Dziś nikt nie wyobraża sobie prawdziwego polskiego lata bez pysznej sałatki z pomidorów. Szczęśliwcy zrywają je prosto z krzaczka, a ci, którzy nie mają własnej działki (albo babci i dziadka z działką) czekają na moment, gdy pyszne owoce pojawią się na straganach. Nad Wisłą nie ma dziś chyba bardziej popularnego letniego warzywa i doprawdy trudno uwierzyć, że na polskich stołach rozgościło się ono dopiero na początku ubiegłego wieku!
Pomidor został przywieziony do Europy na początku XVI wieku wieku z Ameryki. Zanim zainteresowali się nim Europejczycy, był doskonale znany mieszkańcom dzisiejszego Meksyku, Peru, Ekwadoru czy Boliwii.
Na stary kontynent mieli go przywieźć Hiszpanie, którzy podobno początkowo traktowali go nieco pogardliwie - jako symbol... ubogiego pożywienia. Sprowadzone na statkach do Europy pierwsze pomidory miały kolor żółty, z tego też powodu nazywano je między innymi złotymi jabłkami.
"Złote jabłko", czyli pomidor jako roślina ozdobna, podejrzewana o bycie trującą
To, jakimi imionami obdarzono pomidora zasługuje na szczególną uwagę. Pomysłowość była bowiem ogromna. Za pierwszą udokumentowaną wzmiankę o pomidorze uznaje się rysunek rośliny i jej podpis z 1553 roku. W pracy Reberta Dodoensa pomidor funkcjonuje jako Poma amoris, czyli jabłko miłości. Później pomidor był też nazywany Poma aurea, czyli złotym jabłkiem, a także Pomi del Peru, czyli jabłkiem z Peru.
Nasz "pomidor" nazwę wziął od włoskiego określenia pomi d'oro (złote jabłka), Jednak wcześniej również w Polsce używano nazwy "jabłko miłości". Nazwa pomidor upowszechniła się nad Wisłą dopiero w XIX wieku.
Momentem przełomowym w historii pomidora był wiek XVIII - dopiero w tym czasie, kilkaset lat po przeniesieniu pomidora na kontynent, zaczęto się nim interesować od strony kulinarnej. Wcześniej bano się go jeść, zakładając, że może być trujący, podobnie jak zielony owoc ziemniaka (pomidory pochodzą wszak z tej samej rodziny psiankowatych).
Królowa Bona i modna rewolucja w ogrodach
Jeśli więc nawet można założyć (na co nie ma jednak żadnych dowodów), że pomidora, wraz z innymi warzywami przywiozła do Polski królowa Bona, nie był on bohaterem kuchni, a najwyżej rośliną, która zdobiła królewskie ogrody.
Mógł być bardziej ciekawostką, nowinką botaniczną, krzaczkiem o niepozornych kwiatuszkach, ale imponujących, kulistych owocach, które - w tamtym czasie - podziwiano jedynie dla ich walorów wizualnych.
Długa droga pomidora z rabaty na talerz
Aż dwieście lat trwało przecieranie szlaku złotego jabłka na europejskie stoły. Jak czytamy w artykule Michała Pawliczuka na stronie Wielkopolskiej Izby Rolniczej, pomidory zaczęto uprawiać w celach konsumpcyjnych w XVIII wieku. Wtedy jednak nie jedzono ich w postaci surowej, ale w formie przecierów i soków. Musiało minąć kolejne sto lat, zanim Hiszpanie, Portugalczycy, Francuzi czy Włosi przekonali się do surowych, świeżych pomidorów.
W Polsce trwało to jeszcze dłużej - świeże pomidory trafiły na nasze stoły dopiero na początku XX wieku.
Pomidorowy rozdział w polskiej kuchni nabrał tempa w latach 20. XX wieku, gdy Stanisław Fenrych uruchomił w Pudliszkach fabrykę przetwórstwa rolnego i jako jeden z pierwszych w kraju postawił na keczup (jak podaje Michał Pawliczuk, pierwsza partia keczupu trafiła na polski rynek w 1927 roku). Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę - zainteresowanie sosem było tak duże, że w okolicy niemal wszyscy zaczęli uprawiać pomidory. Fabryka działa do dziś, opierając się na lokalnych plantatorach, a Pudliszki wciąż są jednym z symboli polskiej "pomidorowej" historii.
Niedoceniony skarb
No cóż, gdyby nie wielka nieufność naszych przodkiń i przodków do nowych roślin sprowadzanych zza oceanu, mogliby już w XVI czy XVII wieku cieszyć się smakiem soczystych owoców, które na dodatek są prawdziwą skarbnicą zdrowia.
Pomidory, które przez lata miały złą prasę (bo "psiankowate" i "podejrzane"), dziś spokojnie mogą poczuć się jak gwiazdy talerza. I to nie tylko dlatego, że pasują do kanapki, makaronu czy jajecznicy. Chodzi o słynny już likopen - naturalny barwnik, który nadaje im apetyczny kolor i który naukowcy od dawna badają. W skrócie - regularne jedzenie pomidorów dobrze wpisuje się w dietę sprzyjającą zdrowiu serca i układu krążenia.
Surowy czy z puszki? Pomidor robi robotę w każdej wersji
Co ważne, pomidor po obróbce cieplnej wcale nie traci swoich zalet - wręcz przeciwnie. Likopen lepiej się wchłania, gdy pomidor trafia do garnka, na patelnię albo do słoika w formie sosu czy passaty. Dlatego zupa pomidorowa, spaghetti z sosem czy domowa pizza nie są dietetyczną porażką, tylko dobrym wyborem. Oczywiście pomidor nie jest magicznym eliksirem ani receptą na długowieczność, ale jako element codziennej diety może wspierać organizm w dłuższej perspektywie. No i ten smak!










