Od poznańskiego blefu do globalnego fenomenu. Jak babcie i dziadkowie trafili do kalendarza?
Styczniowe dni poświęcone babciom i dziadkom jawią się współcześnie jako kulturowe constans - niemal odwieczny element tradycji, wpisany w naturalny porządek pór roku. Ich rodowód okazuje się jednak zaskakująco niedawny, pozostając przy tym przykładem "tradycji wynalezionej". Polska geneza tego fenomenu nierozerwalnie splata się zaś z mistyfikacją, której nieświadomą twarzą stała się Mieczysława Ćwiklińska - po dziś uznawana za jedną z najwybitniejszych aktorek w dziejach Rzeczypospolitej. Historia ta nie kończy się jednak na "babci Mieci" - prowadzi też bowiem ku refleksji nad dziadkową drogą do własnych celebracji oraz pozwala spojrzeć na światowy kontekst senioralnych obyczajów.

"Szlachetna" mistyfikacja, czyli tort dla "babci Mieci" i jego kalendarzowe dziedzictwo
Geneza polskiej "edycji" Dnia Babci sięga realiów lat 60. ubiegłego wieku - wtedy też pojawiły się bowiem pierwsze (choć wyjątkowo nieśmiałe) plany uhonorowania seniorek w przestrzeni publicznej; te niezmiennie odgrywały wszak kluczową rolę w logistyce lwiej części rodzimych gospodarstw domowych. W 1964 roku tygodnik "Kobieta i Życie" rzucił na swych łamach hasło "zinstytucjonalizowania" wdzięczności, lecz inicjatywa ta - mimo nakładu oscylującego w okolicach pół miliona egzemplarzy - pozostała czysto życzeniowa; zabrakło iskry, która pozwoliłaby zakotwiczyć tę szlachetną ideę w konkretnej dacie.
Iskra rozbłysła jednak rok później - 21 stycznia 1965 roku w Poznaniu - za sprawą redakcji "Expressu Poznańskiego"; dziennikarze wielkopolskiej popołudniówki - Ryszard Danecki, Kazimierz Orlewicz i Kazimierz Flieger - postanowili wówczas przekuć publicystyczny postulat w fakt społeczny, wybierając metodę... niekoniecznie konwencjonalną. Nader wykwintną okazją stał się zaś gościnny występ legendy polskiej sceny - Mieczysławy Ćwiklińskiej. Nestorka teatru, licząca sobie wówczas 86 lat, wcielała się tedy w rolę Babki, w sztuce Alejandro Casony "Drzewa umierają stojąc" (była to jedna z ostatnich ról w jej karierze, kreowała ją zaś blisko półtora tysiąca razy), a postać, która z miłości do wnuka podtrzymuje skomplikowaną iluzję, okazała się idealnie rezonować z archetypem polskiej seniorki.
Po spektaklu redaktor Danecki wręczył artystce tort z napisem "Dla Babci" oraz kwiaty, posługując się przy tym... mistyfikacją. Poinformował bowiem wzruszoną aktorkę, że w Poznaniu od lat kultywuje się tradycję Dnia Babci, który to obchodzony jest właśnie 21 stycznia; ona sama uchodzi natomiast za honorową patronkę tego święta. "Pani Miecia" przyjęła ów hołd z niemałym entuzjazmem, co - dzięki obecności reporterskich obiektywów - usankcjonowało "nową-starą" tradycję. Mechanizm dyfuzji zadziałał błyskawicznie - informację podchwycił warszawski "Express Wieczorny", a w ciągu kilku lat data ta stała się kanonicznym elementem polskiego kalendarza.
Dwie dekady "spóźnienia". Między urodzinowym Foggiem a oświatowym pragmatyzmem
Podczas gdy Dzień Babci niemal z marszu zyskał status quasipaństwowego święta, Dzień Dziadka musiał poczekać na swoje miejsce... blisko dwie dekady. Dziadkowie wszak - wtłoczeni przez kulturowy dualizm w sztywne ramy surowego autorytetu - dużo rzadziej wpisywali się w sentymentalny charakter święta opartego na papierowych laurkach i wierszowanych deklamacjach.Luka ta zaczęła uwierać dopiero na przełomie dwóch kolejnych dekad, kiedy to telewizja publiczna podjęła próbę sformalizowania dziadkowego święta - jakkolwiek krystalizacja tej idei wymagała czasu. Jedną z najpoważniejszych propozycji stał się w międzyczasie 30 maja - dzień urodzin Mieczysława Fogga, nestora polskiej piosenki. Kandydatura ta, mimo sentymentu, została jednak odrzucona, za główną przyczynę tegoż należy zaś poczytywać pragmatyzm oświatowy - rozdzielenie Dnia Babci (obchodzonego już wówczas w styczniu) oraz Dnia Dziadka o cztery miesiące, a na dodatek "zbliżenie" tego drugiego do Dnia Matki, stanowiłoby bowiem dla szkolnych harmonogramów wyzwanie wręcz karkołomne.
