"Feniks z popiołów". Jacek i Maria Rozenkowie o potędze uczucia oraz odzyskiwaniu równowagi
Życiowym trajektoriom zdarza się przybierać zaskakujące kierunki - w obliczu zawirowań losu nierzadko pojawia się jednak bezwarunkowe wsparcie drugiego człowieka. Z taką właśnie rzeczywistością musiał zmierzyć się Jacek Rozenek - uznany aktor, którego proces odzyskiwania sił po udarze stanowił wyzwanie na wszystkich płaszczyznach. Z pomocą przyszła mu wówczas Maria Samuel, od blisko roku krocząca z nim przez życie jako żona. Ich relacja, oparta na głębokim porozumieniu i oddaniu, udowadnia, że najtrwalsze fundamenty buduje się nierzadko w najmniej sprzyjających okolicznościach. Goszcząc w studiu "halo tu polsat", małżonkowie podzielili się refleksjami na temat uzdrawiającej siły uczucia, akceptacji własnych ograniczeń oraz powrotu do pracy, a także wprost odnieśli się do budzącej medialne zainteresowanie różnicy wieku.

Spotkanie w najtrudniejszym momencie i miłość, która ocaliła życie
Rozenkowie poznali się cztery lata temu podczas świątecznego wydarzenia dobroczynnego. Jak wspominała Maria, Jacek znajdował się wówczas w kryzysie, "wpadając życiowo, zdrowotnie i finansowo w studnię bez dna". Przyszła partnerka aktora błyskawicznie wzięła wówczas sprawy w swoje ręce - zaangażowała się w wielowymiarową pomoc, co ostatecznie pozwoliło mu wyjść na prostą. Z biegiem czasu dbałość ta przerodziła się w głębokie uczucie, ukoronowane w ubiegłym roku ceremonią ślubną.
Sam artysta przyznaje dziś z niezwykłą szczerością, że przed tym spotkaniem nie zakładał wchodzenia w nowy związek.
"Nie miałem żadnej potrzeby wiązania się na dłużej z kimkolwiek na świecie. Aż spotkałem Marysię", mówił.
Wspólne pokonywanie zakrętów sprawiło, że obecnie patrzą na siebie niczym w lustro, dostrzegając mądrość zyskaną dzięki najtrudniejszym doświadczeniom.
"Jacek jest dobrą duszą, wspaniałym człowiekiem, mądrym życiowo, z silnym kręgosłupem moralnym", przekonywała ona.
"To jest to, co ja myślę o Marysi", dopowiadał on.
Aktorskie wyzwania po chorobie. "Wciąż towarzyszy mi jej drobny fragment"
Stabilizacja w sferze prywatnej zbiegła się w czasie z gotowością do podjęcia nowych wyzwań zawodowych. Na początku marca widzowie zobaczą bowiem artystę w dwudziestym, jubileuszowym sezonie produkcji "Gliniarze". Decyzja o wejściu na plan zdjęciowy zapadła stosunkowo szybko, stanowiąc organiczny krok po długim okresie nieobecności w przestrzeni medialnej.Aktor wcieli się tam w rolę niejednoznaczną, intrygującą i wielowymiarową, którą sam kategoryzuje jako dość "szarą" - pozbawioną klasycznego podziału na dobro i zło. Choć praca przed obiektywem przynosi mu satysfakcję, codzienność wciąż wiąże się z pewnymi barierami, o czym artysta mówi z godnym podziwu spokojem.
"Mam ogromną radość z grania tej roli. Są drobne problemy, na przykład afazja, z którą cały czas się mierzę. [...] Ale to jest drobny fragment choroby, który jeszcze mi towarzyszy", wyjaśniał.
Mimo tych niedogodności Jacek podkreśla, że choć doskonale wie, jaki ciężar niesie za sobą to doświadczenie, poczucie spełnienia płynące z wykonywania zawodu sprawia, że przeszłość nie determinuje już jego obecnego życia.
Nieistotna różnica wieku. "To tylko liczba"
Prowadzący dopytywali również o dzielącą małżonków szesnastoletnią różnicę wieku, która bywa obiektem medialnych dociekań. Dla samych zainteresowanych ten aspekt jednak zupełnie nie istnieje. Maria Samuel-Rozenek uważa, że "to tylko liczba" i traktuje metrykę w kategoriach "ziemskiej statystyki", podczas gdy sam aktor uciął temat krótko i dobitnie, stwierdzając, że "w ogóle nie istnieje to w naszych rozmowach".
"To nie jest ogromna różnica wieku", uzupełniał.
Znacznie ważniejsza okazuje się wspólna misja, polegająca na niesieniu realnej pomocy innym. Bazując na własnych, niezwykle wymagających przeżyciach, para powołała do życia fundację, której nadrzędnym celem jest wspieranie osób w kryzysach.
Żona aktora zaznaczała przy tym, że to obecność drugiego człowieka nadaje codzienności właściwy sens.
"Jacek jest dla mnie kimś, kto wzleciał jak feniks z popiołów", podsumowała.
Patrząc na tę dwójkę, trudno nie ulec wrażeniu, że z najtrudniejszych lekcji potrafili wyciągnąć to, co absolutnie najcenniejsze.
Zobacz też:






