Resztki dawnego świata. Narodziny i świetność rekordowej areny
Nim w 1955 roku po prawej stronie Wisły wyrosła elipsa stołecznej areny, będąca ziszczeniem ambicji ówczesnej władzy, przestrzeń ta pozostawała wolna od architektonicznego rozmachu - podmokłe nieużytki pokrywała jedynie niska drewniana zabudowa, uzupełniona o wzniesione u schyłku lat dwudziestych boiska klubu Makabi Warszawa (które ledwie kilkanaście lat później obróciły się w niwecz). Po roku 1945 losy praskiego wybrzeża zdefiniowała z kolei konieczność zagospodarowania milionów ton śródmiejskiego gruzu; teren ów stał się więc gigantycznym zwałowiskiem, które ostatecznie dało początek zrębom przyszłej konstrukcji.
Ideę wzniesienia centralnego obiektu sportowego połączono wówczas z inżynieryjnym pragmatyzmem - spiętrzone zgliszcza okazały się wszak stanowić gotową podbudowę pod projektowane trybuny; kiedy w 1953 roku Stowarzyszenie Architektów Polskich rozpisało więc konkurs na projekt olimpijskiego stadionu, zwyciężyła wizja Jerzego Hryniewieckiego, Zbigniewa Ihnatowicza oraz Jerzego Sołtana - zespołu, który zrezygnował z klasycznej konstrukcji na rzecz uformowania wału nośnego z zalegających na miejscu materiałów. Prace nabrały tempa rok później, kiedy podjęto decyzję o powierzeniu Warszawie organizacji V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów; w tym samym czasie zdecydowano też o konieczności przeprojektowania bryły w duchu socrealizmu, na co nie zgodzili się jednak Sołtan i Ihnatowicz (realizację dokończył ostatecznie Hryniewiecki, angażując do współpracy między innymi Marka Leykama oraz Czesława Rajewskiego). Projekt ów zyskał tym samym szerszy kontekst - szczątki minionej epoki dosłownie i w przenośni stały się bowiem fundamentem nowej rzeczywistości. Stadion Dziesięciolecia Manifestu Lipcowego oddano ostatecznie do użytku po ledwie jedenastu miesiącach budowy (co stanowiło wówczas rekord w przypadku obiektów podobnej wielkości) - 22 lipca 1955 roku, tego samego dnia, co Pałac Kultury i Nauki.
Uroczyste otwarcie stanowiło jeden z najważniejszych punktów programu wspomnianego festiwalu, którego rozmach miał świadczyć o (rzekomej) potędze Polski Ludowej; wówczas to na murawie rozegrano również premierowy mecz pomiędzy reprezentacjami Warszawy i (przemianowanych) Katowic. W kolejnych latach nowo powstała konstrukcja przejęła funkcję reprezentacyjnego stadionu stolicy (który pełnił dotychczas obiekt przy ulicy Łazienkowskiej), stając się gospodarzem najważniejszych krajowych wydarzeń sportowych: spotkań piłkarskiej reprezentacji Polski, finałów Pucharu Polski, lekkoatletycznych memoriałów Janusza Kusocińskiego, finiszów Wyścigu Pokoju czy międzypaństwowych zawodów lekkoatletycznych. Równolegle całość służyła także jako przestrzeń partyjnych wieców, rocznicowych celebracji, wielkich koncertów i innych masowych uroczystości, pozostając jednym z najbardziej wyrazistych symboli publicznego życia peerelowskiej stolicy. Ostatni występ piłkarskiej reprezentacji Polski odbył się tutaj 17 kwietnia 1983 roku, kiedy biało-czerwoni zremisowali z Finlandią, zamykając blisko trzy dekady historii, a przy tym otwierając ostatni rozdział dziejów obiektu.
Dziki kapitalizm w cieniu historii. Rozkwit i kres warszawskiej menażerii
W latach osiemdziesiątych czas świetności praskiej areny zaczął nieuchronnie mijać. Pozbawiona zadaszenia i regularnych remontów betonowa konstrukcja sukcesywnie niszczała, a przez pękające trybuny coraz śmielej przebijała się dzika roślinność.
