Od piastowskich grodów po szwedzką ruinę. Trudne dzieje stolicy Moraw
Zrozumienie zjawiskowej formy współczesnego Ołomuńca wymaga sięgnięcia do jego skomplikowanej genezy. Potwierdzona obecność rzymskiego obozu z II wieku naszej ery stała się w dobie renesansowego humanizmu fundamentem potężnego mitu założycielskiego; miejscowy patrycjat z dumą wywodził nazwę miasta od łacińskiego "Iuliomontium" (a więc "wzgórze Juliusza"), przypisując jego lokację samemu Juliuszowi Cezarowi. Ta intelektualna konstrukcja silnie rezonowała w późniejszej sztuce, jednak to nie rzymskie legiony, a wielowiekowe przenikanie się kultur oraz wydarzenia z czasów bellum tricennale ostatecznie zdefiniowały krajobraz miasta. Nim jednak do tego doszło, gród rozwijał się jako kluczowy przystanek na szlaku radanitów, łączącym Andaluzję z Kijowem. Co istotne z rodzimej perspektywy, na przełomie X i XI wieku obszar ten znajdował się pod bezpośrednim panowaniem pierwszych Piastów - Mieszka I, który wymienił Ołomuniec w dokumencie "Dagome iudex" pod nazwą "Alemure", oraz Bolesława I Chrobrego. To również tutaj, w 1306 roku, życie zakończył Wacław III, co ostatecznie zamknęło epokę Przemyślidów.
Trwająca niemal dekadę szwedzka obecność w mieście (w połowie XVII wieku) obróciła jednak tętniącą życiem stolicę Moraw - będącą do 1642 roku drugim po Pradze największym miastem Czech i dumną siedzibą założonego przez jezuitów w 1573 roku uniwersytetu - w niemal całkowitą ruinę, pozbawiając ją prymatu na rzecz rosnącego w siłę Brna. Paradoksalnie, ten ekonomiczny i demograficzny upadek stał się katalizatorem bezprecedensowej transformacji przestrzennej.
Naruszona tkanka miejska ustąpiła miejsca monumentalnym wizjom biskupów i katolickich zakonów, wkraczających w epokę potrydenckiej kontrreformacji. Sprowadzani z Włoch i Austrii architekci ukształtowali na dawnych zgliszczach przestrzeń o rzadko spotykanej spójności stylistycznej. Bezsprzeczną dominantą Górnego Rynku - i absolutnym wizualnym środkiem ciężkości całego miasta - jest Kolumna Trójcy Przenajświętszej. Konsekrowany w 1754 roku monument wznosi się na wysokość 35 metrów, co czyni go największym rzeźbiarskim dziełem barokowym w Europie Środkowej. Udekorowana dziesiątkami rzeźb i zwieńczona pozłacaną miedzią kolumna, wpisana na listę światowego dziedzictwa, nie pełniła jednak wyłącznie funkcji pomnika morowego; przez lata stanowiła wszak manifest lokalnego patriotyzmu oraz wyraz siły ołomunieckiego mieszczaństwa.
Barokowy rozmach dopełnia unikalny zespół fontann rozsianych po najważniejszych placach miasta. Mitologiczny panteon, na który składają się misternie rzeźbione wyobrażenia Neptuna, Herkulesa, Trytonów czy wspomnianego Cezara, wprost nawiązuje do rzymskich realizacji Gianlorenza Berniniego. Współcześnie ten klasyczny zespół został w niezwykle przemyślany sposób uzupełniony nowożytną Fontanną Ariona - zaprojektowaną na początku XXI wieku przez czesko-francuskiego rzeźbiarza Ivana Theimera oraz włoską architektkę Angelę Chiantelli. Otwarty basen fontanny, zrównany z poziomem bruku, niweluje sztuczny dystans, pozwalając na swobodną, radosną interakcję z wodą w upalne dni.
Proletariacki zegar i dziedzictwo Europy. Kontrasty Ołomuńca
Podróż przez ołomunieckie place nieustannie konfrontuje widzów i widzki z kontrastami. W północnej fasadzie XIV-wiecznego ratusza kryje się obiekt, który stanowi fascynujące, analityczne wyzwanie - Ołomuniecki Zegar Astronomiczny (Orloj). Warto odnotować, że mechanizm ten intrygował od stuleci; z końcem sierpnia 1683 roku, kierując się pod Wiedeń, podziwiał go sam król Jan III, donosząc w listach do Marysieńki o figurkach kręcących się "comme des marionettes" ("jak marionetki"). W przeciwieństwie do powszechnie znanego, praskiego odpowiednika, tutejszy mechanizm jest żywym zapisem dwudziestowiecznej historii. W latach 40. XX wieku zabytek uległ potężnym uszkodzeniom, a nowe władze uznały, że rekonstrukcja figur królów i aniołów nie przystaje do nowej wizji świata. W efekcie, w połowie lat pięćdziesiątych, zegar uzyskał absolutnie unikalną formę socrealistyczną.
