"Ja cię już nie kocham". Agnieszka Maciąg i Robert Wolański rozstali się na rok
Jednym z najbardziej poruszających fragmentów rozmowy była historia kryzysu w małżeństwie Agnieszki Maciąg i Roberta Wolańskiego. Agnieszka Hyży przypomniała słowa, które znalazły się w książce fotografa. W pewnym momencie jego żona miała powiedzieć mu, że już go nie kocha.
Rozstanie trwało rok. Jak przyznał Wolański, ten czas był mu potrzebny, by zrozumieć, co wydarzyło się w ich związku i co sam powinien zmienić.
"Ja naprawdę byłem trochę w swoim świecie i nie widziałem, co się do końca dzieje wokół mnie, zwłaszcza w naszym związku" - wyznał.
Rozstanie skłoniło go do poszukiwania odpowiedzi. Agnieszka podsuwała mu książki i materiały, które miały pomóc mu spojrzeć na pewne sprawy inaczej. Z czasem zaczął rozumieć, czego wcześniej nie dostrzegał.
"Agnieszka wielokrotnie mi mówiła, że gdyby nie zauważyła we mnie zmiany wtedy, to nie byłoby o czym rozmawiać" - wspominał.
Próbował dodzwonić się do niej 29 razy. Tak zaczęła się ich historia
Początki ich znajomości również nie były oczywiste. Robert Wolański dostał zlecenie wykonania sesji zdjęciowej z udziałem Agnieszki Maciąg. Otrzymał jej numer telefonu, ale przyszła żona nie odbierała jego połączeń.
Przez dwa tygodnie próbował się z nią skontaktować. W końcu postanowił pojawić się na pokazie, na którym wiedział, że będzie obecna.
Agnieszka odebrała jego zachowanie zupełnie inaczej, niż można by się spodziewać. Myślała, że fotograf jest na nią obrażony, ponieważ nie odbierała jego telefonów.
"Ona odebrała to tak, że ja jestem gburem i się po prostu gniewam na nią za to, że ona nie odebrała moich 29 telefonów i iluś tam wiadomości" - opowiadał.
W końcu zaczęli rozmawiać i umówili się na sesję. Spotkanie wywołało w nim emocje, których wcześniej nie znał.
"Trzęsły mi się ręce" - przyznał.
Jak wspominał, później długo zastanawiał się, co właściwie się z nim dzieje. Uczucie pojawiło się niespodziewanie i nie dawało mu spokoju.
Choroba Agnieszki Maciąg była dla niego największym trzęsieniem ziemi
W rozmowie z Agnieszką Hyży nie zabrakło również niezwykle trudnego tematu choroby i odejścia Agnieszki Maciąg. Wolański przyznał, że moment, w którym dowiedzieli się o diagnozie, był najtrudniejszym doświadczeniem w jego życiu.
"To było największe przeżycie i największe trzęsienie ziemi w moim życiu" - powiedział.

Oboje wiedzieli, że przeciwnik jest poważny ze względu na zaawansowanie choroby. Z czasem okazało się jednak, że jej przebieg jest jeszcze bardziej skomplikowany, niż początkowo przypuszczali. Po pobycie w szpitalu Agnieszka była bardzo wycieńczona. Zmagała się nie tylko z konsekwencjami nowotworu, ale również z problemami z jelitami i nerkami.
Robert Wolański podkreślił, że próbowali wszystkiego, co było w ich zasięgu.
"Wydaje mi się, że to, co było do zrobienia, do spróbowania, do zażycia i użycia, to zrobiliśmy" - mówił.
Zapytany o to, czy w pewnym momencie stracili nadzieję, odpowiedział, że wierzyli do samego końca. Nawet w ostatnich, szczególnie trudnych dwóch tygodniach życia Agnieszki wciąż widzieli szansę na poprawę.
"Oboje do samego końca wierzyliśmy nieprawdopodobnie mocno" - wyznał.
Robert Wolański nie chciał niczego ukrywać przed córką
Agnieszka Hyży zapytała również o córkę pary, Helenę. Wolański przyznał, że nie zawsze miał możliwość zapewnienia jej ochrony przed trudnymi doświadczeniami. Zabierał ją do szpitala, gdzie razem spędzali czas na korytarzu.
Podjął jednak ważną decyzję - nie chciał ukrywać przed córką tego, co się dzieje.
Miał ku temu osobisty powód. Sam w dzieciństwie przeżył podobną sytuację. Kiedy był mały, babcia, która go wychowywała, postanowiła nie mówić mu o wszystkim, tłumacząc to troską o jego bezpieczeństwo.
Dziś uważa, że było to błędem.
Dlatego w przypadku Heleny zdecydował się na inne podejście. Nie chciał, by córka była pozostawiona bez odpowiedzi na pytania dotyczące stanu zdrowia mamy.
Wolański opowiedział również, jak wygląda jego życie po śmierci żony. Przyznał, że wciąż jest w połowie drogi między smutkiem a próbą patrzenia w przyszłość. Najważniejsza stała się dla niego córka i jej potrzeby.
"To, że nie ma Agnieszki, jest nadal bolesne" - powiedział.
Po śmierci żony napisał książkę. "Czasami wydawało mi się, że słyszę głos Agnieszki"
Rozmowa dotyczyła także książki, w której Robert Wolański postanowił podzielić się historią ich wspólnego życia. Jak przyznał, początkowo nie uważał się za osobę, która dobrze pisze. Teksty powstawały jednak przez długi czas i trafiały do szuflady.
Pisanie pomagało mu oderwać myśli od tego, co działo się wokół niego. Dopiero po wielu miesiącach zrozumiał, że była to forma autoterapii.
Nie chciał jednak tworzyć pomnika ukochanej żony. Zależało mu na pokazaniu Agnieszki, której nie wszyscy znali. Wiele osób kojarzyło ją z telewizji, zdjęć i działalności zawodowej. On znał ją również z codzienności.
"Ale ja zawsze miałem ją w domu" - podkreślił.
Chciał opowiedzieć o jej pasji, energii i o tym, ile wysiłku wkładała w swoją pracę. Wspomniał również, że zdarzało mu się mieć wrażenie, jakby słyszał jej głos.
Na koniec rozmowy Agnieszka Hyży przywołała fragment książki, który szczególnie ją poruszył:
"Gdybym kochał cię mniej, może byłoby mi lżej".
To zdanie stało się jednym z najbardziej przejmujących momentów spotkania. Ich wspólna droga nie była pozbawiona trudnych chwil, rozstania i cierpienia. Historia Roberta Wolańskiego i Agnieszki Maciąg pokazuje jednak, że miłość może być silniejsza niż śmierć.
Zobacz też:
Maria Sadowska pokazała swój niezwykły dom. Ma 125 lat i przebył 300 km







