Wychowywała się w zamku, ale nie chciała być księżniczką. Niezwykła historia Tildy Swinton
Twarz, której nie da się pomylić z żadną inną. Powiedzieć, że Tilda Swinton wymyka się schematom, zarówno na ekranie, jak i w życiu, to wciąż za mało. Aktorka pojawiła się wczoraj na festiwalu w Wenecji i znów zachwyciła. I to dobra okazja, aby przyjrzeć się jej nieco bliżej, bo ikona kina wciąż skrywa wiele tajemnic, a jej najmłodsze lata to opowieść o zbuntowanej księżniczce - i to prawie dosłownie.

Tilda Swinton wychowywała się w zamku
Tilda Swinton urodziła się jako Katherine Matilda Swinton 5 listopada 1960 roku w Londynie, w szkockiej rodzinie szlacheckiej wywodzącej się ze starego, saskiego rodu Edulfingów z Bernicji. Miała szansę dokładnie poznać historię swoich przodków, bo jej drzewo genealogiczne znane jest aż do trzydziestu sześciu pokoleń wstecz. Dorastała też w zupełnie wyjątkowym otoczeniu.
Pierwsze lata życia spędziła bowiem w zamku w Berwickshire, który należy do jej rodu od IX wieku, a jej ojciec pełnił ważną funkcję na dworze królowej. Członkini tak zacnej rodziny nie mogła zdobywać edukacji w zwykłej szkole.

Chodziła do szkoły z przyszłą księżną Dianą
Tilda uczęszczała do elitarnej szkoły z internatem w Kent, a jedną z jej koleżanek była przyszła księżna Walii, Diana Spencer. Później chodziła do Fettes College w Edynburgu, a studiowała na jednej z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie, czyli Uniwersytecie w Cambridge. I nie była przeciętną studentką. Przyszła aktorka zrobiła dyplom z dwóch fakultetów, najpierw z socjologii, a potem z literatury angielskiej.
W wielu wywiadach Tilda Swinton podkreślała, że chciała odciąć się od swojego szlacheckiego dziedzictwa. "Nie interesuje mnie odgrywanie księżniczek", zwykła mawiać i dodawała: "Fascynuje mnie to co dziwne, inne, odrzucone". Jednocześnie nigdy nie wyparła się swojego pochodzenia, chociaż odrzuciła plan, jaki mieli dla niej jej rodzice.
Miała zostać żoną arystokraty, ale wybrała własną drogę
Rodzice chcieli, aby Matilda kontynuowała wiekową rodzinną tradycję. Miała poślubić arystokratę i trwać wiernie jako jego szanowana małżonka. Ale postanowiła się zbuntować.
"Nie mogłam pozwolić, by o moim losie zadecydowały tradycja i urodzenie. Pewnie gdybyśmy mieszkali w Europie Środkowej, nawet nie bylibyśmy w stanie odtworzyć historii rodu. Dałam sobie prawo, by być sobą", czytamy w artykule zamieszczonym w "Wysokich Obcasach" w 2007 roku.
Jeszcze na studiach ujawnił się jej największy talent. Zaczęła grać - najpierw w Traverse Theatre w Edynburgu, a potem w jednym z najbardziej prestiżowych teatrów w Anglii - Royal Shakespeare Company. W jednej ze swoich pierwszych sztuk wcieliła się w rolę mężczyzny - zagrała Mozarta w sztuce według Puszkina.
Była nazywana muzą, chociaż nie zgadzała się z tą opinią
Z czasem zrezygnowała z teatru i chciała zostać dziennikarką. Ale w 1985 roku spotkała znanego z artystycznych filmów reżysera Dereka Jarmana i to w jego filmie "Caravaggio" zadebiutowała na wielkim ekranie. Zagrała w kolejnych siedmiu obrazach Jarmana i szybko została okrzyknięta jego muzą. Z tą opinią jednak nigdy nie chciała się zgodzić. We wspomnianym wcześniej artykule znalazł się jej cytat:
"Nie, muza inspiruje, ale sama jest pasywna. Tymczasem praca z Derekiem była niekończącą się rozmową. Z tej wymiany zdań, z tych kłótni, rodziły się jego filmy. Dzisiaj nikt tak nie pracuje".
Niedługo po Jarmanie spotkała inną osobistość, która miała ogromny wpływ na jej karierę. W filmie Sally Potter "Orlando" z 1992 roku Tilda Swinton zagrała jedną ze swoich najważniejszych ról w życiu - mężczyzny, który w ciągu 400 lat życia zmienia się w kobietę.

