Młodzieńcze ekscesy i poszukiwanie drogi. Od szkolnej ławki do Studia "P"
Przekroczenie progu dawnego toruńskiego gimnazjum błyskawicznie zdjęło z wizerunku cenionego aktora zawodową powagę, przypominając jego niepokorne oblicze. Nastoletnia codzienność przyszłego twórcy obfitowała w kreatywne testowanie cierpliwości pedagogów i pedagożek oraz nieustanne poszukiwanie własnego miejsca w szkolnej codzienności. Dawny kompan z ławki, Mateusz Bołądź, wspominał wspólnie spędzone lata i... "przymusowe" sprzątanie boiska, które stanowiło formę zadośćuczynienia za wycieczkowe przewinienia.
"Było wiele dobrych chwil, gdy wspólnie się rozwijaliśmy. Było też dużo rzeczy, których potem żałowaliśmy. Chociaż z perspektywy czasu, pewnie zrobilibyśmy to ponownie", mówił.
Choć w dzienniku przeważały dobre oceny, chociażby z ukochanej historii, nie brakowało też sprytnych uników przed odpowiedzią przy tablicy.
W tym pozornym chaosie potencjał dostrzegła ówczesna wychowawczyni Krystiana, Magdalena Kartanas. Doświadczona polonistka dość szybko zdiagnozowała specyficzny temperament ucznia; jak sama tłumaczyła, zawsze preferowała pracę z osobami, które należy intelektualnie tonować, a nie nieustannie motywować do jakiegokolwiek wysiłku.
"Był dobrym uczniem, bo dał sobie wszystko wytłumaczyć i to na pewno zaprocentowało", oceniła.
Aktor nie krył wzruszenia tym spotkaniem po latach, podkreślając ogromną wdzięczność za zaufanie, jakim obdarzyła go pedagożka w kluczowym momencie edukacji. Naturalny rozwój wymagał jednak znalezienia odpowiedniej przestrzeni do twórczej ekspresji. Z pomocą przyszła matka, Dorota Pesta, podsuwając synowi ofertę zajęć pozalekcyjnych.
Wybór padł ostatecznie na Scenę Młodych Studio "P", prowadzone z zaangażowaniem przez Lucynę Sowińską. To właśnie w tamtych salach, przez blisko sześć lat, kształtował się artystyczny warsztat Pesty, który później zaprowadził go na deski Teatru Ludowego w Krakowie, łódzkiego Teatru imienia Stefana Jaracza, aż wreszcie na stołeczne sceny. Kierowniczka artystyczna studia z dumą patrzy dziś na zawodową drogę dawnego wychowanka.
"Każdy, kto chce być aktorem, musi dużo pracować, rozwijać się, szukać, być otwartym. Krystian ma te wszystkie cechy i dzięki temu »wyskoczył«", podsumowała.
Domowy mikrokosmos. Siła wspomnień i unikalna więź
Zanim jednak Krystian Pesta na dobre ukształtował się jako w pełni samodzielny artysta, jego charakter formował się w bezpiecznej i wspierającej przestrzeni domu rodzinnego. Od najmłodszych lat rozwijano w nim nienasyconą wręcz ciekawość otaczającej rzeczywistości. Ojciec artysty, Jacek Pesta, wspominał jego chętny udział w przedszkolnych przedstawieniach, podczas gdy matka opowiadała o swobodzie, z jaką już jako uczeń pierwszej klasy chwycił za mikrofon podczas uroczystego pasowania. Zamiłowanie do występów i godziny spędzane na lekturze upewniały rodziców w przekonaniu, że warto pokazywać mu różnorodne możliwości rozwoju.
Konsekwentne budowanie bliskości w latach wczesnej młodości zaowocowało więziami, które dziś stawiają skuteczny opór zawodowej presji i brakowi czasu. Na szczególne wyróżnienie zasługuje relacja aktora z siostrą. Oliwia i Krystian podbili serca widzów oraz widzek, gdy wzięli udział w znanym programie telewizyjnym, wspólnie mierząc się z wyzwaniami w Turcji, Gruzji czy Uzbekistanie. Ten format jedynie unaocznił to, co w ich życiu obecne jest na co dzień - ogromne, bezwarunkowe przywiązanie.
"Nie znam drugiej takiej relacji z rodzeństwem. Co najmniej raz w tygodniu po prostu muszę zadzwonić choć na dziesięć minut. Tak mam zakodowane, że musi być ten kontakt", mówiła Oliwia, zaznaczając przy tym, że brat jest jej absolutną życiową opoką.
W rzeczywistości pełnej pośpiechu, w której dorosłe rodzeństwa nierzadko oddalają się od siebie, oni świadomie stawiają na integrację. Wspólne wyjazdy na narty czy dalsze podróże w pełnym czteroosobowym gronie stanowią stały punkt w ich kalendarzu. Dla aktora takie rzetelne dbanie o bliskich to fundament satysfakcjonującego funkcjonowania.
"Uważam, że życie ma wartość wtedy, kiedy jest wypakowane wspólnymi wspomnieniami i przeżyciami. To chyba najlepsze, co możemy sobie zafundować", pointował Krystian.
Jego powrót do Torunia udowadnia, że za każdym scenicznym czy ekranowym sukcesem w dużej mierze kryje się wsparcie osób, które we właściwym momencie dostrzegły ogromny potencjał, po czym otoczyły go odpowiednią troską.







