"Ciao amore, ciao". Luigi Tenco i jego ostatnia noc w San Remo
Noc z 26 na 27 stycznia 1967 roku stała się cezurą, która do dziś zdaje się dzielić historię najsłynniejszego z włoskich wydarzeń muzycznych na "przed" i "po". Nagła śmierć Luigiego Tenca - ledwie dwudziestoośmioletniego artysty, stojącego wówczas u progu wielkiej kariery - zachwiała bowiem mitem liguryjskiego San Remo, ukazując głębokie pęknięcia na fasadzie tamtejszego blichtru. W luksusowych wnętrzach hotelu Savoy - ledwie kilka kroków od festiwalowej sceny - dokonał się wszak ostateczny akt sprzeciwu wobec systemu przedkładającego medialny wizerunek nad artystyczną prawdę. Sekwencja wydarzeń z pokoju 219 po dziś dzień kryje się zaś w cieniu niedopowiedzeń, stanowiąc dojmujący dysonans w historii włoskiej piosenki.

Wrażliwość w czasach przyspieszenia
Włoskie lata sześćdziesiąte to czas oszałamiającego wręcz przyspieszenia - obszar między Turynem, Mediolanem i Genuą (obejmujący zasięgiem Lombardię, Piemont i Ligurię) stał się wówczas industrialnym molochem, "zasysającym" miliony przybywających z rolniczego Południa. Szarość miejskich peryferii i erozja tradycyjnych relacji sprawiły jednak, że obietnica lepszego jutra ustąpiła miejsca poczuciu głębokiego wyobcowania. W klimacie tym - pośród portowych żurawi Genui - formowała się nowa wrażliwość artystyczna; jednym z najwyraźniejszych jej głosów stał się zaś ten należący do Luigiego Tenca.
Liguryjska stolica - w opozycji do surowego oblicza - uchodziła też w owym czasie za tygiel intelektualny, w którym to mieszały się wpływy francuskiego egzystencjalizmu, amerykańskiego jazzu i lokalnej melancholii. Tam też narodziła się nieformalna scuola genovese dei cantautori ("genueńska szkoła śpiewających autorów") - grupa artystów, do której, obok Luigiego, należeli też między innymi Fabrizio De André, Umberto Bindi czy Gino Paoli. Łączyło ich jedno - niezgoda na banalne "bel canto" opiewające iluzję dolce vita; pragnęli, by muzyka była narzędziem opisu rzeczywistości - swoistym neorealizmem zapisanym na pięciolinii.
Tenco nie był więc typowym estradowym wokalistą, lecz artystą totalnym - multiinstrumentalistą, poetą i intelektualistą, który punktował hipokryzję "wszechwiedzącego świata", a jednocześnie czuł się w nim bezradny. Jego twórczość była próbą nawiązania dialogu z pokoleniem, które dorastając w cieniu światowego napięcia, szukało autentyczności, a znajdowało jedynie konfekcjonowane emocje na sprzedaż.
Antyczna tragedia w cieniu włoskiej piosenki
Decyzja o udziale w siedemnastej edycji Festival della Canzone Italiana w San Remo była dla Luigiego ruchem ryzykownym - niemal karkołomnym. Jako artysta kojarzony z awangardą, z natury gardził wszak festiwalowym blichtrem, postrzegając w kategoriach targowiska próżności. Presja otoczenia i chęć dotarcia do masowej publiczności skłoniły go jednak do wejścia w "paszczę lwa". Utwór, który przywiózł ze sobą - "Li vidi tornare" - przeszedł bolesną metamorfozę, będącą świadectwem mechanizmów kontroli panujących w ówczesnych mediach. Pierwotnie pacyfistyczny hymn, pod wpływem sugestii, stał się więc pieśnią o dramacie człowieka porzucającego wieś dla wielkiego miasta, zmieniając przy tym tytuł na "Ciao amore, ciao". Mimo ingerencji tekst zachował swój społeczny "pazur". Frazy o "przeskakiwaniu stu lat w jeden dzień" doskonale oddawały włoską rzeczywistość - wymowa całości pozostawała zaś gorzką krytyką ceny, jaką jednostka płaci za awans społeczny - ceny samotności w ludzkiej masie.
Zgodnie z ówczesnym regulaminem utwór zaprezentowano w tak zwanym abbinamento - w dwóch odrębnych interpretacjach; w przypadku "Ciao..." za drugą odpowiadała Dalida - już wówczas ciesząca się statusem wielkiej gwiazdy, a przy tym ulubienicy publiczności (w roku 1967 miała na koncie między innymi "Bambino" czy "Il silenzio"). Relacja Luigiego i francuskiej artystki, rozpięta między profesjonalizmem a domniemanym, głębokim uczuciem, do dziś pozostaje przedmiotem spekulacji. Zderzenie dwóch światów - perfekcyjnej, posągowej diwy i rozedrganego, surowego barda - miało być gwarancją sukcesu, stało się jednak zapowiedzią upadku. Na scenie San Remo oboje prezentowali się przeto niczym protagoniści antycznej tragedii; nieświadomi jeszcze, że fatum zostało już przypieczętowane.
