Julia Wyszyńska i jej Benek. Razem na planie "Lalki" i za kulisami teatru
Julia Wyszyńska odwiedziła dziś studio "halo tu polsat" w wyjątkowym towarzystwie. U jej boku pojawił się Benek, czworonożny przyjaciel, który - jak się okazuje - doskonale odnajduje się w świecie filmu i teatru. Aktorka opowiedziała o codzienności z pupilem, jego obecności podczas zdjęć do "Lalki" oraz o tym, jak ważna jest dla niej możliwość łączenia pracy zawodowej z życiem prywatnym. Nie zabrakło też rozmowy o sztuce, emocjach i najnowszym spektaklu artystki.
Benek towarzyszy Julii Wyszyńskiej na planach filmowych. Był nawet przy "Lalce"
Aktorstwo to zawód, który trudno zamknąć w regularnych godzinach pracy. Zdjęcia filmowe, próby teatralne, wyjazdy i długie dni spędzane poza domem sprawiają, że pogodzenie obowiązków zawodowych z opieką nad zwierzęciem wymaga dobrej organizacji.
Julia Wyszyńska znalazła jednak sposób, by jej ukochany Benek mógł towarzyszyć jej także podczas pracy.
"Ze względu na mój styl pracy [...] musiał się w jakimś sensie przyzwyczaić do tego bywania w kamperach, w garderobach teatralnych i tak dobrze sobie radzi" - opowiadała aktorka.
Benek towarzyszył jej również podczas zdjęć do nowej ekranizacji "Lalki". Jak przyznała Wyszyńska, nie zawsze było to proste. Prace nad filmem trwały od lipca do listopada, a zmienne warunki pogodowe wymagały szczególnej troski o komfort czworonoga.
"Dla mnie to też jest zawsze stres jednak związany z tym, że różnie tu bywa, jeśli chodzi o temperaturę w kamperze. [...] Czasem jest bardzo chłodno albo bardzo gorąco" - wyjaśniła.
Okazuje się, że Benek ma swoje wymagania. Aktorka zdradziła między innymi, że jej pupil nie przepada za noszeniem psich ubranek, choć zbliżająca się zima nie pozostawia mu większego wyboru.
"Nadchodzi pora, gdzie rzeczywiście będzie musiał niestety nosić kurtkę, czego nienawidzi, nie znosi i nie uznaje, i wręcz gardzi" - żartowała Wyszyńska, dodając, że pies nie ma podszerstka.

Julia Wyszyńska o psach w teatrze
Benek nie jest jedynym czworonogiem, który dobrze zna teatralne kulisy. Jak opowiadała Julia Wyszyńska, zarówno w Teatrze Powszechnym, jak i w TR Warszawa, gdzie obecnie pracuje, obecność psów nie jest niczym niezwykłym.
W zespołach teatralnych wykształciła się swoista kultura przychodzenia do pracy ze zwierzętami. Psy znają się, spotykają i mają swoje ulubione towarzystwo.
Kiedy prowadzący "halo tu polsat" nazwali czworonogi "psią bohemą artystyczną", aktorka odpowiedziała z humorem:
"Raczej gangsterska ekipa (...) niż bohema".
Za tym żartobliwym określeniem kryje się jednak bardzo ważna kwestia - możliwość pogodzenia pasji zawodowej z codziennym życiem.
"Myślę, że to jest wspaniałe, że dzięki temu możemy łączyć życie prywatne i nie musimy ze wszystkiego rezygnować na rzecz pracy" - podkreśliła Wyszyńska.
Aktorka przyznała, że choć bardzo kocha swój zawód, nie chciałaby, aby całe jej życie ograniczało się do teatru i planów zdjęciowych.
"Prawdę mówiąc, ja uwielbiam swoją pracę, jest to moja ogromna pasja, ale bardzo bym nie chciała zamykać się tylko [...] w granicach planu czy teatru, bo gdzieś jednak muszę zbierać inspiracje i żyć poza planem" - mówiła.
Julia Wyszyńska o pracy nad "Orfeuszem". "Ja sama byłam wtedy w żałobie"
W dalszej części rozmowy pojawił się także bardziej refleksyjny temat. Wyszyńska opowiedziała o spektaklu "Orfeusz" w reżyserii Anny Smolar, wystawianym w TR Warszawa.
Przedstawienie czerpie z mitu o Orfeuszu i Eurydyce, ale starożytną historię wykorzystuje do opowiedzenia o współczesnym doświadczeniu straty, miłości i żałoby. Jak wyjaśniła aktorka, twórcy spektaklu zastanawiali się między innymi nad tym, dlaczego śmierć i przeżywanie żalu po stracie bliskich wciąż pozostają tematami, o których trudno otwarcie rozmawiać.
"Rzeczywiście Ania Smolar postanowiła wziąć na warsztat temat żałoby i tego, w jaki sposób jako społeczeństwo sobie z tym tematem radzimy bądź nie radzimy" - opowiadała.
W przygotowaniach do przedstawienia uczestniczyła także Anna Franczak z Instytutu Dobrej Śmierci. Spotkania z nią pozwoliły aktorom przyjrzeć się różnym doświadczeniom związanym ze stratą.
Sam spektakl wykorzystuje zaskakujące rozwiązanie sceniczne - Eurydykę przedstawia lalka, z którą zespół musiał nauczyć się pracować. Aktorów w sztukę lalkarską wprowadzała Natalia Sakowicz.
Dla Wyszyńskiej praca nad "Orfeuszem" miała także bardzo osobisty wymiar.
"Powstawał w takim trudnym dla mnie momencie, bo ja sama byłam wtedy w żałobie" - wyznała.
Jak podkreśliła, przedstawienie nie ogranicza się jednak do opowiadania o cierpieniu. Obok bolesnych scen pojawia się w nim również humor, niekiedy absurdalny, który pozwala widzom złapać oddech.
"On też przynosi jakąś formę oddechu i ulgi i jednak w najbardziej dramatycznych momentach ten humor jest niezbędny" - mówiła aktorka.
To właśnie połączenie wrażliwości, trudnych emocji i chwil wytchnienia jest dla niej jedną z największych wartości spektaklu. Kolejne przedstawienia "Orfeusza" zaplanowano na styczeń.
A Benek? Czworonożny gość tak dobrze poczuł się w studiu "halo tu polsat", że prowadzący zaczęli żartować, iż zostanie z nimi już do końca programu, w roli trzeciego współprowadzącego.
Zobacz też: Od przypadkowego spotkania po wielki przebój. Droga Sławomira i Kajry







