donatorek, obawiających się zaognienia dawnych ran, rzeźbiarz ukrył je pod drapowaną szatą. Ten wizualny "kompromis" odwrócił uwagę od abolicjonistycznego wydźwięku, choć samo przesłanie przetrwało w cieniu statui do dziś.
(Nie)statua i jej zmienna tożsamość
Podkreślić należy przy tym, że oficjalna nazwa rzeźby to niezmiennie "Wolność Opromieniająca Świat" - liberalne ideały miały wszak promieniować stąd na cały glob. Choć w powszechnej świadomości utrwalił się krótszy wariant, prawdziwa zmiana zaszła w sferze symbolicznej. Za sprawą sonetu "Nowy kolos" Emmy Lazarus z 1883 roku, umieszczonego dwie dekady później u podstawy pomnika, monumentalna figura zyskała nową rolę - przeistoczyła się w "Matkę Wygnańców", witającą podróżujących po oceanicznej tułaczce (co nabrało szczególnego wymiaru w kontekście pobliskiej Ellis Island, stanowiącej główną stację tranzytową dla milionów przybyszów i przybyszek z Europy).
Ewolucja tożsamości poszła w parze z transformacją fizyczną. W chwili oficjalnego odsłonięcia, w 1886 roku, rzeźba w niczym nie przypominała znanej dziś grynszpanowej figury; lśniła blaskiem surowej miedzi, przywodząc na myśl jaskrawy, czerwonobrązowy kolor nowej monety. Siłą rzeczy powłoka została jednak wystawiona na działanie żywiołów - słonych aerozoli oraz zanieczyszczenia siarką (emitowanego przez rozrastające się fabryki). Reakcja tlenu z powierzchnią pokryła metal najpierw czerwonym kuprytem, a następnie ponurym, czarnym tenorytem; wpływ kwaśnych deszczów i oceanicznych chlorków doprowadził do syntezy trwałego związku zwanego atakamitem - naturalny proces na zawsze spowił tym samym statuę warstwą szlachetnej patyny.
Na początku dwudziestego wieku przebarwienia te wywołały konsternację w najwyższych kręgach, które autoryzowały spory budżet na pomalowanie rzeźby z zewnątrz celem ukrycia rzekomej korozji; po interwencji środowisk naukowych i inżynieryjnych porzucono jednak ów absurdalny projekt. Współcześnie wciąż powracają pytania o możliwość mechanicznego wyczyszczenia posągu i przywrócenia mu pierwotnego blasku, jednak stanowisko ekspertów i ekspertek pozostaje jednoznaczne - polerowanie polega na fizycznym zdarciu wierzchniej warstwy, co przy grubości blachy, wynoszącej niewiele ponad dwa milimetry, doprowadziłoby do szybkiego przebicia cienkiej struktury na wylot. Patyna działa bowiem niczym szczelny płaszcz ochronny - utlenia się tylko raz, po czym twarda powłoka dożywotnio stabilizuje metal, odcinając go od destrukcyjnych opadów; "tarcza" ta okazała się na tyle skuteczna, że w ciągu ponad stulecia erozja strawiła zaledwie ułamek milimetra miedzianej blachy.
Mimo to monument nie zdołał uniknąć dotkliwych zniszczeń powodowanych przez ludzkie błędy oraz dziejowe zdarzenia. W lipcu 1916 roku na pobliskim cyplu Black Tom (w rejonie dzisiejszego Liberty State Park) doszło do eksplozji zgromadzonych tam ładunków, co wygenerowało wielką falę uderzeniową (odczuwalną nawet w odległej o około sto pięćdziesiąt kilometrów Filadelfii). Wstrząs spowodował uszkodzenia w konstrukcji prawego ramienia, co na zawsze zamknęło przed zwiedzającymi wąskie wejście do wnętrza pochodni. Późniejsze, niefortunne próby zmodyfikowania płomienia celem wstawienia tam szklanych witraży naruszyły z kolei szczelność powłoki - słona woda opadowa wdzierała się więc do środka, wywołując powolną korozję prętów Eiffela, co na chwilę przed obchodami stulecia wymusiło wykonanie kosztownego remontu.
Współcześnie miedziana sylwetka urosła przy tym do rangi fenomenu, który na stałe wpisał się w popkulturę, stając się choćby plastycznym materiałem dla twórców oraz twórczyń kina katastroficznego. Destrukcja tak silnie nacechowanego obiektu okazała się najkrótszą drogą do zbudowania na ekranie nastroju klęski - kinematograficzny przełom nastał dzięki "Planecie Małp" Franklina J. Schaffnera z 1968 roku - obraz uwięzionej w piasku niszczejącej korony uświadamiać miał głównemu bohaterowi nieodwracalny koniec znanego mu świata. Przez kolejne dekady Statua Wolności była na wielkim ekranie zalewana falami, skuwana lodem czy burzona w pył, stając się uniwersalnym nośnikiem pamięci wizualnej i surową metaforą cywilizacyjnego rozpadu.
Paradoksalnie, to zatarcie pierwotnego manifestu pozwoliło rzeźbie zyskać swój ponadczasowy, globalny wymiar. Monument ten stanowi dziś nade wszystko plastyczne płótno dla zbiorowej wyobraźni, dowodząc, że najtrwalsze pomniki zyskują swe ostateczne znaczenie, ewoluując wraz z emocjami kolejnych pokoleń.