Atmosfera festiwalu w 1967 roku - mimo pozorów beztroski - pozostawała nieznośnie gęsta i przesycona napięciem. Włochy zachłystywały się lekką, eskapistyczną muzyką, która miała zagłuszać egzystencjalne lęki - Tenco, ze swym ciężkim, refleksyjnym repertuarem, jawił się więc niczym intruz w ogrodzie iluzji. By opanować tremę, sięgał podobno po rozmaite środki, co fatalnie wpłynęło na jego dyspozycję sceniczną - konkursowe wykonanie "Ciao amore, ciao" okazało się zaś bolesnym świadectwem wewnętrznego rozpadu.
Werdykt nie mógł być więc inny - piosenka otrzymała zaledwie ułamek głosów w festiwalowym głosowaniu, przepadając w eliminacjach. Nie sama przegrana stała się dla Luigiego ostatecznym ciosem, lecz to, co nastąpiło chwilę później - regulamin przewidywał bowiem tak zwane ripescaggio, a więc możliwość przywrócenia jednego utworu decyzją komisji. Tenco wierzył, że grupa złożona z ekspertów i ekspertek doceni artystyczną wagę kompozycji; ta postawiła jednak na "La rivoluzione" - utwór wykonywany przez Gianniego Pettenatiego i Gene'a Pitneya. Podwójne odrzucenie utwierdziło Luigiego w przekonaniu, że system jest zgniły, a wartości artystyczne nie mają znaczenia w starciu z układami i komercją. Po powrocie do pokoju 219 w hotelu Savoy, odizolowany w gniewie i rozczarowaniu, podjął decyzję, która miała wstrząsnąć sumieniem narodu.
Ostatni akt sprzeciwu i list z pokoju 219
Przebieg wydarzeń feralnej nocy do dziś pozostaje przedmiotem analiz i kontrowersji - przeprowadzone po latach ekspertyzy rzuciły zaś nań nowe światło (potwierdzając brak ingerencji osób trzecich, a przy tym obnażając skandaliczną niestaranność i pośpiech organów ścigania - to zaś, według części przekazów, związane miało być z mniej lub bardziej bezpośrednim naciskiem organizujących festiwal w San Remo). Niezależnie od mnożących się teorii (przy czym zaznaczyć należy, że oficjalną wersją niezmiennie pozostaje ta o odebraniu sobie życia), jedno pozostaje pewne - Tenco nie opuścił już hotelowego pokoju. Zostawił jednak po sobie ostatnie słowa - list, który szybko stał się wyjątkowo istotnym tekstem włoskiej kultury. Luigi pisał w nim, że "robi to nie dlatego, że jest zmęczony życiem, lecz w akcie protestu"; wskazywał też winnych - publiczność głosującą na banał i komisję promującą miernotę. Jego celem było przy tym "wyjaśnienie komuś pewnych rzeczy" - wstrząśnięcie sytym, zadowolonym z siebie społeczeństwem.
Mimo tragedii... festiwal trwał dalej, a osławione słowa prowadzącego, by rozpocząć kolejny wieczór "z nutą smutku", odebrane zostały jako szczyt cynizmu. Dopiero po wielu dekadach, dzięki determinacji badaczy i badaczek, udało się zweryfikować wiele dotychczasowych hipotez. Analizy te nie zmieniły jednak wymowy czynu - był to ostateczny, desperacki krzyk sprzeciwu wobec świata, w którym artystyczna prawda poczęła służyć za dekorację w handlu złudzeniami.
O fundamencie nowej autentyczności
Paradoksalnie, tragiczny gest Tenca osiągnął swój cel - wstrząs wywołany jego odejściem doprowadził wszak do konsolidacji środowiska artystów i artystek niezależnych oraz przewartościowania włoskiej sceny muzycznej. Kilka lat po tragedii w San Remo powołano do życia Club Tenco oraz nagrodę jego imienia - Premio Tenco - która do dziś jest najważniejszym wyróżnieniem dla twórców piosenki autorskiej, swoistą antytezą komercyjnego Festival di Sanremo. To żywy dowód na to, że protest nie poszedł na marne, tworząc przestrzeń dla inności i bezkompromisowości w sztuce.
Śmierć Luigiego Tenca zamknęła pewien rozdział, ale otworzyła drogę dla muzyki zaangażowanej, świadomej i odważnej. Jego utwory, takie jak "Vedrai, vedrai" czy "Mi sono innamorato di te", weszły do ścisłego kanonu, a postać artysty stała się symbolem integralności, której nie można kupić ani sprzedać. W ostatecznym rozrachunku, mimo że tamtej styczniowej nocy przegrał z ciężarem własnego autentyzmu, Tenco wygrał walkę o pamięć i duszę włoskiej muzyki.
Zobacz też:






