Bawidamek czy wybitny umysł? A może jedno i drugie? Prawdziwa historia Casanovy (w pigułce)

Kamil Olek

Kamil Olek

Znał monarchów i filozofów, mówił kilkoma językami, parał się alchemią, matematyką i literaturą. Mimo to – a może... właśnie dlatego – do historii przeszedł jako ten, który potrafił zjednać sobie przychylność każdej napotkanej niewiasty (i to na wszystkich możliwych polach). Czy Giacomo Girolamo Casanova słusznie został zapamiętany wyłącznie jako symbol rozpusty? A może za legendą niezliczonych podbojów kryje się ktoś znacznie bardziej nieoczywisty, a co za tym idzie – znacznie ciekawszy?

Giacomo Casanova na obrazie J.H.W. Tischbeina
Giacomo Casanova na obrazie J.H.W. TischbeinaHeinz-Dieter Falkenstein / imageBROKER / ForumAgencja FORUM

Nieświęty, niegłupi i niejednoznaczny. Kim był Casanova?

Urodził się równo 300 lat temu, 2 kwietnia 1725 roku w Wenecji – mieście słynącym wówczas nie tylko ze sztuki osadzonej w lokalnym wydaniu libertynizmu, ale i intryg podszytych namiętnością. Był synem aktorów, choć największy wpływ na jego wychowanie miała babka, która wysłała go do jednej z padewskich szkół, a w wieku 17 lat został – jak sam twierdził – doktorem prawa (choć ówczesny tytuł nie ma z dzisiejszym za wiele wspólnego). Następnie przeznaczono go do stanu duchownego, jednak z seminarium wyleciał... po zaledwie dwóch tygodniach. Podobno dlatego, że dwa razy znaleziono w jego alkowie innych seminarzystów. On sam zarzekał się, że to przypadek, ale kościelni notable nie mieli poczucia humoru (na tej płaszczyźnie niewiele się zresztą zmieniło). Zamiast sutanny Giacomo wybrał więc życie, którego pozazdrościć mógł mu niejeden i niejedna.

Dzięki kilku zrządzeniom losu (ot, choćby, za sprawą pomocy, której udzielił weneckiemu senatorowi Bragadinowi po jego zasłabnięciu, czym szybko zyskał sobie uznanie "wyższych sfer"), a także ponadprzeciętnym umiejętnościom autoprezentacji (a czarował wszystkich, niezależnie od płci czy statusu społecznego) Casanova stał się jednym z najbardziej barwnych bohaterów europejskich salonów XVIII wieku. Bywał w Wersalu i na dworze Katarzyny Wielkiej, wymieniał myśli z Wolterem, konwersował z Benjaminem Franklinem, a także... pojedynkował się z Franciszkiem Ksawerym Branickim (w Polsce, oczywiście, do której przybył z Petersburga z nadzieją na posadę królewskiego sekretarza). 

Starcie (wywołane, a jakże, przez spór o kobietę – włoską tancerkę Teresę Casati) stało się sensacją towarzyską na salonach całego kontynentu, od Moskwy po Londyn. I choć sam Giacomo przypłacił "znajomość" z Branickim "zaledwie" uszkodzeniem ręki, stan samego generała dość długo był niepewny – król Stanisław August Poniatowski dość szybko pozbył się więc weneckiego gościa ze swojego dworu. Polski epizod nie tylko dlatego należał do niekoniecznie udanych – w swoich pamiętnikach Casanova nie szczędził też niepochlebnych uwag ówczesnym mieszkankom kraju nad Wisłą, wprost pisząc o ich "brzydocie" oraz "materialistycznych wymaganiach".

Uwodziciel i kobieciarz? Oczywiście. Poza tym jednak Casanova był też erudytą. Tłumaczył "Iliadę" na wenecki, komponował, pisał traktaty matematyczne, dramaty, eseje i pamflety polityczne. Organizował pierwszą państwową loterię we Francji, doradzał ministrom, obracał się wśród filozofów i uczonych. Podobno był też... doskonałym szpiegiem. 

Dlaczego zapamiętano go więc przede wszystkim jako bawidamka? Zadbał o to sam. 120 miłosnych przygód opisał w dziele zatytułowanym "Historia mojego życia", choć nieopisanych miało być znacznie więcej. Słynne pamiętniki – monumentalne i wielotomowe – są jednak czymś więcej niż jedynie rejestrem (dość szczegółowym, co warto zaznaczyć) kolejnych podbojów. To również pasjonujący obraz Europy XVIII wieku, opowieść o ludziach, obyczajach, pieniądzach, polityce, wierze, ciele i umyśle. Casanova był bowiem doskonałym obserwatorem, a przelewając na papier siebie, to samo robił z epoką.

Schyłek życia spędził nie w haremie, ale... w bibliotece. Trafił do zamku Dux (w dzisiejszym Duchcovie, w Czechach), gdzie rozpoczął służbę u hrabiego Waldsteina, odpowiadając między innymi za jego księgozbiór. Tam pisał, wspominał i rozliczał się ze światem, choć już bez uniesień, które towarzyszyły mu przez całe życie, czując jak jego epoka (dosłownie i w przenośni) odchodzi w niebyt. Zmarł w 1798 roku, dożywając 73 lat, co w ówczesnym czasie należało do rekordów długowieczności. Odszedł bez fortuny, ale z legendą, która nigdy go nie opuściła.

Casanova nie przetrwał więc jako filozof, bo filozofów nikt nie pamięta. Nie przetrwał też jako uczony, bo uczonych częściej wycina się dziś z podręczników, aniżeli wspomina. Przetrwał jako mit – łatwy w odbiorze i zredukowany do tego, co najmocniej działa na wyobraźnię. Czasami warto jednak sięgnąć głębiej – bo łóżko, choć może być początkiem historii, nigdy nie jest jej pointą.

halo tu polsat
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?