Kłopotliwy "dar". Wizerunkowy dylemat sanacji i ucieczka przed historią
Odrodzona Rzeczpospolita początkowo nie wykazywała zainteresowania powrotem ostatniego władcy na łono ojczyzny - kwestię tę zignorowano choćby podczas bilateralnych ustaleń w roku 1921. "Problem" z całą mocą powrócił jednak kilkanaście lat później, kiedy podjęto decyzję o zamknięciu wspomnianego już kościoła w dawnym Petersburgu, informując przy tym stronę polską o planach jego rozbiórki (co ostatecznie nigdy się nie ziściło). Dla sanacyjnych notabli (tak prezydenta Ignacego Mościckiego, jak i premiera Felicjana Sławoja Składkowskiego czy ministra spraw zagranicznych Józefa Becka) zdarzenia te - niosące ze sobą konieczność "przygarnięcia" szczątków Stanisława II Augusta - stanowiły jednak wysoce drażliwy dylemat. Absmak budziła nie tylko kłopotliwa proweniencja owego "depozytu", ale i ówczesna narracja wokół osoby króla, ukształtowana przez dziewiętnastowieczną historiografię.
Większość koryfeuszy tejże (między innymi Joachim Lelewel czy Tadeusz Korzon) ugruntowała obiegowy wizerunek Poniatowskiego jako nieudolnego monarchy, wielokrotnie wypominając mu między innymi bezczynne poddanie kraju, akces do Targowicy czy wreszcie podpisanie aktu abdykacji, co stało się ostatecznie dominującym paradygmatem. Nawet jeśli na horyzoncie majaczyły pierwsze próby rehabilitacji króla upłynąć musiało kilka kolejnych dekad, by w dyskursie poczęły pojawiać się wyraźne rewizje dotychczasowej oceny.
Wątpliwościom tożsamościowym towarzyszyła także pragmatyczna kalkulacja rządzących, którzy to - mając w pamięci relatywnie niedawny pochówek Józefa Piłsudskiego - obawiali się między innymi przekształcenia królewskiego pogrzebu w narodową manifestację. Wizerunkowa zapobiegawczość sprawiła, że niemal natychmiast odrzucono koncepcję pochówku na Wawelu, by niedługo później zrezygnować także z Warszawy (z czym wiązałby się obowiązek nadania uroczystościom oficjalnego charakteru). Wybór padł tym samym na Wołczyn - niewielką miejscowość na wschodnich kresach, stanowiącą miejsce narodzin oraz chrztu króla Poniatowskiego, co wpisywało się w ówczesną strategię uników, łącząc obowiązek "przejęcia" króla z marginalizacją niewygodnego dziedzictwa.
Władca niechciany. Ceremonia bez majestatu i kolejna społeczna dysputa
11 lipca 1938 roku do granicznej stacji w Stołpcach dotarł skład towarowy uzupełniony zaplombowanym wagonem z doczesnymi szczątkami Stanisława II Augusta, który bez państwowych honorów odprawiono w dalszą drogę na Polesie. Nocą z 14 na 15 lipca, w asyście nielicznych funkcjonariuszy, a także przedstawicieli lokalnej administracji oraz urzędnika ministerstwa spraw zagranicznych, "ładunek" przetransportowano do wołczyńskiego kościoła Trójcy Przenajświętszej (który to ponad dwa wieki wcześniej został ufundowany przez Stanisława Poniatowskiego - ojca ostatniego polskiego monarchy). Na miejscu nie przewidziano obecności oficjalnych delegacji, a o skali rządowej asekuracji najlepiej świadczyć może zakaz nałożony na lokalnego plebana, któremu zabroniono jakiejkolwiek formy modlitewnego pożegnania zmarłego blisko półtora stulecia wcześniej króla. Z uwagi na gabaryty blisko sześćsetkilogramowej trumny zrezygnowano też z umieszczenia jej w krypcie, naprędce adaptując w tym celu jedną z nisz bocznych. Ukoronowaniem tych paranoicznych działań stało się opieczętowanie drzwi oraz podział kluczy pomiędzy miejscową parafię, brzeskiego urzędnika oraz władze centralne, by w ten sposób definitywnie "zamknąć sprawę" (tak dosłownie, jak i w przenośni).
