Po zachłyśnięciu się życiem online ludzie zaczynają czuć przesyt i zmęczenie. Wielu z nas brakuje zwykłych, normalnych interakcji z drugim człowiekiem. Nie za pośrednictwem telefonu i kamerki, ale w realu. Czasem mamy też dość imprez, hałaśliwych miejsc i powierzchownych relacji. Znużenie takim stylem życia czują też młodzi - to właśnie wśród osób z pokolenia Z coraz większą popularność zyskują spotkania nazwane z angielskiego "sotf socializing".
Soft socializing. Na czym właściwie polega nowy trend?
A co stoi za tą obcobrzmiącą nazwą? Mówić krótko, soft socializing to spotkania "bez ciśnienia", podczas których ludzie robią coś razem - układają puzzle, grają w planszówki, gotują, spacerują, idą na warsztaty ceramiczne albo spotykają się w klubie książki.
W czasie takich spotkań nie trzeba przez cały czas rozmawiać, zabawiać innych ani "robić atmosfery". Ważne jest tu wspólne bycie i działanie, nie trzeba się silić na rozmowę, jeśli nie ma się na nią ochoty. Interakcje dzieją się niejako "przy okazji", bo osią spotkania jest np. gra albo układanie puzzli. Nie zapadają więc chwilę niezręcznej ciszy, nikt nie głowi się, jakiego tematu lepiej nie poruszać, bo może kogoś dotknąć albo okazać się nie na miejscu. Ludzie są ze sobą, robią coś razem, ale socjalizacja nie jest głównym celem.
Zobacz też: Luksus znaczy już co innego. Od dziś nowe zasady hotelowych gwiazdek - co oznaczają dla turystów?
Planszówka, puzzle i wspólne gotowanie, a rozmowa dzieje się przy okazji
Dla dzisiejszych 40- i 50-latków podobne doświadczenie wcale nie jest egzotyczne. Ludzie z pokolenia X czy Baby Boomers pamiętają doskonale, że zanim każdy miał internet w kieszeni, wspólna aktywność często stawała się naturalnym "rusztowaniem" spotkania.
Kilka dekad temu ludzie odwiedzali się w domach, by razem posłuchać radia albo pooglądać telewizję. Pamiętam, jak na początku lat 90. moi rodzice spotykali się z sąsiadami, by grać z nimi w popularną grę planszową. Na studiach mieszkałam u starszej pani, do której przychodziły koleżanki, by wspólnie posłuchać radia, poczytać nowy numer lokalnej gazety, a przy okazji ugotować razem zupę.
Kiedyś nie nazywaliśmy tego trendem. Po prostu chodziliśmy do siebie
Na pewno wielu z was pamięta też spotkania ze studiów, gdy oszczędzało się na każdym kroku, a wizyta w restauracji należała do rzadkich przyjemności. Bardziej dostępne były spotkania w domach znajomych, z którymi robiło się spaghetti ze słoika i słuchało muzyki. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, tamte spotkania wpisywały się w dzisiejszy trend.
Być może więc soft socializing nie jest całkiem nowym zjawiskiem. Nowe jest przede wszystkim to, że po latach życia online znowu zaczęliśmy dostrzegać jego wartość. Wracamy więc do sposobu spędzania czasu, który kiedyś był czymś naturalnym. Do wieczorów, podczas których nie trzeba było mieć planu, rezerwacji ani specjalnego powodu, żeby się spotkać. Wystarczały karty, planszówka, paluszki, kanapki z serem albo makaron z sosem i ludzie, z którymi dobrze było po prostu pobyć.
Po latach życia online znowu chcemy po prostu pobyć razem
Dziś nazywamy to soft socializing, dodaliśmy do spotkań warsztaty ceramiczne, kluby książki i wieczory z puzzlami, ale idea pozostała właściwie ta sama. Szukamy miejsc, w których jest mniej hałasu, mniej presji, mniej bycia "na pokaz", a więcej zwyczajnej obecności. I chyba właśnie dlatego ten trend tak dobrze trafia także do osób, które pamiętają czasy sprzed smartfonów. Bo czasem to, czego najbardziej nam brakuje, wcale nie jest nowe. Po prostu na chwilę o tym zapomnieliśmy.







