Zbliża się majówka i sopockie molo znów stanie się mekką turystów. Można zakładać, że bez względu na pogodę półkilometrowa wizytówka Sopotu przeżyje prawdziwe oblężenie gości.
Bo sopockie molo to miejsce szczególne, z ciekawą historią i klimatem. I choć wielu utyskuje na tłok w tym miejscu, są dni, gdy drewnianym pomostem spaceruje się spokojnie, sycąc zmysły widokami, zapachem morskiej bryzy i promieniami słońca.
Do niedawna najdłuższe molo w Europie. Kto odebrał Sopotowi palmę pierwszeństwa?
Do 2024 roku mogliśmy się chwalić, że sopockie molo jest tym najdłuższym w Europie. Żaden kurort nie miał równie imponującego wyjścia w morze. Nasze molo liczy bowiem 511,5 m, z czego aż 458 wychodzi w morze, w głąb Zatoki Gdańskiej. Wraz z przystanią morską "Molo" tworzy jedną z największych, jeśli nie największą, atrakcję miasta.
W 2024 roku sopockie molo utraciło pozycję lidera na rzecz nowopowstałego obiektu, znajdującego się również nad Bałtykiem, a dokładnie w miejscowości Prerowo (Ostseebad) w Niemczech. Tamtejsze molo, zbudowane na 87 betonowych palach mierzy 720 m długości. Jest więc dłuższe od sopockiego, ale nasze molo nadal pozostaje najdłuższym drewnianym obiektem tego typu w Europie.
A jeśli mowa o długości - nie wszyscy wiedzą, że fakt, iż molo wbija się w morze aż na pół kilometra, sprawia, że spędzanie na nim czasu ma dodatkowe walory zdrowotne. Jak to możliwe?
Na końcu jest więcej jodu niż na plaży
Jednym z powodów, dla których Bałtyk jest tak bardzo popularny, jest morski klimat i obecność jodu, który ma ogromne znaczenie dla naszego organizmu.
Pierwiastek ten wspiera pracę tarczycy, a więc wpływa na metabolizm, energię, temperaturę ciała i ogólne samopoczucie. Nic dziwnego, że morski klimat działa jak naturalny reset - zwłaszcza dla tych, którzy potrzebują wzmocnienia i chwili oddechu. Co ciekawe, właśnie nad Bałtykiem stężenie jodu w powietrzu jest wyjątkowo wysokie, szczególnie blisko brzegu - do około 300 metrów od linii wody. Najwięcej "dobrego powietrza" złapiemy wtedy, gdy morze jest wzburzone, a wiatr niesie drobinki rozbijających się fal. Dlatego spacer po sopockim molo czy plaży w wietrzny dzień to nie tylko przyjemność, ale i mała, naturalna inhalacja.
Jak czytamy na stronie wsopocie.eu:
"spacerowicze i turyści chętnie odwiedzają to miejsce również ze względów zdrowotnych, gdyż stężenie jodu w miejscach najdalej wysuniętych w morze jest dwukrotnie wyższe niż na lądzie".
Trudno o lepszą reklamę tego miejsca, prawda?
Na zimę pomost rozbierano
Sopockie molo ma długą historię. Pierwszy pomost, krótki, bo liczący zaledwie 31,5 metra, powstał tu w 1827 roku. Za jego budową stoi szereg decyzji podjętych przez Jana Jerzego Haffnera, francuskiego lekarza, który przyjechał do Gdańska na początku XIX wieku i szybko dostrzegł potencjał nadmorskich terenów.
To z jego inicjatywy powstały pierwsze łazienki do kąpieli morskich w regionie, a wkrótce potem zaczął przekształcać niewielki Sopot, liczący zaledwie kilkuset mieszkańców, w zalążek kurortu. W 1823 roku otrzymał zgodę na założenie kąpieliska i na własny koszt stworzył dom kuracyjny oraz infrastrukturę do kąpieli - zarówno zimnych, jak i gorących. Sadził drzewa, wyznaczał zasady funkcjonowania uzdrowiska i konsekwentnie budował jego charakter. Miejscowi nazywali go "wesołym francuskim doktorem", a dziś uznaje się go za jednego z ojców założycieli Sopotu, który przyczynił się też do powstania zalążka sopockiego molo.
Do końca XIX wieku 30-metrowe molo, które - jak czytamy na stronie pomorskie.travel - było demontowane na zimę, by uchronić je przed niszczącą siłą sztormów, zostało wydłużone do 150 m, a w 1910 roku mierzyło już 315 m. Kształt, jaki dziś znamy, obiekt uzyskał w latach 1927-1928, zbudowano wtedy Skwer Kuracyjny. Żelbetonowa głowica molo powstała zaś w latach 90. XX w.
Na początku molo pełniło funkcję lokalnej przystani. Gdy rozbudowano uzdrowisko, stało się miejscem rekreacyjnym.

Patelnia i ostroga
Specyficzny kształt obiektu wyznaczają przestrzenie o swojsko brzmiących nazwach - najszersza część molo, która znajduje się w całości nad plażą, to patelnia, zaś odchodząca niego w szczycie boczna odnoga jest nazywana ostrogą. Mierzy 132 metry długości i 5,5 metra szerokości.
15 lat temu przy molo powstała marina dla ponad 100 jachtów. W ostatnich latach obiekt ten był jeszcze bardziej rozbudowywany - wszystko po to, by żeglarzom oddać do dyspozycji nie tylko nowy pomost pływający (długi na 100 metrów), ale i pawilon z szatniami, toaletami i przechowalnią sprzętu, a także nową rampę do wodowania.
W planach jest też zmiana żółtego logotypu widniejącego nad wejściem do obiektu. Już niedługo ma go zastąpić szyld nawiązujący do wiszącego tam wcześniej neonu.

Jak widać molo w Sopocie wciąż się przeobraża i upiększa, dostosowując do potrzeb napływających tu turystów, ale i ludzi morza.
"Pomost na palach rzucony w morze i ubrany ławkami"
W 1859 Narcyza Żmichowska pisała o Sopocie, że jest w nim "cichość, swoboda, czas wolny". Wkrótce potem Jadwiga Łuszczewska używająca pseudonimu Deotyma, tak opisywała swe wrażenia z pobytu w kurorcie: "Jest to pomost na palach rzucony w morze i ubrany ławkami. Tam podróżni najtłumniej się garną, są godziny, w których przecisnąć się nie można na nadwodnym ganku".
"Nadwodny ganek" nie był jeszcze wtedy tak imponującą budowlą, jaką jest dziś. W 2026 roku trudno by nazwać sopockie molo tym określeniem, bardziej przypomina bowiem trakt, niż ganek. Jedno pozostało niezmienne - pomost "ubrany ławkami" nieustannie przyciąga, zachęca do spacerów i rozkoszowania się naturą, zachęca, by zwolnić, wystawić twarz do słońca i pobyć tu i teraz. Czego wszystkim życzymy, nie tylko na nadchodzącą majówkę.
Źródła: wsopocie.eu; pomorskie.travel










