Wznoszące się na wapiennym wzgórzu nad Wisłą opactwo benedyktynów w Tyńcu jest jednym z najważniejszych miejsc na mapie polskiego dziedzictwa. Jego początki sięgają XI wieku, a za fundatora klasztoru uznaje się Kazimierza Odnowiciela. To najstarszy istniejący w Polsce klasztor, który do dziś kontynuuje tradycję benedyktyńską.
Opactwo benedyktynów w Tyńcu. Tysiąc lat historii nad Wisłą
Tyniec nie jest jednak wyłącznie zabytkiem pamiętającym początki polskiej państwowości. To wciąż żywe miejsce modlitwy i pracy, w którym codzienność mnichów wyznacza reguła św. Benedykta. Jak wygląda ich życie za murami klasztoru, czym zajmują się współcześni benedyktyni i czy każdy może choć na chwilę doświadczyć panującego tu rytmu? Wraz z księdzem Kazimierzem Sową zaglądamy do jednego z najbardziej niezwykłych miejsc w Polsce.
"Jan Długosz opisywał to miejsce jako miejsce umocnione, wzniesione nad Wisłą. Określił je mianem >>pięknego klejnotu ojczyzny<< - mowa o Tyńcu, opactwie Benedyktynów" - mówi ks. Sowa. - "To tutaj właśnie modlą się i pracują mnisi zgodnie z regułą świętego Benedykta i zasadą "ora et labora", czyli "módl się i pracuj" - dodaje.
Śpiew gregoriański i liturgia. Tak modlą się benedyktyni w Tyńcu
W klasztornych murach króluje pełna skupienia cisza, ale regularnie rozbrzmiewają też one niezwykłej urody głosami. Mowa o liturgii i śpiewie gregoriańskim, który pielęgnują ojcowie i bracia.
"Jeżeli chodzi o śpiew gregoriański, to jesteśmy jednym z miejsc w Polsce, które rzeczywiście codziennie stara się śpiewać" - mówi ojciec Karol, przełożony tynieckiego opactwa". "Nieszpory, msza święta; a jeżeli chodzi o liturgię, to sprawujemy liturgię według ksiąg liturgicznych, tak aby było godnie i pięknie" - opowiada.
Nabożeństwa u benedyktynów są pełne skupienia:
"Staramy się zadbać właśnie o język, o szaty, o ciszę w liturgii, o skupienie, o to, aby ta nasza aktywność była bardziej przez słuchanie, przez rozumienie tekstu, przez modlitwę" - mówi o. Karol.
Opactwo w Tyńcu zachwyca już z daleka. Niesamowicie położona budowla przyciąga wzrok nie od dziś. Jak mówi przewodnik księdza Sowy, opactwo może się pochwalić historią sięgającą tysiąca lat.
"Te mury, w których się teraz znajdujemy, są sprzed tysiąca lat" - mówi o. Karol. "Wiemy, że mury te zaczęto budować w połowie lat pięćdziesiątych XI wieku, a więc zarządów Kazimierza Odnowiciela. Budowę kościoła obecnego, gotyckiego, rozpoczęto w drugiej połowie XIII wieku, a kontynuowano jeszcze na początku XIV wieku. Prawdopodobnie gdzieś około 1330 roku zakończyła się jego budowa i mury te stoją do dzisiaj. Kościół w tym miejscu cały czas funkcjonował, nawet jeśli tu nie było, przez ponad 100 lat mnichów" - wspomina brat Michał.

