Podwodna aktorka. O Agacie Załęckiej i jej życiu na jednym oddechu
Wstrzymanie oddechu na kilka sekund jest odruchem znanym niemal każdemu, jednak rozciągnięcie tego do kilku minut - i to kilkadziesiąt metrów pod powierzchnią wody - wykracza poza codzienne doświadczenie. Dla Agaty Załęckiej stan ten nie jest jednak jednorazowym wyczynem, lecz przestrzenią pracy nad sobą, ciałem i głową. Aktorka, a zarazem dziewięciokrotna rekordzistka Polski we freedivingu głębokościowym, mówi o wodzie jak o domu i schronieniu, o zejściu pod powierzchnię zaś - jak o drodze do prawdy, którą przenosi później na scenę i plan.

Od "Małej Syrenki" do rekordu Polski
Jak opowiada Agata Załęcka, jej relacja z wodą zaczęła się bardzo wcześnie - gdy po raz pierwszy zobaczyła film "Mała Syrenka" Walta Disneya. Fascynacja była tak silna, że wracała do niego wielokrotnie każdego dnia, odtwarzając kasetę VHS i próbując na wszelkie sposoby przedłużyć kontakt z tym światem. Skoro nie było wtedy zabawek z syrenimi ogonami, tworzyła je sama - z modeliny, budując całe "syrenie rodziny" i spędzając długie godziny w wannie.
Patrzenie na rzeczywistość z perspektywy tych figurek dawało jej - jak sama przyznaje - poczucie ogromu i przestrzeni, którego brakowało w codziennym życiu. Małe, 38-metrowe mieszkanie, dzielone z rodzeństwem, rodzicami i zwierzętami, kontrastowało z nieskończonością wyobrażonego świata pod wodą. To doświadczenie stało się pierwszym trwałym punktem odniesienia.
Zmiany szkół, przeprowadzki i kolejne etapy życia miały różne barwy, ale jeden element pozostawał niezmienny: basen. Jego zapach - ten sam w każdym mieście - dawał poczucie ciągłości i bezpieczeństwa. Woda była stała tam, gdzie reszta się przesuwała.
Statyczne wstrzymywanie oddechu na poziomie 5 minut i 8 sekund, dziewięć rekordów Polski oraz złoty medal Pucharu Świata na Filipinach - pierwszy w tej kategorii dla Polski - to liczby, które robią wrażenie, ale w jej opowieści schodzą na dalszy plan.
Sceniczno-wodne yin-yang
Dorosłe życie Agaty Załęckiej jest bowiem niezwykłym połączeniem dwóch światów - aktorstwa i freedivingu głębokościowego.
Freediving, jak podkreśla, jest dla niej formą medytacji. Zejście pod wodę oznacza wyłączenie bodźców, ciszę i skupienie, w którym "głowa odpoczywa". To przestrzeń wolna od rywalizacji, zgiełku i presji, tak odmiennej od tej znanej z teatru czy planu filmowego. W ostatnich latach woda stała się dla niej szczególnym schronieniem - miejscem ukojenia i wyciszenia.Ten stan skupienia przekłada się później na scenę. Załęcka mówi wprost, że prawda wydobywana spod wody wraca z nią do pracy aktorskiej. Bo choć teatralne deski i plan filmowy pozostają dla niej "totalną miłością", to pod wodą znajduje głębię, która zasila drugą część życiowej drogi.
Bliskie Agacie aktorki - Anna Sandowicz i Beata Olga Kowalska - zwracają uwagę na determinację i konsekwencję, z jaką potrafi łączyć sport na najwyższym poziomie z artystycznym zawodem, który sam w sobie bywa wymagający i "zazdrosny" o czas oraz uwagę. Co więcej, sama Załęcka zauważa pewną prawidłowość: im intensywniej trenuje, tym więcej pracy aktorskiej dostaje.
Ten dualizm określa jako klasyczne yin-yang. Leżąc na wodzie tuż przed rekordowym zejściem w konkurencji bez płetw, potrafiła pomyśleć: "Jestem aktorką, powinnam być teraz na wakacjach". Z kolei stojąc na scenie lub będąc w trasie teatralnej, spogląda na transmisje mistrzostw świata freedivingu i myśli dokładnie odwrotnie: "Jestem reprezentantką Polski, powinnam być tam". Dwa światy stale się przyciągają i rozmijają - i właśnie w tym napięciu znajdują równowagę.