Przełom w dziejach Stadionu Dziesięciolecia (podobnie zresztą jak i całego kraju) przyniósł jednak rok 1989; państwo, nie dysponując środkami na remont niszczejącego obiektu, wydzierżawiło teren prywatnej spółce - tak też narodził się Jarmark Europa, jeden z największych bazarów w tej części kontynentu. Na koronie stadionu (i okalających go błoniach) wyrosło tym samym potężne, ortalionowe królestwo, asortyment którego wymykał się wszelkim klasyfikacjom - tam też zaopatrywano się w pierwsze dżinsy, odtwarzacze wideo, zachodnie kosmetyki czy "markowe" obuwie, rekompensując sobie lata powszechnych niedoborów. Zapach smażonego w głębokim tłuszczu jedzenia mieszał się z wonią tanich dezodorantów oraz mokrego, rozmokłego kartonu, na którym stawano posłuszni, by przymierzyć wyczekane, "amerykańskie" spodnie. Z głośników dudniły przeboje disco polo, zlewając się z zachodnim eurodance'em. Z biegiem lat bazar na dawnym stadionie rozrósł się w wielokulturowy organizm - ramię w ramię handlowali tu Polki i Polacy, a także przybysze i przybyszki z rozmaitych zakątków świata; to na koronie Jarmarku Europa społeczność wietnamska skutecznie kształtowała kulinarne nawyki Warszawy, serwując zupę pho czy sajgonki wprost z prowizorycznych stanowisk, zadaszonych kawałkiem foliowej plandeki.
Ten wielobarwny, pełen życia krajobraz miał jednak swoje ciemniejsze oblicze - targowisko na Stadionie Dziesięciolecia funkcjonowało w dużej mierze poza oficjalnym obiegiem finansowym. W labiryntach straganów kwitł handel nielicencjonowanym oprogramowaniem i kopiowanymi kasetami, a codzienne, nieewidencjonowane obroty gotówkowe przyciągały grupy poszukujące łatwego zysku. Dla dorastających wówczas roczników, betonowa elipsa pełniła jednak nade wszystko funkcję szeroko otwartego okna na globalną popkulturę. To właśnie w tym miejscu, tuż pod zrujnowanymi trybunami, kształtowały się gusta muzyczne i gamingowe całego pokolenia, tam "kupowało się tu GTA, no i Eminema album nowy". Na turystycznych łóżkach piętrzyły się setki tłoczonych płyt CD, dyskietek z hitowymi grami na pierwsze komputery oraz kaset VHS, do których amatorskiego lektora dogrywano nierzadko w domowych warunkach. Kosmopolityczny chaos Jarmarku pozwalał na fizyczne dotknięcie zachodniego mitu - nawet jeśli był on jedynie tanią, zafoliowaną podróbką.
Likwidacja warszawskiego tygla wydawała się jedynie kwestią czasu, jednak przynoszące zyski "imperium" trwało przez lata. Ostateczny impuls do zmian nadszedł dopiero z zewnątrz, gdy Polsce powierzono współorganizację mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku. Handlujących stopniowo relokowano, a na teren wjechał ciężki sprzęt, by ostatecznie zrównać z ziemią wysłużony obiekt i zrobić miejsce dla nowoczesnej areny.
Koniec Stadionu Dziesięciolecia przyniósł jednak niezwykłą puentę. Ziemia i gruz, z których w latach pięćdziesiątych usypano wały - stanowiące wszak fizyczne szczątki historycznej zabudowy stolicy - nie zostały wywiezione. Po odpowiednim utwardzeniu wkomponowano je w fundamenty dzisiejszego Stadionu Narodowego. Ocalała również "Sztafeta" - rzeźba, która po odrestaurowaniustoi dziś przed bramami obiektu. Patrząc na nią, trudno oprzeć się wrażeniu, że dzieje tego jednego miejsca stanowią w istocie najkrótszą historię samego państwa - od budowanego na gruzach, mocarstwowego pomnika, przez gorączkę rodzącego się kapitalizmu, aż po szklano-stalową współczesność.








