Zawsze silna, zawsze odpowiedzialna. Ale czy zawsze szczęśliwa?
Przez lata wiele kobiet słyszało, że są zaradne, odpowiedzialne i potrafią poradzić sobie ze wszystkim. To właśnie one organizują życie rodzinne, pamiętają o obowiązkach, planują wakacje, pilnują dzieci i dbają o dom. Problem pojawia się wtedy, gdy ta siła zaczyna kosztować je coraz więcej.
Podczas rozmowy psycholożki Magdaleny Chorzewskiej i Renaty Zalewskiej, półfinalistki trzeciej edycji "Farmy", która miała miejsce dziś w "halo tu polsat", wybrzmiał temat, z którym utożsamia się wiele Polek. Chodzi o syndrom "zosi samosi" - kobiety, która wszystko bierze na siebie i często nie potrafi poprosić o pomoc.
"Ja to zrobię najszybciej i najlepiej"
Renata Zalewska przyznała, że doskonale odnajduje się w określeniu "zosia samosia".
"No bo chyba, ja myślę, że wszystkie kobiety takie są. Dlatego nie widzę w tym nic złego" - przekonywała.
Jak tłumaczyła, na co dzień bardzo często działa samodzielnie i ma ogromną potrzebę szybkiego działania: "Może to też się bierze z tego powodu, że ja zawsze wszystko chcę zrobić szybko. Jak robię szybko, to muszę zrobić sama, bo ja to zrobię najszybciej i najlepiej" - mówiła.
Uczestniczka "Farmy" nie ukrywała, że taka postawa jest dla niej czymś zupełnie naturalnym.
Wychowanie ma znaczenie
Magdalena Chorzewska zaznaczyła, że nie wszystkie kobiety funkcjonują w ten sposób, jednak bardzo wiele z nich zostało do tego przygotowanych już w dzieciństwie.
"Myślę, że w ogóle w naszym kręgu kulturowym jesteśmy tak wychowywane, że my jesteśmy wzmacniane właśnie za to, że jesteśmy samodzielne, zaradne, że coś zrobimy" - mówiła ekspertka.
Psycholożka wyjaśniała, że dziewczynki od najmłodszych lat słyszą pochwały za pomaganie mamie czy babci. Są doceniane za zaradność i gotowość do działania, a później bardzo często przenoszą te wzorce do dorosłego życia. Jak podkreślała, kobiety przejmują odpowiedzialność nie tylko za obowiązki domowe, ale także za emocjonalny klimat domu, wychowanie dzieci czy organizację rodzinnego życia.
"Jesteśmy takimi >>event menadżerkami<< naszych domów" - podsumowała.
Kiedy kobieta musi dźwigać za dużo
Ekspertka zwracała uwagę, że potrzeba robienia wszystkiego samodzielnie może wynikać również z trudnych doświadczeń.
"No bo jaka kobieta musi sama robić? Taka, która albo myśli, że zrobi najlepiej, albo taka, która zawiodła się na innych osobach i nie wierzy w to, że ktoś może jej pomóc, że może na kimś polegać."
Magdalena Chorzewska tłumaczyła także, że kobiety nie wierzące w pomoc innych, często nieświadomie wybierają partnerów, których później wyręczają.
"Mało tego, jak my się zawiodłyśmy i nie wierzymy w to, to wybieramy sobie partnerów życiowych, takich, którzy na pewno nam nie pomogą" - wskazała.
Zdaniem psycholożki nawet najbardziej samodzielny partner może z czasem wycofać się z obowiązków, jeśli wszystko jest wykonywane za niego.
"Zosia samosia" nie zawsze jest szczęśliwa
Choć określenie to często brzmi sympatycznie, ekspertka zwraca uwagę, że za nim bardzo często kryje się przeciążenie.
"Bo zosia samosia brzmi słodko, ale tak naprawdę zosia samosia to jest kobieta, która bardzo się poświęca i bierze na siebie ogromne ciężary" - mówiła psycholożka.
Dzieciństwo, które uczy odpowiedzialności
Renata Zalewska opowiedziała o własnej historii. Przyznała, że w wieku 10 lat straciła ojca i jako najstarsza z rodzeństwa od najmłodszych lat czuła szczególną odpowiedzialność. Choć podkreślała, że nie musiała przejmować roli rodzica, od dziecka funkcjonowało w niej przekonanie, że to właśnie ona powinna być odpowiedzialna za innych.
"Ja nie musiałam tego robić, ale od dziecka miałam to wpojone, że ja jestem tą najstarszą, ja muszę" - mówiła.
Jednocześnie zaznaczyła, że jej mąż nie jest osobą niezaradną. Jak mówiła, to raczej ona działa szybciej od niego: "Na przykład przyjeżdżamy z zakupami, on otwiera bagażnik, a ja już biegnę wyciągnąć te zakupy" - opowiadała nasza gościni.