Zamiast świętych, codziennie w samo południe, przy dźwiękach morawskich pieśni ludowych, z okien mechanizmu wyłania się procesja uśmiechniętych reprezentantów proletariatu: kowal, górnik, piekarz, a nawet siatkarka. Dolna tarcza kalendarza, obok zjawisk astronomicznych, odnotowuje między innymi Międzynarodowy Dzień Pracy, a tło wnęki wypełniają mozaiki ukazujące laboratoryjne zlewki i robotników. Decyzja konserwatorska o zachowaniu tej formy po 1989 roku uchroniła obiekt przed zniszczeniem, pozostawiając w przestrzeni publicznej rzadki, autentyczny dokument minionej epoki, wywołujący nierzadko głęboką refleksję nad istotą nadpisywania historii.
Zaledwie kilka ulic dalej funkcjonuje Muzeum Archidiecezjalne - instytucja najwyższej europejskiej próby. Ekspozycja, ulokowana na terenie dawnego Zamku Przemyślidów, pozwala na fizyczne przechodzenie przez epoki: od romańskich podziemi, przez gotyckie mury, aż po rokokowe komnaty. Instytucja ta, chroniąca ponadnarodowe dziedzictwo rzemiosła i sztuki sakralnej (a także upamiętniająca pobyt młodego Wolfganga Amadeusza Mozarta, który ukończył tu VI Symfonię F-dur), została w 2015 roku uhonorowana prestiżowym Znakiem Dziedzictwa Europejskiego (European Heritage Label). Wędrując owymi korytarzami**,** dotrzeć można również do dawnego Pałacu Arcybiskupiego, w którym swego czasu rozgrywała się wielka historia - to w jego murach, w 1848 roku, cesarz Ferdynand I przekazał władzę osiemnastoletniemu wówczas Franciszkowi Józefowi I**; natomiast w ołomunieckich, wojskowych kazamatach** przymusowo przebywali również między innymi francuski markiz de La Fayette czy Hugo Kołłątaj.
Dysonans na talerzu. Kulinarna niespodzianka w sercu Moraw
Doświadczenie tego morawskiego miasta byłoby jednak niepełne bez konfrontacji z jego najbardziej specyficznym, archaicznym rzemiosłem żywieniowym. Odcinając się od typowej dla turystycznych centrów, ustandaryzowanej gastronomii, region ten szczyci się produktami chronionymi prawem Unii Europejskiej - pośród których prym wiodą olomoucké tvarůžky ("ołomunieckie twarożki"). To ser dojrzewający, wytwarzany tradycyjnymi metodami w oddalonej o trzydzieści kilometrów miejscowości Loštice, którego proces produkcji całkowicie odrzuca obróbkę termiczną na rzecz powolnej, biologicznej fermentacji chudej serwatki w rygorystycznie kontrolowanej temperaturze.
Wymaga on od degustatorów i degustatorek pewnej śmiałości; wyrób ten charakteryzuje się niezwykle intensywnym, ostrym i dla wielu trudnym do zaakceptowania zapachem, a także głębokim, pikantnym smakiem, nierzadko wzmacnianym kminkiem czy chili. Ołomuniec genialnie przetworzył ten siermiężny, wiejski fenomen w wyrafinowaną atrakcję miejską. W samym sercu barokowej starówki funkcjonuje Tvarůžková cukrárna - miejsce stanowiące definicję neurobiologicznego dysonansu poznawczego. W eleganckich, chłodzonych gablotach prezentowane są misternie wykonane, do złudzenia przypominające słodkie tarty, rurki i miniaturowe torciki dzieła sztuki cukierniczej, które w rzeczywistości są w stu procentach wytrawnymi wypiekami, obficie naszpikowanymi intensywnym serem, podawanymi nierzadko w towarzystwie mocnego wina i czarnego chleba. Stanowi to ostateczny dowód na to, że Ołomuniec to miasto pewne swojej wielowiekowej tożsamości - potrafiące bez kompleksów łączyć barokowy patos z lokalnym folklorem, pozostawiając podróżników z niezapomnianym, wielowymiarowym doświadczeniem.







