O Władimirze Siemirunniju w Polsce zrobiło się głośno podczas ostatnich Igrzysk Olimpijskich, gdy 24-letni panczenista zdobył dla naszego kraju srebrny medal na dystansie 10 000 m. Wtedy wszyscy zaczęli mówić o młodym zawodniku, który nad Wisłą zamieszkał zaledwie 3 lata wcześniej.
Kamera "halo tu polsat" odwiedziła Władka, który od 2023 roku mieszka i trenuje w Tomaszowie Mazowieckim. W materiale Karoliny Ruszkiewicz sportowiec opowiedział o mieszkaniu z dala od rodziny, ale i nowych relacjach, jakie nawiązał w Polsce. Zdradził też, jaki jest sekret jego błyskotliwego sukcesu.
Z Jekaterynburga do Tomaszowa
Władek urodził się w 2002 roku w Jekaterynburgu. Sportową karierę rozpoczynał w barwach Rosji, jednak od 2024 roku startuje już jako polski zawodnik. Ma na koncie liczne medale mistrzostw Polski - zarówno na dystansach, jak i w wieloboju - a także sukcesy na arenie międzynarodowej, w tym medale mistrzostw Europy i świata. Największym osiągnięciem w jego dotychczasowej karierze jest srebrny medal igrzysk olimpijskich w Mediolanie w 2026 roku w biegu na 10 000 metrów.
Bohater reportażu przeprowadził się do Polski w 2023. Zamieszkał tu sam, a decyzja o zmianie miejsca zamieszkania nie należała do łatwych. Przeprowadzając się do Polski, Włodek musiał liczyć się z tym, że nie będzie mógł już wrócić do rodzinnego domu.
Bilet w jedną stronę
"Tydzień, dwa, ja wszystko spakowałem i pojechałem. To był tak naprawdę bilet w jedną stronę" - opowiada Władimir. "Mama płakała, jak odprowadzała mnie na lotnisko. No, bardzo się przejmuję, ale tak naprawdę w tamtym momencie i teraz też myślę bardziej myślę o swojej karierze" - mówi Władek, starając się ukryć wzruszenie.
Dodaje, że od tamtej pory z rodzicami kontaktuje się telefonicznie.
"Z mamą ostatni raz widziałem się półtora roku temu, we Włoszech" - mówi, dodając, że to dzięki rodzicom podjął decyzję, która zaważyła na jego życiu i karierze.
"Oni bardzo mi pomogli z tym mentalnie" - podkreśla. "Mówili, że jak chcę mieć dobrą przyszłość, to trzeba myśleć w tym kierunku, żeby się przeprowadzić".

"Pytałem, czy wie, na co się porywa"
O tym, że w 2023 roku zamieszkał właśnie w Polsce, nie zadecydował przypadek. Młodym, utalentowanym zawodnikiem zainteresował się Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego. Jego dyrektor sportowy, Konrad Niedźwiecki, wspomina, że na początku podpytywał zawodnika, czy jest świadomy, na co się pisze.
"Pytałem, czy wie, na co się porywa i z czym to się będzie wiązało, bo to nie jest tak, że przyjedzie, wróci, przyjedzie, wróci. Powrót tam będzie, no, bardzo trudny".
"Odebraliśmy go z dworca. Mieliśmy już plan, gdzie będzie mieszkał przez te dni, co będzie robił" - opowiada o chwili, gdy Włodek przyleciał już do Polski.
Sportowiec zamieszkał w Tomaszowie Mazowieckim, blisko toru, na którym codziennie spędza długie godziny, trenując.
Decydując się na zamieszkanie w Polsce, Siemirunnij wiedział, że musi nauczyć się języka. Jego znajomość jest też potrzebna przy staraniu się o obywatelstwo, które sportowiec już dostał. Jak mówi, początki były trudne.
