Ocalone dziedzictwo. Codzienność dawnej galicyjskiej wsi
Historia wygiełzowskiego muzeum na świeżym powietrzu rozpoczęła się w 1968 roku z inicjatywy doktorki Hanny Pieńkowskiej, konserwatorki zabytków ówczesnego województwa krakowskiego, która postanowiła ocalić od zapomnienia unikalne dziedzictwo budowlane Krakowiaków Zachodnich (zgodnie z podziałem wprowadzonym niegdyś przez Oskara Kolberga, grupę tę można było podzielić na Krakowiaków właściwych, Górniaków oraz Podgórzan). Na tle innych grup etnograficznych wyróżniali się oni nie tylko formą zamieszkania, ale i ubiorem; mężczyźni nosili charakterystyczne, białe sukmany - zwane "chrzanówkami" - oraz czerwone rogatywki z pawim piórem, z kolei nieodłącznym elementem kobiecego stroju były zdobione haftami bądź cekinami gorsety. Tamtejsze budownictwo opierało się z kolei na solidnych, zrębowych konstrukcjach, ze szparami ściśle uszczelnianymi mchem lub słomą, zewnętrznymi ścianami bielonymi wapnem - nierzadko wpadającymi w błękit - oraz czterospadowymi dachami krytymi strzechą.
Proces powstawania tego unikalnego kompleksu był niezwykle pracochłonny. W pierwszej kolejności do Wygiełzowa przeniesiono dom miejski z Chrzanowa (wzniesiony w 1804 roku) oraz XVIII-wieczny dworski spichlerz z Kościelca; stopniowo dołączały do nich kolejne obiekty, rozlokowywane w dwóch głównych sektorach: małomiasteczkowym oraz wiejskim. Na przestrzeni dekad zrekonstruowano tam również między innymi podcieniowy dom z Alwerni, zrębową olejarnię z Dąbrowy Szlacheckiej, chałupę biedniacką z Płazy czy zbudowaną w 1862 roku, dwutraktową chałupę sołtysią z Przegini Duchownej. Aktualnie ekspozycja obejmuje dwadzieścia siedem drewnianych obiektów, tworząc realistyczną, zatrzymaną w czasie osadę. Centralnym punktem pozostaje zaś zabytkowy drewniany kościół przeniesiony z Ryczowa, służący dawnym wspólnotom od początku XVII stulecia.
We wnętrzu wspomnianej świątyni najwyraźniej widać było sztywne podziały społeczne. Pierwsze rzędy ławek rezerwowano wyłącznie dla najbardziej majętnych rodzin (z sołtysem na czele), podczas gdy mieszkańcy i mieszkanki z uboższych warstw musieli zazwyczaj zadowolić się miejscem stojącym przy wejściu. Majątkowa przepaść nabierała niespotykanej ostrości za zamkniętymi drzwiami domostw. W odrestaurowanej izbie wspomnianej chałupy z Przegini Duchownej, należącej do Mikołaja Marchewki, wzrok przyciągają meble wzorowane na dworskich czy stół z intarsjowanym blatem.
Kacper Śledziński przypominał, że w uboższych domostwach, liczących na ogół tylko jedną izbę, nierzadko tłoczyło się nawet dziesięć osób. Zwyczajowo najstarsze pokolenie sypiało na piecu, najmłodsze - na słomie, a jedyne łóżko zajmowali gospodarz oraz gospodyni. Trudny los dyktował również niezwykle pragmatyczne reguły, które egzekwował gospodarz; to w jego rękach spoczywał podział pożywienia i wyznaczanie posłań, z których te najmniej wygodne stanowiły snopy słomy (chowane w ciągu dnia pod wspomnianym łóżkiem).
Zamek Lipowiec. Tajemnice niegdysiejszej biskupiej rezydencji
Tuż nad drewnianymi dachami skansenu, na wapiennym Garbie Tenczyńskim, wznoszą się natomiast ruiny Zamku Lipowiec. Z jego trzydziestometrowej, dawniej okrągłej, wieży - niegdyś potężnego, wolnostojącego stołpu stanowiącego ostatni punkt oporu - roztacza się niesamowity widok na Zator czy Oświęcim, a w pogodne dni również na pasma Beskidu Żywieckiego i Śląskiego. Strategiczne usytuowanie warowni zauważono już w dobie rozbicia dzielnicowego, kiedy to miała ona strzec kluczowego szlaku handlowego z Krakowa na Śląsk; najstarsze przekazy wiążą jej początki z rodem Gryfitów, następnie, w 1243 roku, włości te wykupił biskup krakowski - Jan Prandota - rozpoczynając wielowiekową zależność od kościelnych struktur administracyjnych.
Swój architektoniczny rozkwit (wyrażony między innymi w formie czteroskrzydłowego dziedzińca) zamek zawdzięcza jednak zaangażowaniu kolejnych krakowskich hierarchów - Wojciecha Jastrzębca (przyszłego prymasa Polski) oraz Zbigniewa Oleśnickiego (mianowanego później pierwszym rodzimym kardynałem), których rodowe herby wciąż tkwią w murach górnego dziedzińca. Marek Szymaszkiewicz zwracał uwagę, że kompleks ten funkcjonował niczym doskonale zorganizowany, samodzielny organizm - wyposażony w przestronne wozownie czy reprezentacyjne komnaty, a także przylegające do niego przedzamcze oraz kutą w skale studnię - przez co zapewniał dostojnikom najwyższy stopień komfortu.
Budowla ta miała jednak również drugie oblicze, Lipowiec długo wykorzystywany był wszak jako miejsce kościelnego odosobnienia - skrzydło zachodnie oraz niższe kondygnacje dawnej wieży służyły między innymi izolacji tych duchownych, którzy naruszali prawo kanoniczne, jak również osób posądzanych o innowierstwo. Pośród nich znalazł się między innymi Franciszek Stankar - włoski teolog, który związał się z ruchami reformacyjnymi; z jego pobytem w Lipowcu wiąże się zresztą powtarzana po dziś dzień legenda - w opuszczeniu murów miała mu bowiem pomóc córka zarządcy, potajemnie dostarczając sznury, po których ten bezpiecznie zsunął się w mrok nocy. W okolicy znane jest również inne podanie, opowiadające o zajeżdżającej na dziedziniec widmowej karecie biskupiej, która rozpływa się w powietrzu tuż po uderzeniu pioruna.
Zmierzch dawnej potęgi rozpoczął się w siedemnastym wieku, gdy po pożarze z roku 1629 oraz zajęciu zamku w latach 50. tego samego stulecia, mury poczęły systematycznie niszczeć (choć podczas wyprawy na Wiedeń zdążyły jeszcze ugościć króla Jana III). Kilkadziesiąt lat później Konstanty Felicjan Szaniawski - kolejny z biskupów Krakowa - postanowił o adaptacji części obiektu na dom poprawy dla duchowieństwa; w 1780 roku posiadłość stała się z kolei własnością państwową. Nabycie zamku przez prywatnych właścicieli nie odwróciło jego losu, zwłaszcza po kolejnej pożodze; od końca lat 40. XIX wieku niezamieszkany zamek popadał w zapomnienie. Pozostałości przetrwały do lat 50. minionego stulecia, zyskując ostatecznie prawną ochronę i specjalistyczną opiekę. Dziś wciąż imponujące fragmenty średniowiecznych murów dopełniają historię Wygiełzowa, tworząc przestrzeń, w której ludowa kultura i wielka historia tworzą nierozerwalną całość.








