Skąd pomysł, żeby jeść węgorza właśnie latem?
W Japonii od wieków szukano sposobów, by łatwiej przetrwać najbardziej wyczerpujące dni lata. Wysoka wilgotność, palące słońce i codzienne zmęczenie sprawiały, że zwracano uwagę także na to, co trafiało na talerz.
Węgorz szybko zyskał opinię produktu, który pomaga przetrwać najtrudniejsze dni lata. Był tłusty, sycący i pełen wartości odżywczych, a jego mięso dostarczało energii wtedy, gdy upał najbardziej dawał się we znaki.
Z czasem unagi zaczęto łączyć z konkretnym dniem w kalendarzu - Doyō no Ushi no Hi. Za tym zwyczajem kryje się także ciekawa legenda z czasów Edo, która miała sprawić, że węgorz na dobre zagościł w letnim menu Japończyków.
Zobacz też: Jak Japończycy radzą sobie z upałami? Proste sposoby, które zaskakują
Czym właściwie jest Doyō no Ushi no Hi?
Nazwa brzmi tajemniczo, ale jej znaczenie jest związane z tradycyjnym japońskim kalendarzem. Doyō oznacza okres przejściowy między porami roku, a Ushi no Hi - "dzień wołu", jeden z dni przypisanych dawnemu systemowi znaków zodiakalnych.
Co ciekawe, nie jest to jedno stałe święto przypadające zawsze tego samego dnia. Termin zmienia się każdego roku i zależy od kalendarza księżycowo-słonecznego. Najczęściej Doyō no Ushi no Hi przypada pod koniec lipca lub na początku sierpnia, czyli w czasie największych letnich upałów.

To właśnie wtedy w Japonii szczególnie popularne staje się jedzenie węgorza.
Pomysł, który narodził się ponad 200 lat temu
Choć Japończycy jedli węgorza już znacznie wcześniej, zwyczaj łączenia go konkretnie z Doyō no Ushi no Hi spopularyzował się w okresie Edo, czyli między XVII a XIX wiekiem.
Według najbardziej znanej historii za rozpowszechnienie tej tradycji odpowiadał uczony i wynalazca Hiraga Gennai. Legenda mówi, że właściciel restauracji sprzedającej węgorze poprosił go o pomoc, ponieważ latem klienci rzadziej kupowali tłuste dania. Gennai miał zasugerować umieszczenie przed lokalem reklamy informującej, że jedzenie węgorza w dzień wołu przynosi zdrowie i siłę.
Pomysł okazał się niezwykle skuteczny. Zwyczaj szybko przyjął się wśród mieszkańców Edo (dzisiejszego Tokio) i z czasem stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych letnich tradycji kulinarnych Japonii.
Nie ma pewności, czy historia wydarzyła się dokładnie w takiej formie, ale przez lata stała się częścią opowieści o tym, jak węgorz zdobył swoje wyjątkowe miejsce w japońskiej kulturze.
Dlaczego akurat węgorz? Za wszystkim stoi dawna medycyna i symbolika
W dawnej Japonii jedzenie często łączono z porami roku i przekonaniem, że odpowiednie produkty pomagają zachować równowagę organizmu.
Węgorz był uznawany za produkt szczególnie wartościowy, ponieważ dawał poczucie sytości i energii. Nie bez znaczenia była także symbolika. W języku japońskim słowo "unagi" zaczyna się na tę samą sylabę co wiele słów związanych z siłą i energią, a sama ryba od dawna była kojarzona z wytrzymałością.

Jak Japończycy przygotowują węgorza?
Najbardziej klasyczna wersja dania to unagi kabayaki - węgorz grillowany i pokryty słodko-słonym sosem na bazie sosu sojowego, mirinu (słodkiego wina ryżowego) i cukru.
Ryba jest najpierw odpowiednio przygotowywana, następnie pieczona na grillu i wielokrotnie smarowana sosem, dzięki czemu nabiera charakterystycznego połysku i głębokiego smaku. Najczęściej podaje się ją na ryżu w drewnianym pudełku lub misce jako danie zwane unadon.
Smak węgorza jest intensywny - mięso jest delikatne, tłuste i lekko słodkawe dzięki marynacie. Dla wielu Japończyków to nie tylko posiłek, ale także smak lata i wspomnienie rodzinnych tradycji.
Tradycja, która przetrwała do dziś
Doyō no Ushi no Hi pokazuje, że niektóre kulinarne zwyczaje potrafią przetrwać znacznie dłużej niż pokolenia, które je stworzyły.
Minęły setki lat, zmienił się sposób życia, ale latem w Japonii nadal powraca ten sam smak. Zapach grillowanego unagi znów unosi się nad restauracjami i domami, przypominając, że jedzenie może być czymś więcej niż tylko posiłkiem - może być częścią historii i kultury.

Zobacz też:
Tak wracają z pracy w Szwajcarii. Zamiast stać w korku, wskakują do rzeki
Już nie Zakopane. Coraz więcej Polaków wybiera latem Krynicę-Zdrój







