"Relacje nadal są bliskie" Serialowe rodzeństwo po latach
Wspólne dorastanie na planie zdjęciowym siłą rzeczy stworzyło między najmłodszymi aktorami i aktorkami specyficzną więź. Choć od zakończenia nagrań minęło już wiele lat, a wszyscy poszli własnymi zawodowymi drogami, ich wzajemne relacje wciąż pozostają niezwykle serdeczne. Aleksandra Szwed, wcielająca się w rolę Elizy, podkreślała, że w ich przypadku to nie częstotliwość widywania się decyduje o bliskości, lecz jakość wypracowana przez długi czas.
"Za każdym razem, gdy się widzimy, jest tak, jakbyśmy się widzieli wczoraj. Te relacje nadal są bardzo bliskie", mówiła.
Co ciekawe, główną inicjatorką prywatnych spotkań dawnej ekipy pozostaje Monika Mrozowska, czyli serialowa Majka. I choć tym razem aktorce nie udało się dołączyć do serialowego rodzeństwa, to właśnie ona najczęściej daje preteksty do integracji dawnej obsady.
"Nie chodzi o częstotliwość, tylko o to, że gdy już się widzimy, to te emocje i relacje są w stu procentach autentyczne, pełne ciepła, miłości i radości", podsumowała Misheel Jargalsaikhan, odtwórczyni roli Zosi.
"Departament psot". Wspomnienia i anegdoty z dawnych lat
Dla gościń i gościa programu praca na planie była lekcją profesjonalizmu, ale też nieustającą przygodą. Sergiusz Żymełka, serialowy Filip, wspominał, że twórcy zawiesili im poprzeczkę naprawdę wysoko.
"Oczekiwania wobec nas były duże. To była chyba jedna z pierwszych tak rodzinnych produkcji w Polsce", zauważał.
Wraz ze Szwed to on tworzył trzon "departamentu psot" (jak określiła to Misheel), w którym Jargalsaikhan pełniła funkcję głosu rozsądku, pilnując, by Ola i Sergiusz "zbytnio nie nabroili". Między ujęciami rodziła się koleżeńska solidarność - ekranowa Eliza często pomagała serialowemu bratu w nadrabianiu szkolnych zaległości, udzielając korepetycji z języka polskiego.
Niezwykłą historią podzieliła się również Misheel Jargalsaikhan, która związała dorosłe życie z medycyną. Po latach przypadkowo spotkała dawną opiekunkę młodej obsady, Annę. Dziś sytuacja odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni - to Misheel otacza opieką medyczną jej synka, zamykając w ten sposób piękny, pokoleniowy cykl.
Hitem okazały się też wspomnienia dotyczące serialowego ulubieńca. Słynny Ślimak w rzeczywistości był grany przez kilka różnych czworonogów. Przez pierwsze lata w tę rolę wcielała się utalentowana suczka Helenka, która na hasło "kamera" sama ustawiała się w kadrze. Niestety, z powodu problemów zdrowotnych, na planie zastąpiło ją jej potomstwo. Nowi aktorzy na czterech łapach nie odziedziczyli po matce wszechstronnego talentu, dlatego produkcja musiała angażować kilka zwierzaków naraz - jeden odpowiadał za szczekanie, inny za wchodzenie na kanapę, a kolejny za dramatyczne kładzenie się na podłodze. Ta urocza tajemnica świetnie oddaje klimat tamtych lat, pełen improwizacji i domowego ciepła.
Widzowie i widzki, którzy chcieliby przypomnieć sobie, jak wyglądały początki klanu Kwiatkowskich, mają ku temu doskonałą okazję. Historyczny, pierwszy odcinek "Rodziny zastępczej" można obejrzeć w całości na platformie YouTube - to idealny pretekst, by na chwilę cofnąć czas i ponownie zagościć w tym kultowym serialowym domu.
Zobacz też:
Trzy dekady dubbingu, kultowe role i magiczny głos Jarosława Boberka







