Zdrowie jako fundament. Skuteczny przepis na życiową równowagę
Dojrzałość nie musi oznaczać bierności, a wręcz przeciwnie - nierzadko staje się impulsem do transformacji. Zjawisko to obrazuje postawa Ewy Skibińskiej, przyznającej, że ogromny zastrzyk życiowej energii poczuła po przekroczeniu pięćdziesiątego roku życia. Zamiast ulegać presji upływającego czasu, artystka postawiła na wielkie zmiany, obejmujące niemal każdą sferę codziennego funkcjonowania. Troska o własny organizm przestała być wyłącznie kwestią estetyki, a stała się fundamentem dbania o szeroko pojęte zdrowie psychofizyczne. Konsekwentne podejście do jadłospisu - w tym trwająca od kilku tygodni rezygnacja z cukru - a także regularne treningi stanowią jej odpowiedź na naturalne dolegliwości pojawiające się wraz z wiekiem.
Ewa nie ukrywa przy tym, że kluczem do zachowania życiowej równowagi pozostaje przede wszystkim wewnętrzny spokój oraz niegasnąca otwartość na nowe doświadczenia.
"Przeszłam kurs coachingowy, zmieniłam teatr, zmieniłam miasto, zmieniłam partnera. Wszystko się zmienia. Nabrałam jednak świadomości, że muszę zacząć dbać o siebie, ponieważ zaczynają się pewne dolegliwości. Ten luz można brać z medytacji, z nauki oddechu, żeby za bardzo się nie stresować", mówiła.
Wyzwolenie się ze schematów pozwala również na nabranie dystansu do opinii otoczenia. Przestrzeń publiczna często wymusza na znanych osobach zachowanie sztucznego decorum, tymczasem odrzucenie tych oczekiwań przynosi ogromną ulgę. Jak zaznaczała Skibińska, jej celem nie jest już desperackie dążenie do zawodowego sukcesu, lecz czerpanie satysfakcji z przypadkowych spotkań i autentycznych interakcji:
"Stałam się ogromną gadułą. Zaczepiam ludzi na ulicy i rozmawiam, uśmiecham się do nich i tak powolutku zamieniam się w dziwaczkę. Moją jedyną i największą ambicją, często to powtarzam, jest stać się taką staruszką, obok której nikt absolutnie nie przejdzie obojętnie", przyznała.
Zmiana priorytetów. Czas na realizację odkładanych pragnień
Proces ewolucji, o którym opowiadała artystka, znajduje silne uzasadnienie we współczesnej psychologii. Wkroczenie w szóstą dekadę życia nierzadko zbiega się z momentem, gdy potomstwo ostatecznie opuszcza rodzinny dom, by założyć własne rodziny. Zjawisko "pustego gniazda", niegdyś traktowane głównie w kategoriach dotkliwej straty, współcześnie staje się doskonałą okazją do redefinicji własnych pragnień. Kobiety przestają pełnić funkcję wyłącznie strażniczek ogniska domowego, zyskując upragnioną przestrzeń na realizację odkładanych latami marzeń.
Magdalena Chorzewska podkreślała, że na ten satysfakcjonujący etap pracuje się przez całą młodość. Świadome podejście do własnej psychiki owocuje w późniejszych latach najwyższym poziomem życiowego dobrostanu.
"Wchodzimy w ten wiek z gotowością na nowe i umiejętnością odpuszczania. Niedawne badania pokazały, że najlepszy dobrostan osiągały kobiety właśnie po pięćdziesiątym roku życia, ponieważ one już nie martwią się o potężne osiągnięcia, tylko w pełni korzystają z życia", opowiadała.
Kluczowym elementem tego procesu pozostaje umiejętność oddzielenia swoich licznych ról od rdzenia własnej osobowości. Choć opieka nad najmłodszym pokoleniem w roli zaangażowanej babci może przynosić ogromną radość, nie powinna ona przysłaniać indywidualnych pasji. Psycholożka stanowczo rozprawia się z mitem, jakoby na pewnym etapie metryka uniemożliwiała zmiany.
"Kobieta ma w życiu wiele tożsamości. Jesteśmy córkami, przyjaciółkami, siostrami, partnerkami, żonami, matkami, ale kim tak naprawdę jesteśmy poza tymi rolami? Zawsze warto posłuchać siebie i zadać sobie pytanie o to, czego ja chcę, czego potrzebuję i co konkretnie sprawi mi przyjemność", przekonywała.
Teatralne rewolucje. Dojrzałość a podejmowanie trudnych tematów
Dowodem na to, że dojrzałość sprzyja podejmowaniu nieszablonowych wyzwań, jest ścieżka zawodowa Ewy Skibińskiej. Chociaż telewizyjna widownia kojarzy ją choćby z roli Teresy Kopytko-Żukowskiej w serialu "Pierwsza miłość" - gdzie jej bohaterka aktualnie mierzy się z mrocznym etapem życia - Ewa niezmiennie pozostaje wziętą artystką, realizującą swoje największe ambicje nie przed kamerą, a na teatralnych deskach.
Przykładem tego pozostaje spektakl, który zagości na scenie podczas zbliżającego się Festiwalu Szekspirowskiego w Gdańsku. W nowej adaptacji "Hamleta", w reżyserii Kamila Białaszka, artystka wcieli się w postać Ducha Ofelii. Spektakl przenosi akcję klasycznego dramatu w duszne realia cybernetycznego technofeudalizmu, gdzie władzę sprawują państwa-korporacje. Historia syna zmarłego prezesa firmy "DANIA", który odkrywa prawdę o odejściu ojca na tle korporacyjnej intrygi w przejętej spółce "NORWEGIA", staje się pretekstem do przenikliwej diagnozy najmłodszego pokolenia. Twórcy i twórczynie kontestują w ten sposób reguły rządzące dzisiejszym światem, stawiając pytanie o sens systemowych zmian.
Praca nad tak nieoczywistą materią wymaga otwartości, która według aktorki przychodzi z dojrzałym wiekiem i akceptacją przemijania.
"W sztuce wiek nie ma absolutnie znaczenia; poszerzamy się i dopisujemy autorom role. Łatwo jest mi utożsamić się z Duchem Ofeli, czyli z wyobrażeniem przeróżnych kobiet, które na przestrzeni wieków z czegoś w życiu rezygnowały. To zresztą fantastyczna robota, bo zaczynamy intensywniej myśleć o tym, co pozostanie po nas, jeśli zejdziemy z tej planety. Nasz duch mimo wszystko tutaj zostanie", stwierdziła.
Postawa artystki oraz analizy ekspertki udowadniają dobitnie, że dojrzałość wcale nie oznacza konieczności wyciszenia. To po prostu kolejny, nierzadko najbardziej fascynujący rozdział w biografii, w którym wreszcie można pozwolić sobie na ogromny luksus bycia sobą - bez oglądania się na społeczne konwenanse.