Zdaniem Magdaleny Chorzewskiej pierwszym krokiem do zmiany jest zmiana sposobu myślenia.
"My, jak jesteśmy z kimś i mieszkamy z kimś razem, to musimy wyrzucić ze słownika słowo mąż mi pomaga" - podkreśliła.
Psycholożka podkreślała, że partner nie pomaga, lecz współuczestniczy w prowadzeniu domu.
"Mąż ma też uczestniczyć, partycypować w różnego rodzaju pracach domowych."
Ekspertka zauważyła również, że kobiety powinny nauczyć się zatrzymywać i dawać innym przestrzeń do działania. Jak mówiła, często problem polega na tym, że obowiązki są przejmowane automatycznie, zanim druga osoba zdąży zareagować.
Trzeba nauczyć się czekać
Psycholożka przekonywała, że bardzo ważne jest odpuszczenie części kontroli.
"Trzeba nauczyć się czekać" - dodała.
Nasz gościni zwróciła uwagę, że nie każdy wykonuje obowiązki w identyczny sposób. Dlatego czasem warto zaakceptować drobny bałagan czy inny styl działania.
"Przymknij oko na ten bałagan i powiedz mu, słuchaj, posprzątaj po sobie" - sugerowała rozmówczyni.
Ciało często alarmuje jako pierwsze
Magdalena Chorzewska podkreślała, że przeciążenie kobiet bardzo często objawia się problemami zdrowotnymi.
"Bo bardzo często kobiety, które są takie poświęcone rodzinie, poświęcone innym i właśnie dużo robią, to ich ciało najpierw to sygnalizuje."
Jak tłumaczyła, pojawiają się bóle głowy, bóle brzucha, problemy ze snem i przewlekłe zmęczenie.
"I bardzo często już na sam koniec reagują różnego rodzaju zaburzeniami afektywnymi, czyli na przykład depresją" - podsumowała.
Kobiety często nawet nie myślą o odmowie
Psycholożka przytoczyła historię jednej ze swoich pacjentek. Kobieta przez lata organizowała przyjęcia i kolacje dla gości męża, choć w rzeczywistości była tym bardzo zmęczona. Po latach powiedziała partnerowi: "Słuchaj, ja tego nie chciałam robić."
Jego odpowiedź okazała się zaskakująco prosta; "A on mówi, to czemu nie powiedziałaś?" - relacjonowała psycholożka.
Jak zauważyła ekspertka, wielu kobietom nawet nie przychodzi do głowy możliwość odmowy, bo "matka tak robiła, babka tak robiła".
Magdalena Chorzewska opowiadała także o pacjentkach, które po wejściu w związek zaczynają przejmować wszystkie obowiązki. Jej zdaniem wiele kobiet kieruje się wzorcami wyniesionymi z domu.
Renata Zalewska przyznała, że nigdy wcześniej nie traktowała swojej postawy jako problemu.
"Ja do tej pory nie widziałam w tym nic złego" - stwierdziła. Jak mówiła, działa szybko i nie lubi odkładać rzeczy na później.
"Jak chcę coś zrobić, to ma być teraz, już. A teraz już zrobię to tylko ja" - podsumowała.
Jej zdaniem wiele kobiet funkcjonuje podobnie: "Śmiem twierdzić, że większość kobiet tak ma. Że woli zrobić to sama, niż gadać ciągle zrób, zrób, zrób" - mówiła.
Niewypowiedziane potrzeby prowadzą do konfliktów
Magdalena Chorzewska podkreślała, że kobiety często nie komunikują swoich potrzeb, a zamiast tego gromadzą frustrację.
Jak mówiła, zamiast powiedzieć partnerowi wprost: "jestem zmęczona, pomóż mi", wiele osób wybiera pretensje i wyrzuty. Psycholożka zachęcała, by regularnie sprawdzać, czy podział obowiązków jest dla obu stron sprawiedliwy i satysfakcjonujący.
Na zakończenie rozmowy padła ważna definicja siły.
"Ja jestem tego zdania, że silna kobieta to jest też ta, która potrafi usiąść i powiedzieć, proszę mnie teraz obsłużyć" - podkreśliła psycholożka.
A Renata Zalewska odpowiedziała na to z uśmiechem:
"Może się zajadę do domu, to tak będzie. Pozdrawiam swojego męża!".
Jak widać, współczesna "zosia samosia" nie zawsze jest kobietą, która chce wszystko robić sama. Czasem jest to efekt wychowania, czasem trudnych doświadczeń, a czasem przekonania, że właśnie tak powinna wyglądać kobiecość.
Być może więc pierwszym krokiem do zmiany jest zadanie sobie prostego pytania: czy naprawdę muszę robić wszystko sama?









