Jacek Bończyk od lat rozmawia ze swoim psem. Tak powstał pomysł na książkę
Jacek Bończyk nie ukrywa, że jest bardzo związany ze swoim psem. Leo towarzyszy mu już od ponad dekady. W pewnym momencie aktor zaczął zauważać, że zwierzę komunikuje się z nim na swój sposób - przede wszystkim spojrzeniem i gestami. Postanowił więc wyobrazić sobie, co powiedziałby pies, gdyby potrafił mówić.
"W jakimś momencie stwierdziłem, że chciałbym z nim pogadać, bo on ze mną rozmawia wzrokiem. I w jakimś momencie zacząłem w sieci pisać takie nasze krótkie dialogi" - opowiadał w "halo tu polsat".
Początkowo publikował je na Facebooku. Z czasem zaczęło je czytać coraz więcej osób, a znajomi aktora namawiali go, żeby zebrał je w książce. Kiedy zajrzał do komputera, okazało się, że ma już ponad 80 takich rozmów.
Tak powstała książka "Moje rozmowy z psem Leo". To zbiór wyobrażonych dialogów, w których pies zadaje pytania, a jego opiekun próbuje na nie odpowiadać. Nie brakuje humoru, ale pojawiają się też tematy dotyczące życia, ludzi i codziennych absurdów.
Leo zjadł sushi i wasabi. Tak tłumaczył się Jackowi Bończykowi
Jedną z najbardziej zabawnych historii przywołanych w programie była ta związana z kulinarnymi upodobaniami Leo. Anna Rubaj nawiązała do sceny z książki, w której pies miał okazję dobrać się do sushi.
Jacek Bończyk opowiedział, że po powrocie do domu zobaczył opakowanie po jedzeniu i jedną drewnianą pałeczkę. Druga została przez psa rozgryziona. Właściciel postanowił więc przeprowadzić z Leo małe dochodzenie.
"Leo, chyba żartujesz. Co się tutaj wydarzyło?" - opowiadał aktor, odtwarzając ich rozmowę.
Pies w tej historii nie wykazywał szczególnego poczucia winy. Na pytanie o zjedzone sushi i wasabi odpowiadał z właściwą sobie beztroską. Kiedy Bończyk zaczął martwić się o jego brzuch, Leo miał uspokoić go, że wystarczy wyjść na spacer i wszystko będzie dobrze.
Ta scena dobrze oddaje charakter książki. Dialogi są wymyślone przez aktora, ale wyrastają z codziennych sytuacji, które zna każdy właściciel czworonoga.
Pies Jacka Bończyka wytyka mu, że za dużo pracuje
W rozmowie z Anną Rubaj pojawił się również temat, który pokazuje, że Leo w wyobrażonych dialogach nie ogranicza się do zabawnych komentarzy. Pies ma zwracać uwagę aktorowi na jego pracoholizm.
Dziennikarka zapytała Bończyka, jak wyglądałby jego kalendarz, gdyby to Leo mógł decydować o planie dnia. Odpowiedź była dość wymowna.
"Zaproponowałby, jeśli jest ciepło, to pół dnia z kawą na balkonie. Patrząc na kota, który siedzi na balkonie obok i nic mu to nie robi" - odpowiedział aktor.
Bończyk przyznał też, że coraz trudniej mu odmawiać swojemu pupilowi. Choć przez jakiś czas próbował nie ulegać wszystkim jego zachciankom, dziś sam mówi, że bardzo go rozpieszcza.
"Jakiś czas broniłem się przed tym, a teraz już przyznaję, że rozpuszczam go w sposób straszny".
Wszystko zaczęło się od małego psa i pytania o komary
Aktor zdradził również, że jednym z pierwszych impulsów do prowadzenia tych rozmów była wspólna wyprawa do lasu. Leo był wtedy jeszcze maleńki, a Bończyk zauważył, że atakują go komary i meszki.
Zaczął zastanawiać się, po co właściwie istnieją te owady i kto wymyślił świat, w którym są tak uciążliwe. To właśnie takie pozornie proste pytania stały się punktem wyjścia do kolejnych dialogów.
Bończyk przyznał, że dzięki wymyślonym rozmowom sam musi czasem zmierzyć się z pytaniami, na które - jako dorosły człowiek - teoretycznie powinien już znać odpowiedzi.
Książka "Moje rozmowy z psem Leo" pokazuje więc nie tylko zabawną więź aktora z jego pupilem, ale też nieco inne spojrzenie na codzienność. Bo czasami wystarczy spojrzeć na świat z perspektywy psa, żeby zadać sobie pytania, na które dawno przestaliśmy szukać odpowiedzi.

Zobacz też:
Błękitne uliczki, ocean i 20 stopni. To miasto może być hitem zimowych wyjazdów







