Kadry z tego filmu zna chyba każdy, a kilka scen przeszło do historii polskiego filmu w randze kultowych. "Noce i dnie" Jerzego Antczaka z 1975 roku były - jak byśmy dziś powiedzieli - hitem. Przyciągnęły do kin miliony, przyniosły sławę i popularność wielu aktorom, a nade wszystko rozkochały w sobie widzów, którzy na powieść Marii Dąbrowskiej nie patrzyli już inaczej, niż przez pryzmat ekranizacji.
Myślisz "Noce i dnie", widzisz Barańską i Bińczyckiego
Niewykluczone, że jeśli ktoś z czytających ten tekst pisał kiedyś na maturze wypracowanie na temat "Nocy i dni" Marii Dąbrowskiej, myśląc o głównych bohaterach powieści, miał przed oczami Jadwigę Barańską i Jerzego Bińczyckiego - aktorów, którzy wcielili się w bohaterów ekranizacji powieści zarówno w jej filmowej, jak i serialowej wersji z lat 70.
Barańska w roli Barbary Niechcicowej była naturalnym wyborem reżysera, prywatnie męża aktorki. Antczak nie wyobrażał sobie innej Basi i trzeba przyznać... że my również. Nieco inaczej wygląda historia z obsadzeniem drugiej głównej roli - Bogumiła miał najpierw zagrać Stanisław Jasiukiewicz. Jednak z powodu choroby nie mógł się podjąć tego wyzwania, dlatego reżyser zaproponował ją Józefowi Nowakowi. Aktor odmówił, w tej sytuacji reżyser zdecydował się zaangażować aktora, którego poleciła mu Barbara Ptak, wybitna kostiumolożka i scenografka teatralna oraz filmowa, autorka kostiumów do "Nocy i dni". Był nim właśnie Bińczycki, który zachwycił Antczaka w "Szewcach" w reżyserii Jerzego Jarockiego.
Adaptacja powieści o wielu wątkach i ogromem bohaterów nie była łatwym zadaniem. Antczak konsekwentnie poprawiał scenariusz, który był odrzucany przez dyrektora artystycznego Zespołu Filmowego "Kadr", Jerzego Kawalerowicza. W sumie praca nad scenariuszem zabrała mu aż trzy lata.
W końcu Kawalerowicz zgodził się na nakręcenie filmu - podobno reżyser miał go przekonać, opowiadając pierwsze trzy minuty filmu.

Gwiazdorska obsada
Zamiast pytać, kto zagrał w "Nocach i dniach", lepiej byłoby zapytać, kogo z wielkich aktorów lat 70. na planie nie było. Widzowie mogli bowiem zobaczyć genialną, gwiazdorską obsadę - oprócz Barańskiej i Bińczyckiego w "Nocach i dniach" zagrali między innymi Jerzy Kamas, Elżbieta Starostecka, Barbara Ludwiżanka, Stanisława Celińska, a także Jan Englert, Kazimierz Mazur, Olgierd Łukaszewicz, Andrzej Seweryn, Karol Strasburger czy Beata Tyszkiewicz. A to tylko część mistrzowskiej obsady, którą widzowie pokochali i która przyciągnęła do kin prawdziwe tłumy.
Spanie na sianie
Praca na planie produkcji była wielkim wyzwaniem dla całej ekipy. Wkrótce po tym, jak ruszyły zdjęcia, spora część zespołu została wymieniona. Praca była wyczerpująca - sceny zbiorowe kręcono po kilka godzin dziennie, mnóstwo czasu zabierała charakteryzacja i praca nad scenografią. Zdjęcia odbywały się w wiejskich plenerach (dokładnie w państwowym gospodarstwie rolnym Seroczyn koło Siedlec), gdzie wybudowano dworek nawiązujący do tych, w jakich mieszkali bohaterowie powieści Dąbrowskiej.
Aktorzy musieli być przygotowani na spartańskie warunki - mieli spać w chałupach i myć się w wodzie ze studni. Aby oddać ducha historii i by sceny były realistyczne, w Seroczynie stworzono też duży ogród, nasadzono kapustę, a część pola obsiano zbożem.
