Wielkie role i odrzucane kontrakty. Kulisy artystycznej pracy
Aktorstwo wcale nie było jego pierwotnym planem; w czasach licealnych Mateusz poważnie rozważał alternatywną, znacznie bardziej pragmatyczną drogę, asekurując się na maturze przedmiotami pozwalającymi na podjęcie zupełnie innych studiów.
"Zdecydowałem, że wybiorę dwie wersje - przedmioty humanistyczne i geografię. W razie czego zawsze pozostawał mi AWF. Dałem sobie przestrzeń do interpretacji przyszłości", wspominał.
Plan B ostatecznie nie był potrzebny, a kariera nabrała rozpędu. Dziś artysta może pochwalić się angażem w Teatrze Narodowym, gdzie wcielił się już w szereg rozmaitych ról (kreował między innymi postać Klaudiusza w szekspirowskim "Hamlecie", reżyserowanym przez Jana Englerta). Na szklanym ekranie dał się z kolei poznać szerszej publiczności dzięki występom w serialach "Na dobre i na złe", "Prosta sprawa" oraz "Śleboda"; prawdziwym przełomem okazała się jednak dla niego rola w "Morderczyniach", zrealizowanych na podstawie prozy Katarzyny Bondy. Obecnie widzki i widzowie mogą podziwiać jego warsztat w nowym serialu "Morfeusz", w którym zagrał postać o pseudonimie "Moro" - towarzysząc na planie między innymi Andrzejowi Grabowskiemu czy Kamilowi Szeptyckiemu.
Obecna pozycja zawodowa daje aktorowi duży komfort w decydowaniu o własnym repertuarze. Jak wyznał, niedawno zrezygnował nawet z opłacalnego kontraktu reklamowego z pewną platformą sprzedażową, by zachować artystyczną wiarygodność.
"Jestem w takim momencie, w którym mogę odrzucić rzeczy kontrowersyjne czy niskogatunkowe. [...] Mam do projektów gigantyczne szczęście i faktycznie dostaję propozycje z bardzo dobrą obsadą, z ciekawym scenariuszem i z zapleczem realizacyjnym na wysokim poziomie", zaznaczył.
Życie w ciągłym biegu. Jak połączyć karierę z codziennością?
Równie absorbujące, co artystyczne wyzwania, okazuje się życie prywatne aktora, które ten konsekwentnie chroni przed medialnym szumem. Od lat związany jest ze starszą o siedem lat Martą; partnerka pracuje poza branżą rozrywkową, co pozwala im na zachowanie zdrowego dystansu do świata show-biznesu. To właśnie ona pozostaje jego najsurowszą recenzentką, a zarazem osobą dbającą o domową równowagę.
"Staram się unikać w domu rozmów o pracy, bo trzeba znaleźć balans i swój azyl, w którym można odetchnąć od tego, co dzieje się na zewnątrz. Moja Marta ma bardzo twardy charakter i bardzo często szybko sprowadza mnie na ziemię", przyznał.
Para wychowuje dwóch synów; rola ojca pojawiła się w życiu aktora dość wcześnie - na czwartym roku studiów. Co ciekawe, nowina nadeszła pierwszego kwietnia, przez co zaskoczony student przez pół dnia traktował ją jako primaaprilisowy żart.
Dziś harmonijne łączenie nocnych powrotów ze spektakli z porannymi wyjazdami na plan filmowy stanowi potężne wyzwanie logistyczne; sytuację dodatkowo komplikuje trwająca właśnie budowa wymarzonego domu. Aktor nie ukrywa, że bywają momenty, w których jego obecność w życiu rodzinnym siłą rzeczy staje się mocno ograniczona.
"Zdarza się tak, że na zdjęcia wyjeżdżam, gdy wszyscy śpią. Po zdjęciach jadę do teatru zagrać spektakl, więc wracam o dwudziestej trzeciej, gdy znowu śpią. Zdarza się tak, że moja partnerka mówi, że nie widzieliśmy się od czterech dni. Wtedy uzmysławiam sobie, że faktycznie przyjeżdżam do domu wyłącznie spać", opisywał.
Mimo napiętego grafiku i permanentnego braku czasu, Mateusz Kmiecik stara się rekompensować najbliższym te niedogodności. Jak sam podkreśla, rzadkie wolne weekendy bezwzględnie poświęca wyłącznie rodzinie, ignorując niepilne telefony zawodowe i odkładając na bok wszelkie obowiązki.