Tilda Swinton - aktorka, modelka, artystka
W 1994 roku Derek Jarman zmarł, a Tilda przerwała karierę na dwa lata. Gdy zdecydowała się wrócić, odrzuciła wiele propozycji, chcąc pozostać aktorką kina niezależnego, bo dla niej aktorstwo było przede wszystkim sztuką.
Wyraz swojego artyzmu dawała też na zupełnie innych polach. Jej charakterystyczna uroda nie mogła pozostać niezauważona - wkrótce Tilda Swinton została modelką. Była m.in. twarzą kolekcji duetu holenderskich projektantów Victor i Rolf. Brała udział w performance’ach artystycznych, a jeden z najgłośniejszych to ten autorstwa Cornelii Parker z 1997 roku, kiedy aktorka dała się zamknąć w przezroczystym pojemniku na osiem godzin dziennie przez tydzień, pełniąc rolę żywego eksponatu. Pojawiła się też w teledysku Orbital do piosenki "The Box".
Zobacz też: Nicole Kidman ma sławną siostrę. To ona była największym wsparciem po rozstaniu aktorki z Tomem Cruisem
Do słynnej roli namówiła ją rodzina
Tilda Swinton związała się ze szkockim dramaturgiem Johnem Byrnem, a w 1997 urodziła bliźnięta. Gdy wróciła do pracy zawodowej po dwóch latach przerwy, dostawała głównie drugoplanowe propozycje. Ale właśnie taka przyniosła jej Oscara.
Pojawiła się w "Niebiańskiej plaży" z Leonardo DiCaprio, "Vanilla Sky" z Tomem Cruisem, "Adaptacji" z Nicolasem Cage’em i "Constantine" z Keanu Reevesem. A w 2005 roku, namówiona przez swoje pociechy, zagrała w "Opowieściach z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa" - co ciekawe bliźnięta podobno nie chciały jej później w tej roli oglądać. W 2008 roku po najważniejszą stautetkę w świecie filmu sięgnęła dzięki roli w filmie "Michael Clayton". W tym samym roku zorganizowała niezależny festiwal filmowy "Ballerina Ballroom Cinema of Dreams".
Jedyna taka aktorka w całym Hollywood
Dzisiaj Tilda Swinton jest ikoną kina, konsekwentnie wymykającą się klasycznym standardom gry aktorskiej, piękna - w szerokim jego rozumieniu, a także schematom tego, co nazywamy męskim i kobiecym - widać to w jej wizerunku i stylizacjach, również na czerwony dywan. Takie też są jej postaci - niejednoznaczne, skomplikowane, trudne i piękne zarazem, a często, tak jak te najgłośniejsze, balansują na granicy płci, lub pozostają poza jej klasycznym rozróżnieniem.
W 2020 odebrała honorowego Złotego Lwa w Wenecji. W grudniu 2024 do polskich kin trafił film "W pokoju obok", w którym zagrała genialną rolę u boku Julianne Moore. A wczoraj, 27 sierpnia znów pojawiła się na wyjątkowym święcie kina, 82. festiwalu w słynnym mieście na wodzie. I znów zachwyciła - tym razem klasyczną, prostą i wręcz skromną kreacją opartą na kontraście bieli i czerni.
