"Łza na policzku czasu". O słodko-gorzkim losie Tadź Mahal (i jego niepewnej przyszłości)
Choć na mapie Indii widnieje ponad czterdzieści punktów, które wpisano na listę światowego dziedzictwa (wśród nich odnaleźć można zaś choćby monumentalny Czerwony Fort czy mistyczne jaskinie Adżanty), żaden z nich nie zdołał zdominować zbiorowej wyobraźni z siłą, z jaką uczyniła to wznosząca się nad brzegiem Jamuny sylwetka Tadź Mahal. Rabindranath Tagore - pierwszy nieeuropejski laureat literackiego nobla - określił go niegdyś mianem "łzy na policzku czasu", trafnie oddając dualizm tej marmurowej struktury, będącej tyleż pomnikiem nieskończonej miłości, co kamiennym wyrazem żałoby. Niemniej ograniczenie narracji jedynie do sfery uczuć - choć kuszące - nie pozwoli w pełni dostrzec wielowymiarowej głębi tegoż.

Mauzoleum to - blisko dwie dekady temu uznane za jeden z "nowych cudów świata" - po dziś dzień uchodzi za szczytowe osiągnięcie architektury mogolskiej, pozostając syntezą tradycji perskich, indyjskich i islamskich, a także inżynieryjnym majstersztykiem rzucającym wyzwanie grząskim piaskom nadrzecza. Współczesność dopisała jednak do tej historii smutny epilog - czyniąc z "niebiańskiego ogrodu" niemego świadka ekologicznej zapaści.
Krótka historia wielkiego uczucia. Od Ardżumand do "Perły Pałacu"
Historia Tadź Mahal zaczyna się na początku XVII wieku - w czasach świetności Państwa Wielkich Mogołów - kiedy to młody książę Khurram - późniejszy Szahdżahan - ujrzeć miał na jednym z dworskich targów Ardżumand-banu Begam, siostrzenicę cesarzowej Nur Dżahan. Spotkanie to, opisywane w części źródeł jako "moment natychmiastowej fascynacji", zapoczątkowało relację, która w 1612 roku została usankcjonowana węzłem małżeńskim. Ardżumand nazwano wówczas "Mumtaz Mahal" - "Wybranką Pałacu" (lub - w innych tłumaczeniach - "Perłą Pałacu"); nadanie tego imienia nie było przy tym gestem wyłącznie retorycznym, gdyż szybko stała się ona centralną postacią w życiu cesarza, dystansując inne żony.
Relacja ta wykraczała jednocześnie poza standardy epoki i rolę "tradycyjnej małżonki" w ówczesnym rozumieniu - Mumtaz pełniła bowiem funkcję najbliższej powiernicy Szahdżahana w sprawach wagi państwowej. O skali zaufania świadczy fakt, że ten powierzyć miał małżonce cesarską pieczęć - bez której niemożliwe stawało się nadanie mocy sprawczej woli władcy.
Kres blisko dwudziestoletniego małżeństwa nadszedł 17 czerwca 1631 roku w Burhanpur - ledwie trzydziestoośmioletnia Mumtaz Mahal zmarła bowiem w wyniku komplikacji towarzyszących czternastemu porodowi. Utrata ukochanej z żon wprowadziła Szahdżahana w stan emocjonalnego paraliżu - o czym świadczyć może choćby wyjątkowo długi okres żałoby narzucony niejako całemu imperium.
Cena nieśmiertelności. O marmurowym kolosie na drewnianych nogach
Rok po śmierci Mumtaz rozpoczęła się realizacja architektonicznej wizji, która miała wkrótce zdefiniować mogolskie dziedzictwo (pomimo ściśle osobistej genezy tego projektu). Budowa kompleksu trwała około dwóch dekad i zaangażowała gigantyczną siłę roboczą (szacowaną na około dwadzieścia tysięcy rzemieślników); do transportu materiałów, w tym marmuru z odległej o setki kilometrów Makrany, wykorzystywano zaś podobno tysiąc słoni. Koszt przedsięwzięcia okazał się astronomiczny - próby przełożenia tegoż na współczesną wartość, choć jedynie szacunkowe, oscylują na ogół w okolicach miliarda dolarów (co stało się zresztą jednym z zarzutów, które pod adresem Szahdżahana wysuwał jego syn - Aurangzeb).
