Pragmatyzm i przetrwanie, czyli jak blaszana puszka okrążyła świat
Początki kultowej mielonki sięgają epoki Wielkiego Kryzysu - wtedy też amerykańskie przedsiębiorstwo George A. Hormel Company, funkcjonujące w branży przetwórstwa (i mieszczące się w minnesockim Austin, znanym dziś zresztą jako "SPAM Town USA"), borykało się z potężną nadwyżką mało popularnej wówczas łopatki wieprzowej. Jay Hormel, przejmujący stery po założycielu, dostrzegł jednak w tej sytuacji potencjał - postanowił więc przetworzyć zalegający surowiec i połączyć go z domieszką szynki oraz kilkoma dodatkami - w tym skrobią ziemniaczaną pełniącą funkcję spoiwa - a następnie zamknąć całość w próżniowym opakowaniu, w którym to podczas obróbki cieplnej naturalnie wytrącała się żelatyna. Wyrób ten - debiutujący 5 lipca 1937 roku - wymagał również chwytliwej nazwy; w rozpisanym konkursie - z nagrodą rzędu stu dolarów (co w przeliczeniu na dzisiejsze złotówki dałoby około dziewięciu tysięcy) - zwyciężył brat jednego z dyrektorów, Kenneth Daigneau, który zaproponował zbitkę wyrazową słów "spiced ham" ("przyprawiona szynka"), z której uformowano dźwięczny, łatwy do zapamiętania termin SPAM (choć sama firma po dziś dzień promuje rozwinięcie akronimu jako "sizzle, pork, and mmm", a więc "skwierczenie, wieprzowina i mmm").
Testem dla raczkującego wynalazku stały się lata czterdzieste ubiegłego stulecia; kaloryczność oraz trwałość SPAM-u sprawiły, że blaszane puszki błyskawicznie urosły do rangi filaru logistyki żywnościowej; aż do 1945 roku rozdysponowano ponad sto pięćdziesiąt milionów funtów tego prowiantu. W ramach szeroko zakrojonych programów wsparcia konserwy te nieustannie trafiały na stoły znacznej części globu, choćby do odciętej od regularnego zaopatrzenia Wielkiej Brytanii, gdzie stanowiły nieocenione źródło białka - smażone w cieście plastry (znane jako spam fritters) na stałe weszły do wyspiarskiego jadłospisu tamtych czasów (serwowane je między innymi w chip shopach, jako zamiennik ryb).
Po ustaniu globalnych zawirowań losy konserwy potoczyły się zgoła odmiennymi torami. O ile na Starym Kontynencie jej popularność zaczęła słabnąć - jako kojarzącej się z przymusowym racjonowaniem żywności - o tyle w części świata SPAM uległ niespodziewanej akulturacji. Na Hawajach - dzierżących dziś w Stanach Zjednoczonych palmę pierwszeństwa w spożyciu (wynoszącym siedem milionów puszek rocznie) - konserwę określa się mianem "Hawaiian steak" ("hawajskiego steka"); powodem owej popularności stało się niegdysiejsze ograniczenie działalności lokalnych społeczności rybackich - mieszkańcy i mieszkanki archipelagu potraktowali wówczas puszkowaną mielonkę jako wysoce cenny surowiec. Tam też narodziło się danie znane jako spam musubi, łączące opieczone plastry mięsa z ryżem i wodorostami na wzór japońskiego onigiri.
Podobne mechanizmy zadziałały na Filipinach, gdzie sprzedaje się rocznie ponad milion kilogramów tego wyrobu. Smażone kawałki mielonki wkomponowano tam w ramy tradycyjnych śniadań z ryżem i jajkiem, tworząc spamsilog, a sam producent wypuścił na azjatycki rynek słodkawą wersję (wzbogaconą arnotą właściwą). "Spamowy" scenariusz realizował się również w Korei Południowej - z tą różnicą, że z biegiem lat produkt ten awansował tam do rangi dobra niemal luksusowego. W połowie XX wieku, w obliczu powszechnych niedoborów, z resztek pozyskiwanych wokół amerykańskich baz tworzono potrawkę zwaną budae-jjigae - dziś eleganckie zestawy z ulepszoną mielonką stanowią zaś między innymi formę prezentu, wręczanego bliskim czy też partnerom oraz partnerkom biznesowym; niesłabnący popyt czyni Koreę drugim co do wielkości rynkiem zbytu na świecie.
Wyspiarska satyra i cyfrowa irytacja. Skąd wzięło się najsłynniejsze słowo w sieci?