Próby zatajenia owych działań zakończyły się jednak spektakularnym niepowodzeniem - o zwrocie monarszych szczątków poinformował bowiem jego "nadawca"; dwa tygodnie po nocnym pochówku zmuszona do reakcji administracja przekazała więc lakoniczny komunikat za pośrednictwem Polskiej Agencji Telegraficznej, w którym to potwierdziła zajście. Prasa nie szczędziła wówczas rządzącym gorzkich słów, oskarżając ich między innymi o profanację polskiej państwowości, a pokątność przedsięwzięcia wzbudziła głośny sprzeciw pośród ówczesnych elit intelektualnych, co przełożyło się na wznowienie dyskusji o dziedzictwie Stanisława II Augusta. Jednym z wyrazów tejże stała się ankieta przeprowadzona przez "Wiadomości Literackie" wśród kilkudziesięciu luminarzy polskiej kultury. O ile gabinety sanacyjne uciekły przed problemem, o tyle sondowani zajęli nad wyraz jasne stanowisko - trzydzieści dwie osoby żądały wówczas przeniesienia króla na Wawel, dwadzieścia sześć widziało go w stolicy, a jedynie ośmioosobowa garstka poparła opcję wołczyńską. Spór o granice pamięci historycznej zakończył się jednak zaledwie rok później - wraz z początkiem września 1939 roku.
Dziejowa sprawiedliwość. Zagadka zrujnowanej krypty i trzeci monarszy pogrzeb
Po nowym podziale terytorialnym Europy, Wołczyn znalazł się poza granicami Polski - tamtejszy kościół podzielił zaś losy setek innych świątyń dawnych Kresów - pozbawiony należytego zabezpieczenia został z czasem przekształcony w państwowy magazyn nawozów sztucznych, co doprowadziło ostatecznie do dewastacji grobowca. Próby zrekonstruowania ówczesnych wydarzeń obarczone są jednak sporym marginesem błędu - ołowiany sarkofag został najprawdopodobniej rozbity, a doczesne szczątki króla Poniatowskiego uległy rozproszeniu w tamtejszym składowisku. Skala zniszczenia okazała się na tyle rozległa, że część badaczek i badaczy po dziś dzień zadaje sobie pytanie: czy po latach istotnie zabrano z Wołczyna wszystkie zachowane fragmenty, czy też - jak głoszą lokalne przekazy - zostały one zabezpieczone i przeniesione przez miejscową ludność?
Kościół trwał w opłakanym stanie aż do 1987 roku, kiedy to dzięki interwencji grodzieńskiego muzeum gmach poddano wstępnemu uporządkowaniu; zdarzenia te utorowały następnie drogę do historycznego finału. Rok później przekazano Polsce domniemane pozostałości szczątek, resztki trumny oraz królewskich szat - trafiły one następnie do łazienkowskiego Pałacu na Wyspie, po czym zostały zdeponowane na Zamku Królewskim.
Ostateczne domknięcie procesu przywracania dziejowej godności nastąpiło 14 lutego 1995 roku, niemal dwieście lat po śmierci Stanisława II Augusta, kiedy odbył się trzeci - i zarazem pierwszy godny dawnego majestatu - królewski pochówek; ostatniego monarchę I Rzeczypospolitej złożono wówczas uroczyście w kryptach stołecznej archikatedry świętego Jana (gdzie 25 listopada 1764 został on koronowany). Tym samym zakończyła się pośmiertna wędrówka, stanowiąca najwierniejsze odbicie skomplikowanych dziejów tak Rzeczypospolitej, jak i samego Poniatowskiego - po dekadach spychania na margines odzyskał on bowiem przestrzeń do trwania w narodowej pamięci; jego postać wciąż może zaś prowokować kolejne pokolenia do dyskusji o granicach kompromisu.