Najbardziej fascynującym, a zarazem najmniej widocznym aspektem konstrukcji, pozostaje nowatorski system fundamentowy, który pozwolił na wzniesienie tak masywnego kolosa na grząskim, piaszczystym brzegu rzeki. Zastosowano wówczas technikę głębokich studni wypełnionych gruzem i żelazem, które połączono konstrukcją z hebanowego i mahoniowego drewna; woda rzeczna, odcinając dopływ tlenu, zapobiegała procesom gnilnym, a drewno zapewniało elastyczność niezbędną do absorpcji drgań sejsmicznych. Paradoksalnie stabilność kamiennego symbolu wieczności zależy więc od kondycji drewnianych elementów, ukrytych głęboko pod ziemią, które to pozostają całkowicie uzależnione od poziomu wód Jamuny.
Warto przy tym odnotować, że Mumtaz Mahal "przybyła" do Agry (tam wszak ulokowano Tadź Mahal) na długo przed ukończeniem prac nad główną bryłą grobowca. Jej ciało, pierwotnie złożone tymczasowo w ogrodzie w Burhanpur, przewieziono na miejsce pod koniec 1631 roku, podczas gdy ostateczny kształt całego założenia - wraz z ogrodami i budynkami towarzyszącymi - osiągnięto dopiero w roku 1653.
Zmierzch życia pomysłodawcy przedsięwzięcia naznaczony był jednak gorzką ironią. Niedługo po ukończeniu budowy, w 1658 roku, Szahdżahan został zdetronizowany przez własnego syna, wspomnianego już Aurangzeba i osadzony w pobliskim Czerwonym Forcie. Tam też dokonał żywota 22 stycznia 1666 roku, by spocząć ostatecznie w sercu mauzoleum, które wbrew pierwotnym planom stało się "wspólnym domem".
Iluzja absolutu, czyli perfekcja z pęknięciem w symetrii
Kompleks Tadź Mahal (nazwa ta może stanowić zniekształcenie tytułu Mumtaz i bywa tłumaczona jako "koronny pałac") zaprojektowano jako ziemskie odbicie koranicznego raju, z centralnym ogrodem w stylu czahar bagh (opartym na planie czterech kwadrantów), podzielonym kanałami wodnymi symbolizującymi zaświatowe rzeki. Innowacją w tamtym czasie było przesunięcie głównego mauzoleum na sam koniec ogrodu, na platformę nad brzegiem rzeki, co pozwoliło na włączenie Jamuny do kompozycji krajobrazowej i stworzenie efektu budowli "zawieszonej" między niebem a wodą. Architekci wykazali się niezwykłym zrozumieniem ludzkiej percepcji, stosując szereg zaawansowanych technik optycznych w celu nadania kompozycji wrażenia idealnej harmonii.
Dominantę bryły stanowi gigantyczna, cebulasta kopuła typu amrud - termin ten wywodzi się z języka perskiego i oznacza guawę, której pękaty kształt stał się inspiracją dla architektonicznej formy zwieńczenia. Dzięki zastosowaniu podwójnej konstrukcji zyskuje ona na objętości z zewnątrz, zachowując proporcjonalne wnętrze.
Cztery smukłe minarety otaczające główną platformę nie stoją zaś w idealnym pionie, lecz są celowo lekko odchylone na zewnątrz; zabieg ten koryguje złudzenie optyczne, które sprawiałoby, że wieże zdają się pochylać ku środkowi, a jednocześnie zabezpiecza kopułę w przypadku trzęsienia ziemi (wieże przewróciłyby się bowiem na zewnątrz). Inskrypcje koraniczne zdobiące fasadę są kolejnym przykładem kunsztu, gdyż litery znajdujące się na wysokości kilkudziesięciu metrów wydają się tej samej wielkości co te na poziomie wzroku, dzięki zastosowaniu skomplikowanej korekty perspektywy i przeskalowaniu pisma. Dynamiczna percepcja skali widoczna jest również przy przechodzeniu przez Wielką Bramę - budynek paradoksalnie "maleje" i oddala się w miarę zbliżania, co podkreślać ma nieosiągalność "boskiego majestatu".
