Znają ją dosłownie wszyscy, według dzisiejszych standardów jest więc "gwiazdą". Jej wizerunek pojawia się na pocztówkach, plakatach, torbach, kubkach i ubraniach. Piękna, delikatna, a zarazem posągowa i tajemnicza - kim jest bohaterka jedynego w Polsce dzieła Leonardo Da Vinci, dama z gronostajem vel łasiczką (o tym, skąd brak jedności co do nazwy zwierzątka, potem).
Niewiele osób wie, że słynna dama nie była księżniczką ani arystokratką. Gdy Leonardo da Vinci malował jej portret, była kochanką jednego z najpotężniejszych ludzi we Włoszech.
Zanim mistrz utrwalił ją dla potomnych była "zwykłą" dziewczyną
Kiedy niedawno stanęłam przed portretem Damy z gronostajem, wiszącym w specjalnie wydzielonym pomieszczeniu w Muzeum Czartoryskich w Krakowie, na chwilę dosłownie zamarłam. Magnetyzm tego dzieła jest niesamowity, szczególnie, gdy portret damy ogląda się na żywo. Nie jest to żaden przypadek ani magia, Da Vinci, mistrz w swoim fachu, dobrze wiedział, jak uchwycić kobietę, by wyglądała dosłownie jak żywa.
Historycy sztuki nie mają wątpliwości i nazywają obraz Leonarda "szczytowym osiągnięciem w zakresie malarstwa portretowego XV wieku". Pozująca modelka została przez autora ujęta w pozie trzech czwartych, co było nowością - większość portretów do tamtego czasu była wykonywana w profilu (tak też przedstawiony został książę Ludovico Sforza il Moro, którego losy splotły się z losami bohaterki obrazu).
Mamy więc piękną, młodą (około 16-17 letnią) kobietę, której poza sprawia, że mamy wrażenie, jakby znajdowała się w ruchu, w półobrocie, a przy okazji zwracała się ku komuś, kto jest poza polem obrazu. Modelka wygląda jak uchwycona w bardzo konkretnym momencie. Jeśli dodamy do tego genialny warsztat malarza - światłocieniowy modelunek z jednym tylko źródłem światła, wierne i perfekcyjne oddanie detali jej fizjonomii i ubioru, dostajemy dzieło niezwykłe - przy którym ma się wrażenie bezpośredniego kontaktu z namalowaną kobietą.
"Tylko Leonardo da Vinci - malarz, a zarazem wszechstronny badacz natury, fizyki i znawca optyki i anatomii - mógł pod koniec XV wieku namalować obraz stanowiący wręcz iluzję rzeczywistości, postulowaną wcześniej przez teoretyków sztuki renesansowej" - czytamy w opisie obrazu autorstwa Doroty Dec i Janusza Wałka na stronie Muzeum Narodowego w Krakowie.
Zamawiający obraz i jego bohaterka nie mogli więc trafić lepiej. Oko i ręka mistrza sprawiły, że dama żyje w świadomości kolejnych pokoleń już od 5 wieków!
Kim zatem była owa dama i dlaczego do portretu pozowała z gronostajem?
Obraz, który możemy dziś podziwiać w Krakowie, powstał około 1490 roku w Mediolanie na dworze księcia Ludovica Sforzy zwanego il Moro (1452-1508). Bohaterką dzieła jest Cecylia Gallerani (ok. 1473 - 1536), młoda dziewczyna, którą w latach 1489 - 1491 łączył z księciem miłosny związek. Jego owocem było dziecko - urodzony w maju 1491 syn o imieniu Cezarion.

Związek Cecylii i księcia nie miał, niestety, racji bytu. Książę bowiem był od wczesnej młodości zaręczony z księżniczką Beatrice d'Este. Ich ślub odbył się w styczniu 1491.
Co się stało z kochanką księcia, namalowaną przez Da Vinci? A no Cecylię Gallerani wraz z synem książę oddalił z dworu. Zadbał jednak o jej przyszłość tak, jak w owych czasach dbano o przyszłość młodych kobiet - wydał ją po prostu za mąż za hrabiego Bergamino, z którym Cecylia zamieszkała w pałacu Carmagnola.
Piękna i młoda Cecylia była też osobą wykształconą. Choć nie zachowały się żadne z jej prac, była poetką, a współcześni mówili o niej "muza" i "donna docta", czyli "kobieta uczona".
Dlaczego dama trzyma na rękach gronostaja?
