Ireneusz Czop od lat należy do grona najbardziej cenionych polskich aktorów. Widzowie znają go m.in. z seriali "Komisarz Alex", "The Office PL" czy "Krew z krwi", a także filmów takich jak "Jack Strong", "Broad Peak" i "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy".
Ireneusz Czop do Filmówki trafił przez przypadek
Dziś trudno wyobrazić sobie polskie kino i telewizję bez Ireneusza Czopa. Sam aktor przyznaje jednak, że jego droga do zawodu była pełna przypadków.
Zanim trafił do szkoły aktorskiej, ukończył technikum elektryczne, trenował karate, grał w piłkę nożną i pisał piosenki.
I to właśnie dzięki muzyce po raz pierwszy znalazł się w Łodzi. "Mieliśmy taki zespół, który nazywał Vox Clamantis. Ja napisałem parę piosenek i z tymi moimi utworami przyjechaliśmy na YAPĘ do Łodzi" - wspominał.
Po festiwalu koledzy postanowili pokazać mu Szkołę Filmową. Dla żartu wepchnęli go do sali, w której odbywały się konsultacje dla kandydatów na studia aktorskie.
"Wepchnęli mnie na siłę w drzwi z napisem konsultacje" - opowiadał.
Po krótkiej rozmowie usłyszał od prowadzącej coś, czego zupełnie się nie spodziewał.
"A ja bym cię przyjęła" - powiedziała prof. Grzeczkowska.
Choć początkowo nie potraktował tych słów poważnie, pomysł studiowania aktorstwa nie dawał mu spokoju.
To babcia zaszczepiła w nim miłość do sztuki
Aktor przyznał, że ogromny wpływ na jego życie miała ukochana babcia Renia.
"Myślę, że gdzieś moja babcia Renia miała największy wpływ na mnie" - wyznał aktor.
Jak wspominał, od najmłodszych lat zaszczepiała w nim zainteresowanie literaturą i teatrem.
"Nie czytała mi bajek, tylko Kraszewskiego. Zamiast omletów robiła mi hamlety" - opowiadał z uśmiechem.
To właśnie ona pokazywała mu najlepszych aktorów i spektakle Teatru Telewizji.
Bogusław Linda pomógł mu podjąć decyzję
Przełomowym momentem okazał się seans filmu "Maskarada" w reżyserii Janusza Kijowskiego, w którym główną rolę zagrał Bogusław Linda.
Jak przyznał Czop, właśnie wtedy zaczął na poważnie myśleć o aktorstwie.
"To strasznie jakoś tak zaczęło kręcić. No i dostałem się do szkoły" - wspominał.
Po latach miał okazję powiedzieć Lindzie, jak ważną rolę odegrał w jego życiu.
"Bogusiu, wiesz, że przez ciebie zostałem aktorem", wyznał Czop.
Odpowiedź aktora zapamiętał na długo. "On zrobił taką osobliwą pauzę, jak to Boguś, po czym uśmiechnął się i mówi: >>Mam cię za to przepraszać?<<" - opowiadał.
Ireneusz Czop usłyszał, że nie nadaje się do teatru
Początki w szkole aktorskiej nie były łatwe. Czop przyznał, że podczas pierwszych lat studiów czuł się kompletnie zagubiony.
"Jak byłem w tej szkole na pierwszym, na drugim roku, to nic nie wiedziałem, nic kompletnie. To była dla mnie tabula rasa. Ja wcześniej byłem może ze trzy razy w teatrze. Bardzo lubiłem film i chodziłem ile się da do kina", wspominał.
Dodatkowo spotkał się z opiniami, które mogły podciąć skrzydła wielu początkującym aktorom.
"Kiedyś jeden z profesorów powiedział do mnie : >>A ty jesteś taki Ireczek, aktoreczek. Do teatru to tak nie za bardzo, ale telewizja cię lubi<<" - opowiadał.
To jednak nie zniechęciło go do dalszej pracy. "Ja mówię: >>ja ci pokażę<<" - dodał.
Dziś sam uczy przyszłych aktorów
Po latach wrócił do miejsca, w którym sam stawiał pierwsze kroki. Najpierw jako wykładowca, a dziś jako profesor Szkoły Filmowej w Łodzi.
Przyznał, że nauczanie okazało się dla niego ogromnym wyzwaniem.
"Któregoś razu zadzwonili do mnie z dziekanatu, ponieważ studenci chodzili na moje spektakle do teatru i powiedzieli: >>My chcemy tego gościa, żeby nas uczył<<. To było bardzo miłe. Przyszedłem i byłem przerażony, bo nagle to, co jest w głowie, musiałem nazwać. To, co jest w ciele, to, co jest wyćwiczone, musiałem jakoś przekazać drugiemu człowiekowi", wyznał.
W dalszej części rozmowy Ireneusz Czop przyznał, że określenie "profesor" na planie filmowym bywa dla niego stresujące.
"Niektórzy nawet na planie mówią mi >>per profesor<<, co mnie doprowadza do szału, bo jakby nie pozwalali mi na błąd", wyznał aktor.
Dziś największą satysfakcję daje mu obserwowanie sukcesów studentów.
"Ja chcę, żeby oni sobie dawali radę, żeby byli fighterami. Ja chcę, żeby byli silni, w każdej przestrzeni. Tego im życzę, a kiedy widzę, że im się to udaje, jestem dumny jak z własnych dzieci", podsumował Ireneusz Czop.

Zobacz też:
Gwiazdor "Pierwszej miłości" usłyszał diagnozę. "To może uratować życie"