Najbardziej wyrafinowanym elementem dekoracyjnym zdaje się jednak technika pietra dura, polegająca na precyzyjnym inkrustowaniu białego marmuru tysiącami kamieni półszlachetnych, takich jak lapis lazuli, jadeit czy turkus, sprowadzanych z najdalszych zakątków ówczesnego świata. Marmur z Makrany, dzięki swoim właściwościom półprzezroczystym, reaguje na zmieniające się światło, przybierając odcienie od różu o świcie po mleczną biel w południe. O maestrii wykonania świadczy też fakt, że iluzję trójwymiarowości osiągano poprzez misterne spasowanie niezliczonych drobin kamieni w ramach jednego detalu - zamienia to marmurowe elewacje w inkrustowaną szkatułę o tytanicznych wręcz proporcjach.
W "świątyni idealnej symetrii" istnieje jednak jeden, znaczący wyłom. W głównej komorze, obok centralnie usytuowanego cenotafu Mumtaz Mahal, umiejscowiono - lokując je "z boku" - kenotafium samego Szahdżahana. To jedyny asymetryczny element całego kompleksu, będący niemym dowodem na to, że mauzoleum to projektowano dla jednej osoby.
Rzeczywistość poza kadrem. O ciemnej stronie nieskazitelnej bieli
Podczas gdy Tadź Mahal lśni na zdjęciach nieskazitelną bielą, rzeczywistość wskazuje na głęboką zapaść ekologiczną, która trawi współczesne Indie. Jamuna, niegdyś integralna część estetyki kompleksu, obecnie uznawana jest za rzekę niemal martwą na odcinku przepływającym przez Agrę; do jej koryta nieustannie trafiają miliony litrów nieoczyszczonych ścieków oraz chemicznych odpadów przemysłowych. Zanieczyszczenie to doprowadziło do rozrostu populacji owadów z rodziny ochotkowatych, które masowo lęgną się w wodzie pozbawionej ryb i obsiadają marmurowe ściany, pozostawiając trudne do usunięcia zanieczyszczenia, co zmusza z kolei do ciągłego czyszczenia powierzchni, a w dłuższej perspektywie może doprowadzić do mikrouszkodzeń polerowanego kamienia.
Jeszcze poważniejszym zagrożeniem pozostaje stan powietrza - to powoduje wszak postępującą degradację chemiczną fasady; emisje spalin i dymu tworzą w reakcji z wilgocią kwasy, wywołujące erozję i żółknięcie fasady. Ponadto, obniżający się poziom wód w Jamunie zagraża drewnianym fundamentom, które w przypadku wyschnięcia mogą ulec degradacji - wywołując destabilizację całej struktury; eksperci i ekspertki alarmują, że mauzoleum może mieć naturalną tendencję do zsuwania się w stronę koryta rzeki.
Bezpośrednie otoczenie Tadź Mahal stanowi z kolei wyjątkowo jaskrawy kontrast dla przepychu mauzoleum, będąc gęsto zaludnionym labiryntem zmagającym się z problemami typowymi dla podobnych enklaw materialnego niedostatku. Oczekujący romantycznej atmosfery nieustannie zderzają się więc z górami śmieci zalegającymi pod murami "światowego dziedzictwa".
Tadź Mahal pozostaje więc fascynującym paradoksem - historycznie jest świadectwem miłości tak potężnej, że zdolnej zrujnować imperialny skarbiec; współcześnie staje się zaś lustrem cywilizacyjnych zaniedbań. Odwiedzający to miejsce stają nie tylko przed grobowcem Mumtaz Mahal, ale i przed lekcją o kruchości piękna, które bez troski o środowisko naturalne i tkankę społeczną może z czasem zamienić się w pył.
Zobacz też:






