Paweł Mej ma nietypową pasję. W 10 godzin zebrał ponad 11 tys. opakowań
Paweł Mej jest maratończykiem, który biega bez butów i skarpet. Wystartował między innymi w maratonie w Nowym Jorku, a w Warszawie przebiegł maraton tyłem. W internecie znany jest jako "bosy biegacz". Jego historia nie ogranicza się jednak do sportu.
Mężczyzna zbiera butelki i puszki objęte systemem kaucyjnym. Nie robi tego wyłącznie dla siebie. Jak wyjaśnił w rozmowie z Filipem Chajzerem, chce w ten sposób upamiętnić swoich rodziców adopcyjnych, którym zawdzięcza wychowanie.
"To są moi adopcyjni rodzice, dla których biegnę boso, bo oni mnie wychowali na takiego człowieka, jaki jestem", powiedział Paweł.
Mężczyzna ma za sobą trudne doświadczenia zdrowotne. Przeszedł zapalenie opon mózgowych i zmaga się z problemami z błędnikiem. Nie przeszkodziło mu to jednak w rozwijaniu sportowej pasji ani w podejmowaniu kolejnych wyzwań.
17 września ustanowił rekord związany ze zbieraniem opakowań kaucyjnych. Jak opowiedział w programie, jednorazowo oddał 11 218 opakowań w ciągu 10 godzin. Po przeliczeniu zebranych kaucji uzyskał 5609 zł.
Nie zatrzymuje pieniędzy dla siebie. Pomaga najmłodszym i strażakom
Dla Pawła zbieranie opakowań to nie tylko sposób na zdobywanie pieniędzy. Mężczyzna postanowił przeznaczać część środków na wsparcie innych.
Filip Chajzer dopytywał, co stało się z pieniędzmi uzyskanymi podczas rekordowej zbiórki. Okazało się, że 24 piłki trafiły do szkoły w Baczkowie. Wsparcie otrzymali również strażacy z lokalnej jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej oraz koło gospodyń wiejskich.
Paweł przekazał strażakom 800 zł i zapowiedział, że zamierza dołożyć jeszcze kolejne środki. Koło gospodyń wiejskich otrzymało natomiast 300 zł.
To niejedyna sytuacja, w której mężczyzna wykorzystał swoją pasję, by pomóc innym. Podczas lokalnego święta gminy zebrał w ciągu pięciu godzin około 1500 opakowań, w tym 1100 kaucyjnych. Jak opowiedział, przyniosło mu to około 600 zł, choć musiał też ponieść koszt transportu zebranych butelek i puszek.
Marzy o największych maratonach świata. Przed nim długa droga
Paweł nie ukrywa, że zbieranie opakowań pomaga mu również realizować sportowe plany. Marzy o udziale w największych maratonach świata, między innymi w Londynie, Paryżu, Berlinie, Bostonie, Chicago i Tokio.
Skala wyzwania jest ogromna. Mężczyzna przyznał w rozmowie z Filipem Chajzerem, że na sfinansowanie wymarzonych startów potrzebowałby ponad 200 tys. opakowań. Sam przyznał, że zebranie takiej liczby jest bardzo trudne.
Mimo to nie rezygnuje. W jego przypadku każda butelka i każda puszka mogą przybliżyć go do realizacji celu. A przy okazji przynieść korzyść innym.
Filip Chajzer pokazał niezwykły finał. Bracia spotkali się po 30 latach
Najbardziej poruszający moment pojawił się jednak pod koniec rozmowy. Podczas realizacji reportażu okazało się, że Paweł spotka się ze swoim rodzonym bratem. Mężczyźni nie widzieli się od 30 lat.
"To jest rodzony brat Pawła. I dzisiaj dzięki telewizji Polsat i >>halo tu polsat<<, oni pierwszy raz widzą się po ilu latach?" - zapytał Filip Chajzer.
"Po trzydziestu"- padła odpowiedź.
Gdy bracia wreszcie stanęli naprzeciwko siebie, emocji nie dało się ukryć. Prowadzący zapytał, czy może ich przytulić. Obaj się zgodzili, a spotkanie zakończyło się wspólnym uściskiem.
Historia Pawła Meja pokazuje, że za pozornie zwyczajną aktywnością może kryć się znacznie więcej. Dla niego zbieranie butelek i puszek stało się sposobem na realizowanie marzeń oraz pomaganie lokalnej społeczności.
Zobacz też:
Nie tylko opony. Przed Wszystkimi Świętymi sprawdź to w swoim samochodzie
Nie tylko Zakopane. To miejsce na Słowacji zachwyca jesienią