Droga, którą przebyła nazwa popularnej konserwy, by stać się ostatecznie uniwersalnym synonimem uciążliwej poczty elektronicznej, wiedzie wprost przez brytyjską kulturę popularną. Brytyjskie znużenie nieustanną obecnością mielonki, wynikające z długoletniego racjonowania żywności, stworzyło doskonały grunt pod bezlitosną satyrę. W grudniu 1970 roku na antenie BBC wyemitowano kultowy skecz grupy Monty Python, którego akcja rozgrywała się w prowincjonalnej jadłodajni, gdzie niemal każda pozycja w menu zawierała amerykański "specjał" - absurd potęgowała obecność wikińskiego chóru, który donośnym śpiewem (z powtarzającą się frazą "lovely spam, wonderful spam" - "wspaniały SPAM, cudowny SPAM") permanentnie zagłuszał wszelkie prowadzone rozmowy. Natrętna monotonia została uchwycona w sposób bez mała zjawiskowy - nazwa konserwy padła w niespełna czterominutowym skeczu ponad sto trzydzieści razy, a po latach stała się inspiracją dla broadwayowskiego musicalu "Spamalot" (będącego w istocie sceniczną parodią legend arturiańskich).
Ów ładunek komediowy znalazł swoje cyfrowe ujście w latach osiemdziesiątych, w zamkniętych kręgach młodzieży akademickiej i osób zafascynowanych wczesnymi systemami informatycznymi. Użytkownicy oraz użytkowniczki tekstowych gier wieloosobowych oraz prymitywnych czatów błyskawicznie zorientowali się, że przy pomocy zautomatyzowanych skryptów mogą celowo paraliżować dyskusje - poczęli więc wypełniać współdzielone kanały dyskusyjne niekończącymi się powtórzeniami fraz z brytyjskiego skeczu. To natrętne zjawisko zyskało z biegiem czasu status czasownika - "to spam" oznaczało zalewanie serwerów bezużytecznymi partiami tekstu, które fizycznie uniemożliwiały normalną wymianę myśli, działając analogicznie do wspomnianego chóru.
Rozszerzenie tej hermetycznej terminologii na globalną skalę przyniosły zaś zdarzenia z początku lat dziewięćdziesiątych - pierwszy udokumentowany incydent w architekturze raczkującego Internetu miał miejsce w marcu 1993 roku i stanowił efekt niefortunnej awarii inżynieryjnej oprogramowania. Punktem zwrotnym, który na zawsze przedefiniował pojęcie wirtualnej przestrzeni, okazała się jednak komercjalizacja; w kwietniu 1994 roku para z branży prawniczej, Laurence Canter oraz Martha Siegel, zapragnęła wzbogacić się na pośrednictwie w państwowej loterii "zielonych kart" - wykorzystując umiejętności wynajętego programisty, rozesłali oni tysiące identycznych "reklam" do niemal wszystkich akademickich i hobbystycznych kanałów w ówczesnej sieci. Masowo powielane komunikaty wywołały gigantyczną kaskadę sprzętowych przeciążeń, doprowadzając do dotkliwych awarii wielu uniwersyteckich węzłów komunikacyjnych i obciążając dostawców infrastruktury potężnymi kosztami przesyłu danych.
Jawne dewastowanie cyfrowej etykiety doprowadziło ostatecznie do prawomocnego odebrania Laurence'owi Canterowi prawniczej licencji - co stanowiło historyczny precedens oparty na nieuczciwych taktykach informatycznych - niemniej jednak cyfrowa lawina ruszyła. W ciągu kilku miesięcy natrętny proceder przeniósł się z publicznych forów bezpośrednio do prywatnych skrzynek poczty elektronicznej (które "wzbogaca" po dziś dzień). Producent SPAM-u zareagował na ten specyficzny "kryzys wizerunkowy" z dystansem; przedsiębiorstwo odstąpiło od jakichkolwiek roszczeń - miast tego wprowadzono jedynie wewnętrzną zasadę, wedle której wyrób kulinarny miał być odtąd zapisywany konsekwentnie wielkimi literami ("SPAM"), podczas gdy cyfrowe śmieci opisywano na ogół jako "spam".
Puszka stworzona pragmatyczną myślą dała tym samym początek zjawisku, z którym cyfrowy świat zmaga się każdego dnia. Historia SPAM-u (i spamu) to niemal namacalny dowód na to, jak pozornie odległe od siebie światy potrafią splotem niezwykłych okoliczności zdefiniować współczesność.








