Coolcations, czyli "chłodne wakacje". Skąd pomysł na porzucenie tropików?
Globalne ocieplenie klimatu to już nie tylko perspektywa najbliższych dziesięcioleci, jak powszechnie sądzono jeszcze nie tak dawno temu. Dotyka nas ono tu i teraz. Poza próbami ograniczania skutków zmian klimatycznych w przyszłości przychodzi nam więc również nauka życia w nowych okolicznościach. Stąd też i coolcations, których nazwa idealnie opisuje, czym tak naprawdę są. Powstała bowiem z połączenia angielskich "cool" – w tym przypadku oznaczającego "chłodny" oraz przyciętego "vacations" – czyli "wakacji". Po raz pierwszy słowo to pojawiło się w prestiżowym amerykańskim magazynie "Condé Nast Traveler" i szturmem wzięło branżę turystyczną, odpowiadając na potrzeby tych, którzy nie do końca lubują się w wysokich temperaturach. Dlaczego?
Odpowiedź wydaje się niezwykle prosta. Jeszcze kilka lat temu wyjazd w tropiki czy do "ciepłych krajów" (choć obecnie to sformułowanie ma coraz mniej wspólnego z rzeczywistością) wydawał się oderwaniem od tego, co przez długie tygodnie było chlebem powszednim – stosunkowo niskich temperatur, deszczu, śniegu, siarczystego mrozu i tym podobnych. Dziś jest zaś zamianą jednego upału na drugi. Stąd też "przesunięcia" na liście najbardziej pożądanych wakacyjnych kierunków. Gdzie wybrać się jednak, by odpocząć w sprzyjających warunkach?
"Chłodne wakacje" w Europie. Gdzie, po co i za ile?
Wbrew pozorom coolcations to nie tylko naśladowanie wielbicieli obserwowania niedźwiedzi polarnych w ich naturalnym środowisku czy też poczynań jednej z bohaterek serii Remigiusza Mroza, która bez przygotowania wspięła się na Annapurnę. W grę wchodzą bowiem nieco lżejsze, nomen omen, klimaty.Zacznijmy od miejsc, które z polskiej perspektywy (choć raczej tej geograficznej, aniżeli kulturowej) wcale nie leżą aż tak daleko, a mianowicie – od Skandynawii. Ta przeżywa ostatnimi czasy istny turystyczny boom, co w dużej mierze jest właśnie zasługą panujących tam warunków. Norwegia, Szwecja czy Dania to zaś nie tylko "chłodniejsze" miejsca na mapie Europy, ale i tysiące zapierających dech w piersiach zakątków, które nie tyle można, ile trzeba zobaczyć.Przykłady można mnożyć, na liście zaś bezapelacyjnie znaleźć powinny się: norweskie Lofoty – wyspy na północy tego kraju, wymieniane w gronie najpiękniejszych archipelagów świata oraz leżące za kołem podbiegunowym Tromsø, zwane "Wrotami Arktyki", a także... "Paryżem Północy"; Kiruna – miasto położone w szwedzkiej części Laponii, znane między innymi z pięknych zórz polarnych, a także Visby, stolica bałtyckiej Gotlandii, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO; duński Bornholm (przewrotnie określany "Majorką Północy") – jedna z najbardziej malowniczych wysp na Bałtyku, jak również Aarhus, czyli drugie co do wielkości miasto w kraju, stanowiące centrum kultury i sztuki. Do każdego z wymienionych miejsc można dostać się bezpośrednim lotem z Polski, zaś ceny biletów są dużo niższe, aniżeli w przypadku tropikalnych kierunków. Wakacje idealne? To bez wątpienia sprawdzić należy na własnej skórze, szansa jest jednak spora.Ale "chłodne wakacje" w Europie to nie tylko Skandynawia, ale i coraz popularniejsza ostatnimi czasy Islandia (która to, wbrew obiegowej opinii, nie jest krajem skandynawskim). Poza stolicą – Rejkiawikiem – warto zobaczyć tam między innymi lagunę lodowcową Jökulsárlón, czyli pełne lodowych gór jezioro z krystalicznie czystą wodą, a także położony na północy wyspy wodospad Dettifoss, będący najpotężniejszym w kraju. Nie sposób nie wspomnieć też o parku narodowym Þingvellir czy czarnej plaży Reynisfjara oraz klifie Dyrhólaey, gdzie obserwować można maskonury. A to, podobnie jak w przypadku Szwecji, Danii czy Norwegii, zaledwie kropla w morzu!
Coolcations poza Europą. Nie tylko najzimniejsze zakątki globu
Co jednak, gdy Europa nie wystarczy? Żaden problem, chłodniejszy klimat znaleźć można wszak w każdym zakątku naszej planety, nie tylko na jej biegunach. Przykład? Ameryka Południowa, która to – choć zapewne kojarzy się przede wszystkim z tropikalnymi klimatami – może być również rajem dla miłośników niższych temperatur. W grę wchodzi między innymi Patagonia, czyli rozległa kraina na południu kontynentu, obejmująca swoim terenem Argentynę oraz Chile. Jednym z najbardziej znanych miejsc tamże jest Park Narodowy Torres del Paine, a w nim charakterystyczne skalne wieże, należące do najczęściej fotografowanych obiektów na świecie. Park jest celem podróży wielbicieli trekkingu, kajakarstwa, a także obserwowania i uwieczniania krajobrazów, których nie sposób spotkać gdziekolwiek indziej. Warto jednak wspomnieć, że taka podróż powinna być starannie przygotowana i przemyślana, wiąże się bowiem z większymi wydatkami niż wspominane podróże po Europie, same loty nie należą zaś do krótkich. Nie codziennie odwiedza się jednak podobne miejsca!
Północna Ameryka z kolei to między innymi chłodna (przynajmniej w części) Kanada – teren niby dobrze znany, a jednak zaskakujący na każdym kroku. Co zobaczyć więc w kraju klonowych liści? Poza najbardziej oczywistymi miejscami, do których zaliczają się choćby największe miasta kraju, warto zwrócić uwagę na położony w Albercie Park Narodowy Banff, znany z turkusowych jezior oraz spektakularnych górskich widoków, stanowiący prawdziwą gratkę dla wielbicieli narciarstwa, wspinaczki, a nawet jazdy konnej i... golfa. Podobnie jest w przypadku Nowej Funlandii czy Labradoru – najbardziej na wschód wysuniętego regionu Kanady, znanego z klifów, fiordów oraz zamarzniętych wodospadów. I w tym przypadku należy jednak przygotować się na loty z przesiadką i konieczność zarezerwowania nieco większych środków finansowych. Czego nie robi się jednak dla wymarzonych wakacji?Wspomniane wyżej przykłady to zaledwie niewielki fragment długiej listy miejsc, które turyści i turystki odwiedzają ostatnimi czasy coraz częściej, by choć na chwilę uciec od bijących rekordy temperatur. Szczęśliwie, każdy znaleźć może kierunek idealny dla siebie, a wątpliwości nie ulega, że coolcations naprawdę mogą być “cool" (i to nie tylko w “chłodnym" znaczeniu).