Ostatecznie zwyciężył więc model "back-to-back" - "jeden po drugim", a Dzień Dziadka zaczął być obchodzony 22 stycznia. Polska stała się w ten sposób pionierką dość unikalnego rozwiązania - podczas gdy świat zmierza ku unifikacji (stawiając na łączne obchody), ta kultywuje separację, która paradoksalnie wzmacnia celebrację obu ról, tworząc de facto dwudniowy "festiwal seniorów".
Sacrum i profanum. Wielowymiarowa geografia senioralnych celebracji
Międzynarodowy kontekst świąt senioralnych to z kolei prawdziwa mozaika, w której przeplatają się najróżniejsze wpływy. I tak - amerykański National Grandparents Day, obchodzony we wrześniu (każdorazowo w pierwszą niedzielę po Święcie Pracy), ma genezę obywatelską, zaś jego matką chrzestną jest Marian McQuade z Wirginii Zachodniej - babcia ponad czterdzieściorga wnucząt. Marian, jako wolontariuszka w domach opieki, przez lata starała się jednocześnie przeciwdziałać samotności seniorów i seniorek, którzy nie mieli szczęścia, by spędzać jesień życia w równie troskliwym otoczeniu. Jej wieloletnie zabiegi doprowadziły ostatecznie do podpisania przez prezydenta Jimmy'ego Cartera - w roku 1978 - proklamacji ustanawiającej święto federalne; symbolem tegoż stała się zaś niezapominajka - kwiat apelujący o przywrócenie obecności tym, których zastąpiła cisza. Echa tej inicjatywy dotarły również do Kanady, gdzie od 1995 roku druga niedziela września poświęcona jest oficjalnemu uznaniu roli dziadków w strukturze rodziny.
Zupełnie inny rodowód święto to ma we Francji. Fête des grands-mères, obchodzone w pierwszą niedzielę marca, narodziło się bowiem w 1987 roku jako... inicjatywa marki kawy Café Grand'Mère (a więc "kawy babci"). Celem było zwiększenie sprzedaży produktu kojarzonego z domowym ciepłem, jednak Francuzi i Francuzki przejęli to święto, nadając mu własne znaczenia. Dziś, mimo komercyjnych korzeni, jest to dzień autentycznej celebracji. W nurt ten wpisuje się również szwajcarski Grosselterntag, "wymyślony" przez jeden z magazynów relatywnie późno - bo dopiero w 2016 roku - a celebrowany w drugą niedzielę marca, jak również brytyjska odsłona święta (Grandparents' Day, obchodzony w pierwszą niedzielę października), którą próbowano zaszczepić na Wyspach już w 1990 roku, choć szerszy oddźwięk zyskała dopiero dwie dekady później.
W krajach takich jak Hiszpania (gdzie obchodzi się Día de los Abuelos), Portugalia czy Brazylia ("dziadkoweo" święto zwie się tam Dia dos Avós) data jest z kolei pochodną kalendarza liturgicznego, a dzień poświęcony dziadkom obchodzi się tam 26 lipca - we wspomnienie Joachima i Anny (apokryficznych dziadków Chrystusa). Włochy (i ich festa dei nonni) natomiast, wprowadzając święto ustawą z 2005 roku, wybrały 2 października - dzień Aniołów Stróżów, co stanowić miało wdzięczną aluzję do ich opiekuńczej roli.
Najdłuższą i najbardziej sformalizowaną tradycją może pochwalić się jednak Japonia. Tamtejszy keirō no hi ("dzień szacunku dla starszych") wywodzi się z etyki konfucjańskiej i od 1966 roku jest świętem państwowym, wolnym od pracy, nierzadko stając się też początkiem shirubā wīku ("srebrnego tygodnia", obejmującego również shūbun no hi - "święto równonocy" oraz kokumin no kyūjitsu - "obywatelski dzień wolny"), co sprzyja logistyce rodzinnych odwiedzin. W tym ujęciu szacunek dla starszego pokolenia wykracza poza domową kurtuazję, stanowiąc usankcjonowany fundament ładu społecznego. Podobny, pragmatyczny rys odnaleźć można też na Tajwanie, gdzie zǔfùmǔ jié ("święto dziadków") obchodzi się w ostatnią niedzielę sierpnia - tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego, co podkreślać ma rolę seniorów w procesie edukacji.
Nakreślona mapa to zaledwie fragment szerszego archipelagu pamięci, na którym polska tradycja (przynajmniej w zakresie Dnia Babci) okazuje się zajmować pozycję pionierską. Niezależnie jednak od genezy, w epoce "płynnej nowoczesności" dziadkowie stają się kulturową kotwicą, spajającą przeszłość z przyszłością. Choć więc rodzimy obyczaj zrodził się z mistyfikacji, niesie uniwersalne przesłanie - w wyścigu o "jutro" nie wolno zgubić "wczoraj".
Zobacz też:






