"Pierwsze iskierki" za oceanem. Kajra i Sławomir o początkach wspólnej historii
Choć od lat tworzą jeden z najbardziej rozpoznawalnych duetów polskiej sceny rozrywkowej, historia ich związku rozpoczęła się na długo przed wspólnymi sukcesami. Oboje studiowali w krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej, choć Sławomir rozpoczął naukę rok wcześniej; mimo że mijali się na uczelnianych korytarzach, wówczas nic nie zapowiadało jeszcze przyszłego małżeństwa.
Los ponownie skrzyżował ich drogi dopiero w 2009 roku - i to kilka tysięcy kilometrów od Polski. Sławomir przebywał wówczas w Stanach Zjednoczonych na warsztatach, Kajra zaś pracowała tam jako kelnerka. Przypadkowe spotkanie w restauracji okazało się początkiem zupełnie nowego rozdziału ich znajomości.
"Dopiero w Stanach pofrunęły pierwsze iskierki" - wspominał Sławomir.
Dwa lata później para stanęła na ślubnym kobiercu, a zorganizowane w góralskim stylu wesele przeszło do rodzinnej historii jako wyjątkowo huczne wydarzenie. Zabawa rozpoczęła się w środę, nazajutrz przyszła pora na poprawiny, piątek upłynął przy ognisku, a w sobotę goście wybrali się na termy. Na tym jednak nie koniec - w domu jeszcze przez kilka kolejnych dni rozbrzmiewała muzyka.
"Było bardzo wielu gości, mieliśmy też wspaniałą orkiestrę" - opowiadał Zapała, przyznając, że nieustające dźwięki akordeonu i trąbki skłoniły go nawet do szukania noclegu u sąsiadów.
Do tamtych chwil małżonkowie wrócili również podczas tegorocznego Festiwalu Przebojów Weselnych w Mrągowie, gdzie świętowali piętnastą rocznicę ślubu. Zgromadzona w amfiteatrze publiczność odśpiewała im "Sto lat", a na telebimie niespodziewanie pojawiło się zdjęcie sprzed półtorej dekady. Jak przyznała Kajra, był to dla obojga wyjątkowo wzruszający moment.
"Kopytko" i "TzG". Kajra i Sławomir wspominają narodziny syna
Kolejny ważny rozdział w życiu Kajry i Sławomira rozpoczął się w 2016 roku, kiedy na świat przyszedł ich syn. Okoliczności tego wydarzenia były jednak dalekie od zwyczajnych, gdyż Sławomir uczestniczył wówczas w "Tańcu z Gwiazdami", a termin porodu przypadł na czas trwania programu.
Ponieważ narodziny dziecka mogły nastąpić w dowolnym momencie, Kajra ustaliła wcześniej z produkcją specjalne hasło - "kopytko". Wysłanie wiadomości zawierającej to słowo miało oznaczać rozpoczęcie akcji porodowej. Ostatecznie synek pary przyszedł na świat w piątek, czyli w dniu kolejnego odcinka na żywo.
Sławomir towarzyszył żonie w szpitalu, po czym udał się bezpośrednio na telewizyjny parkiet. Ominął tym samym wszystkie próby, a później, jak sam przyznał, właściwie nie pamiętał swojego występu.
Mimo wyjątkowych okoliczności artysta pozostał w rywalizacji, a dzień narodzin syna zapisał się w rodzinnej historii jako połączenie wielkich emocji z niecodziennym zawodowym wyzwaniem.
"Miłość w Zakopanem" i życie w trasie. Kajra o łączeniu kariery z macierzyństwem
W 2017 roku ukazała się "Miłość w Zakopanem", która błyskawicznie stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich przebojów ostatnich lat. Popularność utworu przyniosła parze intensywny okres koncertowy, a liczne występy trzeba było pogodzić z opieką nad synkiem.
Jak wspominali, przez pierwsze trzy lata często towarzyszył im on w podróżach. Podczas koncertów zajmowała się nim między innymi kuzynka, którą oboje wspominali z ogromną wdzięcznością. Sławomir przyznał jednak, że choć pomoc bliskich była nieoceniona, największa część obowiązków organizacyjnych spoczywała na jego żonie.
"Cały ciężar spoczywał na Kajrze" - podkreślił, odnosząc się do codziennego funkcjonowania rodziny.
Sama artystka przekonywała natomiast, że pojawienie się potomka nie odebrało jej zawodowej energii, lecz przeciwnie - zmobilizowało do jeszcze sprawniejszego działania. Wiązało się to wprawdzie z wcześniejszym wstawaniem, planowaniem i nieustannym dostosowywaniem obowiązków do koncertowego kalendarza, ale pozwalało również spędzać czas razem, nawet w okresie największej popularności.
"Dostaje się dziesięć razy więcej energii" - mówiła, podkreślając, że rodzicielstwo nie musi oznaczać rezygnacji z zawodowych ambicji.
Z perspektywy lat oboje przyznają, że ostatnia dekada była tak intensywna, iż momentami trudno im uwierzyć, ile udało się w niej pomieścić. Nieustanne podróże i kolejne przedsięwzięcia sprawiły, że niektóre daty zatarły się w ich pamięci, ale najważniejsze rodzinne wydarzenia wciąż przywołują z niezmiennymi emocjami.