Kurs polskiego na kartkach
"Ciężko mi to szło, to uczenie polskiego, długo nie mogłem zacząć. Kupiłem taki kurs na kartkach (...) i po prostu uczyłem się naprawdę tego wszystkiego. Powiedziałem przyjaciołom wszystkim, żeby mówili ze mną tylko po polsku i we wrześniu naprawdę już dobrze mówiłem po polsku" - opowiada.
Osoby z otoczenia Władka podkreślają, że jest totalnie oddany pracy i treningom. Od właścicielki baru, w której stołuje się sportowiec, po kolegów z klubu, w którym trenuje na co dzień.
"Zawodnicy nasi myśleli, że dużo już trenują. Ale jak zobaczyli Władka, to dopiero zobaczyli, że można więcej. I on ich tak nakręcał na tą pracę. I ci młodzi chłopcy do dzisiaj mówią, że kiedy Władek przyszedł, to też się zaczęło inne trenowanie" - opowiada Rafał Ślusarski, prezes i trener KS Pilica Tomaszów Mazowiecki. "Pamiętam jak kupiliśmy mu kostium. I od razu na pierwszym treningu założył go i dumnie reprezentował nasz klub. Zdobył od razu dla Pilicy medale".
"Po prostu musisz codziennie wstawać, robić to samo i kiedyś to wyjdzie"
"To jest zawodnik, który ma ogromną etykę pracy, jest bardzo ambitny, który lubi przede wszystkim się męczyć i lubi trenować" - chwali Władka Konrad Niedźwiecki.
A Mikołaj Bielan, panczenista, młodszy kolega Władka z klubu, a jednocześnie brat dziewczyny sportowca, podkreśla, że chłopak od początku wyróżniał się poziomem.
"Ode mnie chłopaki z grupy byli na słabszym poziomie. I pamiętam, że my sobie tak razem gadaliśmy, że oni nawet się na plecach nie mogli utrzymać za Władkiem" - wspomina.
Sam Władek przyznaje, że drogę do medali wyznaczają dni wytrwałej, ciężkiej pracy. Podkreśla, że jego pierwszy trener wpoił mu pewien sposób myślenia.
"Tak naprawdę po prostu musisz codziennie wstawać, robić to samo i kiedyś to wyjdzie. Dla mnie nie ma różnicy, czy trening, czy igrzyska olimpijskie. Ja zawsze chcę wygrywać" - podkreśla zawodnik.
"U niego ta motywacja pewnie jeszcze jest większa, bo on wie, że ma bilet w jedną stronę. On nie może wrócić już do siebie. On tak naprawdę w momencie, kiedy uzyskał polskie obywatelstwo, to stał się Polakiem i tu już nie ma odwrotu" - zauważa Rafał Ślusarski.
Nowa rodzina
Z dala od rodzinnego domu w Polsce Władek znalazł swój nowy dom. Konrad Niedźwiecki mówi, że sportowiec nazywa go "polskim tatą".
"Mamy dobry albo bardzo dobry kontakt" - podkreśla.
A trener Władka dodaje: "Ma dziewczynę z Tomaszowa. Pochodzenie ma łyżwiarskie ta Klaudia, także też łatwiej się komunikować".
Władek zapuszcza więc powoli korzenie: "Od momentu, kiedy Klaudia razem jest z Wową, myślę, że taka najfajniejsza rzecz to jest taka, że jak są na przykład święta, to sobie razem posiedzimy przy stole, pogadamy" - mówi Mikołaj Bielan, brat dziewczyny sportowca.
Władek zaś podkreśla, że Polska jest teraz jego domem: "Chcę zostać w Polsce, bo Polska naprawdę mi pomogła z tym wszystkim i jestem wdzięczny temu krajowi. Chcę też jak najdłużej reprezentować ten kraj i chcę mieszkać w tym kraju. No i na razie na pewno Polska, bo ja trenuję w Polsce i nigdzie nie chcę wyjeżdżać".