Kultowa scena z nenufarami
Jedną z najbardziej ikonicznych scen w filmie "Noce i dnie" jest moment, w którym Józef Toliboski (Karol Strasburger) zrywa nenufary, stojąc po pas w wodzie dla ukochanej Barbary (Jadwiga Barańska). Ta romantyczna sekwencja, dziś uznawana za symbol całej produkcji, powstała w wyjątkowych okolicznościach - kręcono ją w ostatniej chwili w malowniczym stawie w Kołodziążu, na terenie obecnego rezerwatu Kulak.
Co ciekawe, Jerzy Antczak odnalazł to miejsce zupełnie przypadkiem, wracając po dniu zdjęciowym i był nim tak zachwycony, że niemal natychmiast zdecydował się zmienić plany produkcyjne. Jak wspominał, widok tego krajobrazu wywołał w nim ogromne emocje i poczucie, że właśnie znalazł idealne tło dla jednej z kluczowych scen filmu. Realizacja nie była jednak łatwa - zdjęcia odbywały się pod presją czasu, bo koniec czerwca oznaczał szybkie przekwitanie nenufarów, a dodatkowym wyzwaniem okazały się… pijawki, które zaatakowały aktora tuż po rozpoczęciu ujęcia. Mimo trudności scena weszła do historii polskiego kina jako jedna z najbardziej rozpoznawalnych i romantycznych.
W sumie produkcja "Nocy i dni" kosztowała aż 130 milionów ówczesnych złotych, czyli około miliona dolarów. Zdjęcia trwały bardzo długo, bo od 15 września 1972 do 20 grudnia 1974 roku. Trud i nakłady opłaciły się - gdy film wszedł do kin w 1975 roku, okazał się wielkim sukcesem.

"Blockbuster PRL-u"
W Polsce "Noce i dnie" okazały się prawdziwym kinowym fenomenem, dziś spokojnie moglibyśmy je nazwać "blockbusterem PRL-u". Już sama frekwencja mówi wszystko: do 1977 roku film obejrzało ponad 21 milionów widzów, co plasowało go w absolutnej czołówce najchętniej oglądanych polskich produkcji.
Widzowie tłumnie chodzili do kin, bo dostali coś więcej niż ekranizację lektury. Chwalono rozmach filmu i fakt, że reżyser stworzył wyjątkową, emocjonalną opowieść o życiu, relacjach i codzienności. Również krytycy w większości byli pod wrażeniem obrazu, ale szczególnie chwalili kreacje Jadwigi Barańskiej i Jerzego Bińczyckiego. Podkreślali przy tym, że film "mówi językiem emocji", a nie muzealnej rekonstrukcji epoki.
Za granicą odbiór był równie ciepły, choć na produkcję patrzono trochę jak na egzotyczną, wielką europejską sagę. Krytycy doceniali rozmach, narrację i emocjonalną siłę historii, nawet jeśli dialogi bywały określane jako bardziej "literackie" niż filmowe.
W recenzjach pojawiały się też pochwały dla aktorskiego duetu Barańska-Bińczycki, który według wielu nadawał całości wiarygodność i autentyczność. Amerykańska prasa, w tym "Los Angeles Times", nie kryła zachwytu, nazywając film "epickim dziełem z potencjałem na szeroką międzynarodową dystrybucję, a nawet oscarowe szanse".
Nominacja do Oscara i morze nagród
Już w 1975 roku film triumfował na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, zdobywając najważniejsze wyróżnienie, czyli Złote Lwy Gdańskie. Do tego doszły nagrody aktorskie dla Jadwigi Barańskiej i Jerzego Bińczyckiego, a to potwierdziło, że siłą filmu są nie tylko rozmach i reżyseria, ale też wybitne kreacje.
Rok później Barańska została uhonorowana na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie, gdzie otrzymała Srebrnego Niedźwiedzia dla najlepszej aktorki - to jedno z najważniejszych międzynarodowych wyróżnień w historii polskiego kina.
Film był też szeroko zauważony poza Europą - zdobył nominację do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego, co samo w sobie było ogromnym sukcesem i potwierdzeniem jego światowej klasy. Z czasem produkcja zyskała status kultowej, czego dowodem są kolejne wyróżnienia przyznawane po latach - m.in. nagroda Złotej Kaczki 50-lecia dla muzyki Waldemara Kazaneckiego czy Diamentowe Lwy na FPFF dla filmu i ponownie dla Jadwigi Barańskiej. To rzadki przypadek, by obraz był nagradzany zarówno tuż po premierze, jak i dekady później i znak, że jego znaczenie nie słabnie, a wręcz rośnie z czasem.