A skąd na obrazie wziął się gronostaj, brany też za łasicę? Badacze zgłębiający twórczość Leonarda Da Vinci twierdzą, że zwierzę jest aluzją do osoby kochanka Cecylii, księcia Ludovica, który w 1488 roku otrzymał Order Gronostaja od króla Neapolu, zyskując jeden ze swoich przydomków: Ermellino Bianco (biały gronostaj). Gronostaj w ramionach Cecylii mógł więc być subtelnym "portretem" jej ukochanego.

Umieszczenie gronostaja na rękach dziewczyny miałoby sugerować zażyłość między Cecylią a księciem. Niektórzy historycy sztuki zwracają uwagę, że w czasie powstawania obrazu Cecylia była prawdopodobnie w ciąży z synem Sforzy. Według jednej z interpretacji z tego właśnie powodu zwierzę na obrazie częściowo zasłania jej brzuch.
Według innych tez umieszczenie na obrazie gronostaja, który w ikonografii jest symbolem czystości i dziewictwa, w zaszyfrowanym przez Leonarda da Vinci przekazie obrazu może też odnosić się do samej Cecylii Gallerani - jej nazwisko bowiem współbrzmi z grecką nazwą zwierzęcia: "gale". Leonardo mógł więc zastosować wizualną aluzję, którą wykształceni współcześni bez trudu odczytywali.
Warto też pamiętać, że w średniowieczu i renesansie gronostaj uchodził za symbol czystości - wierzono nawet, że woli umrzeć, niż pobrudzić swoje białe futro. Umieszczenie tego zwierzęcia przy Cecylii mogło podkreślać jej szlachetność, inteligencję i moralne cnoty. I właśnie dlatego ten obraz jest tak niezwykły - gronostaj jest jednocześnie symbolem ukochanego, rebusem odnoszącym się do nazwiska modelki, znakiem cnót i być może aluzją do jej ciąży. Leonardo zawarł w jednym zwierzęciu całą opowieść o kobiecie, którą sportretował.
Skąd nazwa obrazu "Dama z łasiczką"?
Sam gronostaj przez lata budził sporo kontrowersji, nie tylko dlatego, że nie potrafiono jednoznacznie odszyfrować jego symboliki na obrazie. Choć obraz nazywamy Damą z gronostajem, wielu zoologów zauważa, że zwierzę namalowane przez Leonarda jest znacznie większe i bardziej muskularne niż prawdziwy gronostaj. Artysta najprawdopodobniej celowo je "upiększył", aby nadać mu większą rangę symboliczną.
Z niejednoznacznością przedstawienia zwierzęcia wiążę się też nazwa obrazu, który przez lata funkcjonował jako Dama z łasiczką.
Co ciekawe, w dawniej w Polsce gronostaja rzeczywiście często nazywano "łasiczką", choć z dzisiejszego punktu widzenia nie jest to poprawne zoologicznie. Gronostaj i łasica to dwa różne gatunki, choć należą do tej samej rodziny - łasicowatych. Są do siebie bardzo podobne: mają smukłe ciało, krótkie łapki i zwinne ruchy. Dla dawnych obserwatorów różnice nie były aż tak istotne jak dla współczesnych biologów, dlatego nazwy bywały używane zamiennie.
W literaturze i dawnych opisach sztuki można spotkać określenia "łasiczka", "biała łasica", "gronostaj". Dodatkowo problem pogłębiały tłumaczenia. W języku włoskim obraz Leonarda to Dama con l'ermellino ("Dama z gronostajem"), ale w różnych europejskich językach zwierzę z rodziny łasicowatych bywało określane potocznymi nazwami, które nie odpowiadały ściśle współczesnej klasyfikacji gatunków.
Co ciekawe, na obrazie Leonarda zwierzę nie przypomina dokładnie prawdziwego gronostaja. Jest większe, ma masywniejszą głowę i wydłużone ciało. Niektórzy historycy sztuki żartują nawet, że wygląda jak "skrzyżowanie gronostaja z fretką". To również sprawiało, że przez stulecia nie wszyscy byli pewni, jaki gatunek artysta miał na myśli.
Dlatego też, gdy dziś mówimy o obrazie Leonarda, poprawna nazwa brzmi "Dama z gronostajem", ale określenie "łasiczka" ma długą tradycję historyczną i wynika z dawnych, mniej precyzyjnych nazw zwierząt.
Naprawdę warto wybrać się do Krakowa, by zobaczyć to dzieło. Genialne nie tylko warsztatowo, ale i emocjonalnie. Wywołujące prawdziwe dreszcze - podziwu w stosunku do maestrii malarza, ale i sekretów, jakie zawarł w obrazie.








