Od "życia jak z obrazka" do domu na kołach
Jeszcze kilka lat temu mieli wszystko, co daje poczucie stabilizacji: dom, etaty w korporacjach, dzieci w szkole Montessori. Nic ich realnie nie uwierało - raczej brakowało czegoś więcej.
"Myśleliśmy, czy to jest wszystko, co można osiągnąć, czy można spróbować inaczej" - wspominał dziś w "halo tu polsat" Robert.
Impulsem była Kasia. To ona od dawna nosiła w sobie potrzebę zmiany, wyjścia poza schemat. Decyzja nie była łatwa - bo odwaga, jak sami mówią, nie polega na braku strachu, tylko na działaniu mimo niego. Początki były trudne, pełne nowości i niepewności, ale dziś jedno wiedzą na pewno, że powrót do dawnego życia byłby znacznie trudniejszy niż ciągła podróż.
Bliskość, która wszystko zmienia
W sieci Big Five Family kojarzona jest z filmem, który poruszył miliony - wzruszającym nagraniem z okazji urodzin jednego z synów. Kasia opowiada w nim o "ostatnich razach", które przemijają niezauważone, by na koniec podnieść rosłego, 14-letniego syna i poczuć, jak to jest brać go na ręce po raz ostatni.
"Ten filmik porusza tak samo za każdym razem i chyba to jest najpiękniejszy obraz tego, co w naszym podróżowaniu jest tak piękne - to, że jesteśmy blisko ze sobą i że dajemy czas naszym synom" - mówiła, siedząc na żółtej kanapie "halo tu polsat".
To właśnie relacje są dla nich fundamentem decyzji o życiu w drodze. Wspólne poranki, długie rozmowy, bycie razem bez pośpiechu i tysiąca rozpraszaczy. W świecie, który inwestuje w domy, samochody i kolejne "więcej", oni postawili na coś zupełnie innego.

Jak wygląda codzienność w drodze?
Dom Big Five Family jest niebieski. I nie byle jaki. To przerobiony woź techniczny Mercedesa, wcześniej używany w Niemczech do usuwania skutków klęsk żywiołowych. W środku - zamiast sprzętu - powstał funkcjonalny mikrodomek.
"Wymontowaliśmy wszystko i zbudowaliśmy w środku taki mały drewniany domek" - opowiadał Robert.
Rodzina swój pojazd nazywa "Blueboy". Podróżują nim już prawie pięć lat. Co ważne - zbudowali go sami, krok po kroku, ucząc się od innych podróżników. Sami go też naprawiają.
"Chłopcy widzą, że nie ma rzeczy, które mogą nas przerosnąć. Na wszystko jesteśmy w stanie znaleźć rozwiązanie" - mówił Robert.
Szkoła, praca i pieniądze - jak to działa?
Jedno z pierwszych pytań, jakie słyszą zazwyczaj, brzmi: a co ze szkołą? Chłopcy uczą się w trybie edukacji domowej i formalnie zapisani są do szkoły w Kalifornii.
"Możemy uczyć się tego, co czujemy, że jest nam potrzebne" - mówił najstarszy z synów. Jeden z nich już zaczął naukę pilotażu i ma za sobą pierwszy lot.
A praca? Rodzina sprzedając dom i cały majątek ruchomy, zbudowała sobie finansową poduszkę. Dziś utrzymują się jako twórcy internetowi - prowadzą konto The Big Five Family, sprzedają gadżety, a na finiszu jest ich pierwsza książka kucharska z kamperowymi przepisami, inspirowanymi miejscami, które odwiedzili. Kasia projektuje i szyje też ubrania podróżnicze.
Koszty życia? Zaskakująco niskie
"Woda zazwyczaj jest za darmo, prąd mamy z paneli słonecznych. Zostaje paliwo i jedzenie" - tłumaczą.
Przez te lata byli m.in. w Polsce, Turcji, Gruzji, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku. Od trzech lat krążą po Ameryce Północnej, zimy spędzając na meksykańskiej Baja, a lata w parkach narodowych USA. Nie są jednak w ciągłym ruchu - czasem zostają w jednym miejscu nawet trzy tygodnie, jeśli jest morze, wędki i dobrzy ludzie wokół. A ludzie pojawiają się cały czas.
"W Stanach codziennie poznaje się nowych ludzi. Jak stajemy na parkingu, zawsze ktoś podchodzi i pyta o auto" - opowiadał Tymon.
Kontakty z Polską też są - przez internet, telefony, rozmowy. Zgodnie przyznają, że najbardziej tęsknią za jedzeniem… i dziadkami.
Wolność, którą trzeba poczuć
Big Five Family nikogo nie namawiają do porzucania wszystkiego z dnia na dzień. Jak dziś podkreślali, sami wcześniej testowali krótsze wyprawy, wynajmowali kampera, sprawdzali, jak się w tym odnajdują.
"Ten moment podjęcia decyzji jest tak uwalniający, że możesz to wszystko puścić i spróbować czegoś innego. Wolność prawdziwa - tego nie da się opisać, to trzeba poczuć" - mówili.
Dziś na lato są w Polsce, a przed nimi nowy projekt - mniejszy kamper, "baby blueboy", kolejne wyzwanie i następny etap ich drogi. Bo jak pokazuje historia tej rodziny, marzenia naprawdę mogą stać się planami do zrealizowania.








