Nocne rozmowy i wyjątkowa aura. Tak powstawała nowa "Lalka"
Praca nad tak ogromnym projektem często wiąże się z presją czasu, jednak na planie nowej ekranizacji zapanowała zupełnie inna energia. Jak przyznają sami aktorzy, czas spędzony na pracy przyniósł im doświadczenia rzadko spotykane w dzisiejszej branży filmowej. Wśród ekipy wytworzyła się niemal rodzinna więź; po zakończeniu oficjalnego dnia zdjęciowego twórcy i twórczynie grali w siatkówkę, wykorzystując do tego statywy oświetleniowe, by następnie - przy zwykłej herbacie - do późnych godzin nocnych analizować kolejne sceny.
Tomasz Schuchardt wspominał ten czas z wyraźnym sentymentem, przyznając, że długie, nocne rozmowy o planach na kolejny dzień zdjęciowy miały w sobie nieco idealistyczny rys, pozwalając im na nowo poczuć niemal zapomnianą już energię z początków edukacji w szkole teatralnej. Atmosfera bezpośrednio przełożyła się na jakość pracy przed kamerą. Znaczącym ułatwieniem była również imponująca oprawa wizualna. Rozbudowana scenografia, za którą odpowiadała Joanna Macha, pozwalała na pełną swobodę ruchu, a autentyczne, sprowadzane z Paryża i Rzymu kostiumy autorstwa Doroty Roqueplo - w połączeniu z kunsztowną charakteryzacją Dariusza Krysiaka - pomogły obsadzie płynnie wejść w realia dawnej epoki.
Współczesne dylematy i siła przyjaźni
Serialowa "Lalka" to nie tylko wierne odtworzenie minionych czasów, ale przede wszystkim świeże pochylenie się nad dylematami ówczesnego społeczeństwa. Scenariusz, za który odpowiadają Jagoda Dudkiewicz, Paweł Maślona oraz Paweł Demirski, zachowuje ramy znane z lektury, wprowadzając do nich jednocześnie mocne akcenty związane z narodzinami feminizmu czy podziałami klasowymi. Twórcy oraz twórczynie bawią się formą i dawną etykietą, zastanawiając się głośno, jak potoczyłyby się losy postaci, gdyby na ich drodze pojawiły się inne wybory.
Ta ciekawość przyniosła znakomite efekty, w czym wielka zasługa porozumienia między odtwórcami głównych ról. Dariusz Chojnacki wprost podkreślał, że bez relacji na planie efekt końcowy byłby zupełnie inny, zaznaczając przy tym, iż nie byłby tak wiarygodnym Rzeckim, gdyby nie codzienne wsparcie Tomasza Schuchardta. Zauważył przy tym, jak szybko nawiązali nić porozumienia.
"To jest niesamowita historia z Tomkiem, bo gdy przyjechałem na zdjęcia próbne, to od razu coś takiego się zrodziło między nami, że ruszyliśmy »z kopa«", stwierdził.
Tomasz Schuchardt przekonywał zaś, że praca nad tą interpretacją była dla nich czymś więcej niż tylko odgrywaniem ról.
"W tym scenariuszu zawartych jest dużo więcej wątków. To jest dużo bardziej pojemne. Nasza interpretacja jest jakimś przepisaniem, zastanowieniem się nad tym, co gdyby tym bohaterom podsunąć trochę inne wybory; albo co by było, gdyby spotkali w innym miejscu kogo innego", mówił.
Prawdziwa przyjaźń, która narodziła się w trakcie prób i długich rozmów o sztuce, przetrwała zakończenie projektu, przenosząc się do życia prywatnego i stanowiąc najlepsze podsumowanie tej zawodowej przygody.






