Od biurowej "klatki" do pełnej wolności
Jak sam przyznaje, rezygnacja ze stabilnej posady w agencji reklamowej nie wiązała się z teatralnym gestem rzucenia wypowiedzenia na stół. Zmiana kiełkowała w nim stopniowo, napędzana sentymentem z młodzieńczych lat; już w wieku szkolnym zdobywał z ojcem tatrzańskie Rysy, a w towarzystwie dziadka poznawał Europę w czasach, gdy przekraczanie granic wymagało anielskiej cierpliwości i paszportu kurczowo trzymanego w dłoni. Zrozumiawszy ostatecznie, że wyidealizowany moment na realizację marzeń najpewniej nigdy nie nadejdzie, wyruszył w swoją pierwszą wielką podróż, spędzając pół roku w Azji Południowo-Wschodniej. To, co początkowo miało być jedynie dłuższą przerwą od biurowej rutyny, płynnie zamieniło się w stały sposób na życie. Dziś Wojtkowski finansuje swoje kolejne eskapady poprzez organizację autorskich wypraw, rozmaite współprace oraz tworzenie internetowych treści, udowadniając, że tradycyjny etat z powodzeniem można zastąpić pracą zdalną z dowolnego zakątka globu.
Mając na koncie odwiedziny w blisko dziewięćdziesięciu państwach, podróżnik świadomie rezygnuje z drobiazgowego planowania. Wybierając się samotnie w nieznane, unika czytania popularnych blogów i oglądania internetowych relacji, przyswajając jedynie absolutne minimum informacji dotyczących kwestii wizowych i fundamentalnego bezpieczeństwa. Ów informacyjny detoks pozwala mu chłonąć nowe kultury bez narzuconego z góry bagażu cudzych opinii. Jan wierzy przy tym, że zdecydowana większość ludzi na świecie ma wyłącznie dobre intencje, a podróżowanie z biletem w jedną stronę gwarantuje pełną wolność w eksplorowaniu nietypowych miejsc (nawet jeśli ów brak kontroli kończy się czasem pomyleniem przewodnika w wietnamskim tłumie czy wielogodzinnym błądzeniem po najwyższych włoskich szczytach).
Najcenniejsza waluta współczesnego nomady
Nomadyczny tryb życia przybiera u niego niezwykle różnorodne formy. Choć wyjazdy solo sprzyjają nawiązywaniu autentycznych relacji z członkami i członkiniami lokalnych społeczności - co dla polskiego podróżnika stanowi absolutnie najcenniejszy aspekt każdego wyjazdu - równie chętnie odnajduje się on w roli lidera. Planowanie eskapad dla zorganizowanych grup pozwala mu czerpać ogromną satysfakcję ze spełniania cudzych marzeń i natychmiastowego dzielenia się zachwytem z otoczeniem. Życie w drodze to jednak również nieustanna sztuka godzenia się z tęsknotą za bliskimi. Wsparciem w tej materii niezmiennie pozostaje rodzina - mama Jana nigdy nie próbowała powstrzymywać go przed ryzykownymi wyprawami, a jej jedyną prośbą było regularne "meldowanie się". Dziś te relacje w dużej mierze przeniosły się do przestrzeni wirtualnej, a rodzicielka na bieżąco śledzi zmagania syna w mediach społecznościowych, co regularnie skutkuje publikowaniem materiałów oznaczonych zabawnym, lecz wymownym hasłem "mamo, nie patrz".
Zapytany o ulubione kierunki, Wojtkowski bez wahania wskazuje Indonezję - potężny archipelag o nieskończonym potencjale - oraz Stany Zjednoczone, wciąż zachwycające go niepowtarzalnym bogactwem dzikiej natury. Co ciekawe, mimo ewidentnej miłości do odległych lądów, z upływem czasu rytm jego wojaży ulega wyraźnej transformacji; wielomiesięczne podróże ustępują dziś miejsca krótszym, maksymalnie dwumiesięcznym, lecz znacznie bardziej świadomym wyprawom.
W poszukiwaniu życiowej równowagi nomada coraz chętniej zatrzymuje się również w ojczystych stronach. Najbliższe letnie tygodnie planuje spędzić w polskich Tatrach, celując jednocześnie w realizację wielkiego marzenia o wspólnym wejściu na słowacki Gerlach u boku ojca. Obowiązkowym punktem każdego powrotu zza granicy pozostaje natomiast wręczenie mamie kolejnego magnesu; ta niezwykła kolekcja rozrosła się już do tak gigantycznych rozmiarów, że kuchenne lodówki musiały ostatecznie ustąpić miejsca specjalnej magnetycznej ścianie.