Jak wygląda życie benedyktynów? Za klauzurą zaczyna się zwykły dzień
Podczas oprowadzania po opactwie przewodnik księdza Sowy wprowadza go do zamkniętej, klauzurowej części klasztoru. Tam toczy się codzienne życie mnichów. Czy zatem zajmują się na co dzień?
"Przede wszystkim zajmujemy się Panem Bogiem, to znaczy zaczynamy dzień od modlitwy, więc dzisiaj była jutrznia, a potem msza święta, no i po mszy idziemy do różnych naszych prac" - opowiada ojciec Karol.
A zajęć mnichom nie brakuje - jedni zajmują się gospodarstwem, inni pracują w browarze, jeszcze inni zajmują się gośćmi, których w opactwie wita się z otwartymi rękami.
"Do wydawnictwa, domu gości, też do browaru" - wylicza ojciec miejsca, do których po modlitwie udają się mnisi, kierują swe kroki ku browarowi, w którym zgodnie z opracowanymi tu recepturami warzy się piwo.
Benedyktyni nie tylko się modlą. W Tyńcu mają nawet własny browar
"Nie wygląda to jak wielki browar, raczej jakieś małe laboratorium, ale to tu powstaje Tinecia" - zauważa ks. Sowa, a ojciec Karol dodaje:
"Piwo, które tu jest, produkują ojciec Wojciech i brat Roman. Tutaj raczej testują receptury, które potem gdzieś chcą dalej wdrożyć" - tłumaczy, po czym dodaje, że receptura, według której powstaje Tinecia, jest oryginalnym wytworem klasztoru.
"To ojciec Wojciech właśnie po studiach na AGH z browarnictwa, korzystając z tradycji klasztornej belgijskiej i niemieckiej, opracował kilka receptur takich właśnie piw klasztornych" - dodaje.
Cisza w klasztorze ma swoje zasady. Mnisi wiedzą, kiedy jest czas na rozmowę
W dalszej części spaceru po opactwie przewodnik ks. Sowy prowadzi go do ogrodów, w których można odpocząć, ale i oddać się rozmyślaniom czy kontemplacji natury. Przy okazji pada pytanie o ciszę w klasztorze.
Ojciec Karol tłumaczy, że owszem, w miejscach wspólnych mnisi nie rozmawiają ze sobą. Rozmowy prowadzi się w specjalnych miejscach.
"W klasztorze cisza jest zachowana wszędzie we wspólnych pomieszczeniach, czyli w kaplicy, na korytarzach, w refektarzu, czyli podczas posiłku albo podczas chodzenia po klasztorze. Są specjalne momenty na rozmowę - rekreacja, jakieś dyskusje, kapituły i tak dalej" - opowiada.

Benedyktyni korzystają z telefonów i internetu. Nie odcinają się od świata
Przechodząc do pasieki, w której również pracują mnisi, ks. Sowa zauważa, że ojcowie i bracia nie są wcale odcięci od świata - w internecie można oglądać ich filmiki, mają też świetną stronę.
"Staramy się jakoś tak to rozważnie robić, żeby rzeczywiście pokazać trochę naszego życia, podzielić się tym, co dla nas cenne, a z drugiej strony też zachować jakąś zdrową higienę" - mówi o. Karol, zapewniając, że w ciągu dnia cały czas ma przy sobie telefon, ten jednak jest wyciszony.
"Czyli nie jest tak, że do Benedyktów nie można się dodzwonić, ani z nimi skontaktować" - konstatuje ks. Sowa.
Czy można zatrzymać się w opactwie w Tyńcu? Mnisi zapraszają gości
Mnisi są otwarci na kontakty, zapraszają też w swoje progi ludzi z zewnątrz.
"Każdy może do nas przyjechać, albo na rekolekcje czy warsztaty, które organizujemy. Może także przyjechać tak po prostu" - zapewnia o. Bruno, oprowadzając ks. Kazimierza po pokojach dla gości.
Te są urządzone skromnie, podobnie jak cele mnichów.
"Nie posiadamy w naszych celach zbyt dużo rzeczy" - tłumaczy o. Bruno i od razu odpowiada na pytanie, czy do opactwa można przyjechać po prostu po to, by pobyć w nim w ciszy, ale bez konieczności włączania się w liturgię czy pracę.

"Nie ma żadnego problemu. My nie zmuszamy nikogo do tego, żeby uczestniczył w modlitwach, pracował czy podejmował jakiekolwiek inne działanie. Rodzaj pobytu zależy tylko i wyłącznie od danej osoby" - podkreśla o. Bruno i dodaje, że Tyniec jest otwarty nie tylko dla katolików.
"Każdy jest mile widzianym" - mówi. - "Święty Benedykt powiedział, żeby przychodzących gości traktować jak Chrystusa.
Zaś na pytanie ks. Sowy, czy jeśli ktoś chce zasmakować klasztornego, mniszego życia, może na krótki okres dołączyć do wspólnoty, pada odpowiedź:
"Jak najbardziej. Zapraszamy wszystkich naszych gości. I kobiety, i mężczyzn do tego, żeby włączyli się w nasz porządek dnia" - mówi o. Bruno.
Tyniec pokazuje więc zupełnie inne oblicze klasztornego życia niż to, które można sobie wyobrazić, patrząc jedynie na jego zabytkowe mury. Jest tu miejsce na modlitwę i ciszę, ale także codzienną pracę, nowe technologie oraz spotkanie z drugim człowiekiem. Co ważne, żeby choć na kilka dni poczuć rytm tego miejsca, nie trzeba samemu być mnichem - benedyktyni otwierają swoje drzwi także przed gośćmi z zewnątrz.








