Kulisy filmu "Skrzyżowanie" i wspomnienia o Maklakiewiczu
Rola w filmie Dominiki Montean-Pańków wymagała od głównego bohatera dokonania głębokiego, wewnętrznego rachunku sumienia; zrzucenia z siebie życiowego bagażu i oceny własnej przeszłości. Jak zauważał sam artysta, przekroczenie swoistej "smugi cienia" naturalnie skłania do takich podsumowań, a większość osób dokonuje ich z ukrytym zachwytem, wymazując w ten sposób niewygodne fragmenty własnego życiorysu. Zastrzegał on przy tym, że stanowczo unika budowania ról na fundamentach prywatnych doświadczeń - takie podejście zazwyczaj kończy się bowiem artystyczną porażką. Co niezwykle istotne, poruszający obraz "Skrzyżowanie" mógłby w ogóle nie trafić na ekrany, gdyby nie zakulisowa determinacja Beaty Ścibakówny. Kiedy pojawiły się poważne problemy z domknięciem budżetu na pełnometrażowy debiut reżyserski, aktorka podjęła się zadania skompletowania brakujących funduszy we współpracy ze Studiem Munka, by sfinalizować dzieło i "wręczyć" mężowi wyjątkowy prezent.
To właśnie pokaz "Skrzyżowania" zgromadził publiczność na trwającym obecnie Festiwalu Filmowym Maklaka w Konstancinie-Jeziornie, stając się idealnym spoiwem między nowym etapem a przeszłością. Rozmowa o tym wydarzeniu udowodniła zaś, że kino to dla Englerta nie tylko nowe wyzwania artystyczne, ale również potężny bagaż fascynujących wspomnień. Festiwalowe spotkanie stało się idealną okazją do przywołania postaci jego patrona - Zdzisława Maklakiewicza - także w studiu. Aktor zdradził, że dzieląc z wybitnym twórcą teatralną garderobę, cenił w nim przede wszystkim niepodrabialny, oparty na czystej abstrakcji humor, z którego płynnym odbiorem współczesna publiczność miewa coraz większe trudności. Maklakiewicz potrafił kreować błyskotliwe anegdoty wynikające bezpośrednio z sytuacyjnego kontekstu, bez wcześniejszego przygotowania. Jak jednak otwarcie przyznał Englert, w jego ocenie ten naturalny urok tracił na autentyczności, gdy artysta zaczynał współpracę z Janem Himilsbachem. Zdaniem Englerta narodziła się wówczas specyficzna rywalizacja na dowcipy, która - wbrew powszechnemu uwielbieniu dla tego duetu - obu artystom odbierała ich pierwotną, sytuacyjną lekkość.
Życie po dyrektorowaniu i domowe podziały ról
Niezależnie od artystycznych podsumowań i festiwalowych powrotów do przeszłości, codzienność Jana Englerta pozostaje niezmienna. Zamknięcie dyrektorskiego etapu kariery wcale nie oznacza bowiem, że aktor z dnia na dzień przeniósł swoje kierownicze nawyki na grunt prywatny i przejął inicjatywę w zarządzaniu własnym domem. Hierarchia pozostaje tu niewzruszona, co uściśliła Beata Ścibakówna, nakreślając układ panujący pod ich dachem.
"Mąż był szefem w szkole teatralnej, później w Teatrze Narodowym, ale w domu nie. Nigdy", mówiła.
Jan Englert przyjął tę deklarację z dystansem, zauważając, że przekazanie inicjatywy jest z jego perspektywy rozwiązaniem wysoce komfortowym, pozwalającym na odpoczynek po dekadach intensywnej pracy zawodowej:
"W naszym państwie ja ciągle mam posadę premiera, ale jednak ministerstwa obsadza żona. W tej chwili jestem tylko trochę ministrem kultury, no i przede wszystkim tym od sportu", stwierdził.
To właśnie ta ugruntowana dynamika pozwala im skutecznie omijać życiową nudę; aktorka do dziś potrafi całkowicie zaskoczyć męża, chociażby nagłym ogłoszeniem samotnego wyjazdu na norweskie Lofoty.
Aktualnie uwaga całej rodziny skupia się jednak na zupełnie nowym, medialnym wyzwaniu, jakiego podjęła się ich córka Helena, przyjmując zaproszenie do popularnego programu tanecznego. Englert, wchodząc w nowy etap życia i odpowiadając wreszcie wyłącznie za siebie, stara się już zupełnie nie "dyrektorować" w rodzinnych relacjach. Zależy mu jedynie na tym, by obecność przed kamerami nie wciągnęła młodej aktorki w telewizyjno-internetowy chaos.
"Ja już przyzwyczaiłem się do tego, że moje najbliższe kobiety robią to, co chcą. Jeśli naprawdę coś postanowią, to to zrobią. Mało tego, że zrobią, to zrobią dobrze", podsumował.
Równie wielkim entuzjazmem wykazała się Ścibakówna, dla której taneczne wyzwanie córki to przede wszystkim powód do wielkiej dumy i radości z rozwijania artystycznej pasji na nowym, nieodkrytym gruncie:
"Mam nadzieję, że będzie miała fantastycznego partnera, z którym razem pofruną w tym tańcu. I będę jej bardzo kibicowała i trzymała kciuki", skwitowała.







