Czysta wolność i ludzka dobroć. O wielkiej pasji na własnych zasadach
Wszystko nabrało tempa w Stanach Zjednoczonych. Po objechaniu tego kontynentu polskim maluchem, mężczyzna postanowił pożegnać się z Ameryką w wyjątkowy sposób - pokonując trasę od oceanu do oceanu na rowerze. Podróż na dystansie blisko czterech tysięcy kilometrów uświadomiła mu, że horyzont kryje znacznie więcej; narodziła się pasja, której efektem są kolejne zagraniczne wyjazdy. Co ciekawe, narzędziem do odkrywania globu pozostaje mocno wyeksploatowany jednoślad kupiony za trzysta dolarów, który przetrwał już pięćdziesiąt tysięcy kilometrów. Jego estetyka to celowy, taktyczny zabieg, mający zniechęcać potencjalnych złodziei w odległych zakątkach Ziemi. Na dwóch kółkach przemierzył jak dotychczas między innymi sporą część Ameryki Południowej, Meksyk oraz kraje południowej i północno-zachodniej Afryki; kolarskie ślady zostawił także na Bliskim Wschodzie i w wybranych krajach Europy, takich jak Włochy, Niemcy czy Rumunia. Z kolei bez użycia dwóch kółek eksplorował chociażby Kanadę i Skandynawię, a także Australię czy Indie oraz Chiny.
Wielomiesięczne trasy to jednak przede wszystkim bliskie spotkania z lokalnymi społecznościami. Choć podróżnik odwiedził wiele uchodzących za przyjazne państw, największego wsparcia doświadczył w Iraku. Kraj, który w powszechnej świadomości wciąż boryka się z echem swojej historii, okazał się niezwykle gościnny; mieszkańcy i mieszkanki nie pozwalali turyście płacić za wyżywienie, otwierając przed nim drzwi własnych domów i demonstrując niespotykaną życzliwość.
Życie w drodze wiąże się jednak i z nieprzewidzianymi wyzwaniami. W Gwatemali spontaniczna próba skrócenia trasy przez gęsty busz skończyła się incydentem z miejscowymi, który wymusił szybką ewakuację w stronę autostrady, ostatecznie zaś chwycenie się naczepy przejeżdżającej ciężarówki; jak zaznaczał sam zainteresowany, jest to zaledwie jedna tego typu historia na dziesiątki tysięcy kilometrów spokojnej eksploracji. Plany kolejnych wyjazdów rodzą się zazwyczaj w chłodne, zimowe wieczory, a ich trasy często dyktują promocje na bilety lotnicze. Realizacja śmiałych pomysłów możliwa jest też dzięki wyrozumiałości pracodawcy oraz wsparciu zrzeszonej wokół niego internetowej społeczności.
Niezależnie od tego, w jakim zakątku świata akurat przebywa, kalendarz wojaży wyznacza jedna, nieprzesuwalna data. Dwudziestego lutego Kamil zawsze zjawia się w ojczyźnie, by wspólnie świętować urodziny syna i wręczyć mu pamiątkę z najnowszego wyjazdu. Kiedy zaś przebywa w Małopolsce, z równym entuzjazmem wsiada na rower; chętnie zachęca amatorów i amatorki turystyki do testowania lokalnych ścieżek, przypominając, że bezpieczna przygoda czeka często blisko domu.







